REKLAMA
REKLAMA

Parkiet TV

Inwestorzy dywersyfikują portfele

Przemysław Tychmanowicz rozmawiał w Parkiet TV z Maciejem Leściorzem, ekspertem CMC Markets.
Foto: parkiet.com

W I półroczu mieliśmy zarówno spektakularne spadki, jak i spektakularne zwyżki. Za nami więc chyba jeden z najciekawszych okresów rynkowych?

Całe półrocze było interesujące. Jeśli jeszcze podzielimy je na kwartały, to otrzymamy już zupełnie niesamowitą sytuację. Najpierw były bowiem gigantyczne spadki, a później imponujące odbicie, któremu, co ciekawe, towarzyszyły dawno niewidziane załamania gospodarcze. W II kwartale spadek gospodarczy w niektórych częściach świata może sięgnąć nawet kilkudziesięciu procent, licząc kwartał do kwartału. Zanim zresztą temat pandemii stał się tematem przewodnim, mieliśmy mocną przecenę ropy naftowej. Od 14 lat związany jestem z instrumentami pochodnymi i tak ciekawego półrocza w swojej zawodowej karierze nie widziałem.

Mamy za sobą bardzo ciekawy okres, ale czy inwestorzy wyjdą z niego bardziej poobijani, czy może wręcz przeciwnie? Wszyscy wiemy, że w marcu na rynku zaczęło pojawiać się dużo nowych osób, które próbowały kupować na dołku, i wydaje się, że im się to udało.

Zgadza się, ale tutaj też pierwsze półrocze podzieliłbym na kwartały. II kwartał faktycznie był najlepszy od lat. W przypadku indeksu S&P 500 nie było tak dobrego kwartału od 1998 r. Z drugiej strony jednak pierwszy kwartał był najgorszy od czwartego kwartału 2008 r. Patrząc na całe półrocze, indeks S&P 500 jest około 5 proc. na minusie, z kolei Nasdaq jest już 10 proc. na plusie. Obserwując postawę inwestorów nastawionych bardziej spekulacyjnie, mogę powiedzieć, że tak spektakularnych zysków, jak i porażek na rachunkach klientów dawno nie widziałem. Były też sytuacje, gdzie po serii spektakularnych zysków nagle topniały one w ciągu kilku dni. Nie da się natomiast ukryć, że sytuacja, z którą mieliśmy do czynienia praktycznie przez całe I półrocze, była wodą na młyn dla instrumentów pochodnych, kontraktów na różnice kursowe, bo one potrzebują zmienności, a ta była gigantyczna. Wielu inwestorów czekało na to latami.

I półrocze to już przeszłość. Czy druga połowa roku może być równie ciekawa i dostarczyć inwestorom tyle emocji?

Inwestorzy zadają teraz sobie pytanie, czy fala wzrostowa z II kwartału napędzana pieniędzmi ze strony Rezerwy Federalnej i innych banków centralnych dobiega już końca. Czy rynek w tym momencie raczej będzie wyceniał i rozważał potencjalne spowolnienie gospodarcze, czy raczej odmrażanie gospodarki i pozytywne tego efekty. Patrząc na to, jak inwestorzy podchodzą do kwestii pandemii, wydaje się, że ta kwestia zeszła już nieco na dalszy plan. Informacje WHO, która ostrzega przed zbyt szybkim wychodzeniem z obostrzeń, są niepokojące, z drugiej strony na rynku wciąż mamy napływ gotówki. Banki centralne utrzymują najniższe w historii stopy procentowe. Inwestorzy z tego korzystają i na razie jesteśmy w trendzie wzrostowym. Zwróciłbym jednak uwagę na kwestie gospodarcze. W USA mamy najwyższe bezrobocie od wielu lat. Konsumenci nie do końca zdają sobie z tego sprawę. W piątek opublikowano dane dotyczące dochodów Amerykanów. One spadły o 4 proc. w maju, w tym samym czasie wydatki wzrosły o 8 proc. Wracamy więc do klasycznego działania konsumentów amerykańskich, gdzie bagatelizuje się powagę sytuacji, a konsumpcja opiera się na nisko oprocentowanych kredytach. To może się w przyszłości negatywnie odbić. Z kolei dane dotyczące bezrobocia są oczywiście coraz lepsze, ale i tutaj długofalowe konsekwencje mogą być dużo poważniejsze. Wiele miejsc pracy, które zniknęły, już się nie pojawi. W dalszym ciągu więc bezrobocie może pozostać na wysokim poziomie. To z kolei będzie rzutowało na postawę konsumentów, a to – na wyniki spółek. Jest więc wiele czynników ryzyka w II półroczu związanych już nie z samym zamknięciem gospodarki, ale z efektami tego, z czym mieliśmy do czynienia w poprzednich miesiącach.

Bardzo często jednak słychać, że wyceny oderwały się od fundamentów, sam pan też powiedział, że trend jest wzrostowy, więc wychodzi na to, że nadal warto stawiać na akcje, a nie na bezpieczne aktywa.

Rynek oderwał się od fundamentów, jeśli patrzymy na wyceny spółek, natomiast inwestorzy zachowują się racjonalnie, bo korzystają z trendu. Jeśli zaś chodzi o bezpieczne aktywa, to ich czas trwa już dość długo, w przypadku złota, które jest uważane za bezpieczną przystań, od 2019 r. Tutaj też mamy cały czas trend wzrostowy. W 2019 r. złoto zyskało 18 proc., w zakończonym właśnie półroczu 17 proc. Mieliśmy do czynienia z sytuacją, w której umacniał się dolar, a jednocześnie zyskiwało złoto. Trwa więc szukanie bezpiecznych przystani przy jednoczesnych zwyżkach na rynkach akcji. Widać więc, że mamy do czynienia z wyraźną dywersyfikacją pomiędzy czystą spekulacją z jaką mamy do czynienia na rynku akcji i ochroną kapitału przed niskimi stopami procentowymi.

W II półroczu rynki nadal będą żyły koronawirusem? W kalendarzu mamy też wybory prezydenckie w Stanach Zjednoczonych. Może ten temat będzie dominował?

Temat koronawirusa nadal interesuje rynki. Obawy dotyczą jednak bardziej sfery zdrowotnej niż gospodarczej. Większość inwestorów uważa bowiem, że te obostrzenia już nie wrócą. Niepokoić może natomiast sytuacja w Azji czy też niektórych stanach USA, gdzie powstają nowe ogniska Covid-19. Donaldowi Trumpowi może być to nie w smak i z pewnością nie tak wyobrażał sobie rok wyborczy. To, co wydarzyło się do tej pory, może zmniejszać jego szanse na reelekcję. Ostatnio jednak widziałem analizę, która pokazywała zachowanie indeksu S&P 500 i wyborów prezydenckich. Od 1984 r. jeśli na trzy miesiące przed wyborami S&P 500 rósł, to w 100 proc. przypadków prezydent starający się o reelekcję odnosił sukces. Warto więc obserwować indeks S&P 500.

Powiązane artykuły

REKLAMA
REKLAMA

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA