Koniunktura na krajowym rynku akcji jest korzystna – WIG jest na historycznych maksimach, ale na razie nie przekłada się to istotnie na liczbę giełdowych debiutów. Jest jednak nadzieja na zmianę niekorzystnej sytuacji na rynku pierwotnym. Spółki zainteresowane pozyskaniem kapitału od inwestorów zaczynają nieco łaskawiej spoglądać na giełdę, a inwestorzy wypatrują atrakcyjnych spółek. Na warszawskiej giełdzie inwestorzy przymierzają się do akcji Robyga, który w minionym tygodniu wystartował z IPO. Deweloper chce pozyskać prawie 360 mln zł z nowej emisji. Dodatkowo na 900 mln zł liczy główny akcjonariusz TAG Immobilien.

Czytaj więcej

Trzecia kosmiczna spółka idzie na giełdę. Liftero ruszyło z ofertą akcji

Zysk tylko dla wybrańców

Część inwestorów szuka w IPO szansy na krótkoterminowy zysk, kupując akcje z zamiarem ich szybkiej sprzedaży zaraz po debiucie. Jednocześnie jest jeszcze większa grupa, w tym krajowe fundusze, która bardziej nastawia się na zysk w znacznie dłuższym horyzoncie czasowym. Czy takie podejście było opłacalne w odniesieniu do spółek, które debiutowały w ostatnich latach na rynku głównym GPW? Okazuje się, że debiuty częściej zawodziły niż przynosiły zyski w długim terminie. Nawet udany debiut nie był gwarancją wysokich zysków. Na 26 debiutów (pod uwagę nie braliśmy STS Holding, który w międzyczasie  został ściągnięty z giełdy) na rynku głównym GPW z lat 2020-2025, którym towarzyszyła oferta akcji, dodatnią stopą zwrotu liczoną od dnia ich debiutu (względem ceny z IPO) może pochwalić się zaledwie osiem spółek. Jednocześnie liczba firm, których akcje przyniosły zysk w dniu debiutu była prawie dwukrotnie wyższa. – W ostatnich latach można było zauważyć, że wiele ofert publicznych cieszyło się dużym popytem na etapie zapisów, natomiast po debiucie zainteresowanie inwestorów stopniowo wygasało. Nie wynika to wyłącznie z wycen podczas IPO, choć oczywiście zbyt ambitna wycena ogranicza potencjał dalszych wzrostów. Kluczowe jest to, czy spółka jest w stanie regularnie dostarczać argumentów uzasadniających zainteresowanie rynku – zauważa Mikołaj Sobierajski, analityk XTB.

Zdaniem Marcina Materny, dyrektora biura analiz BM Banku Millennium, potencjał częściowo mogą ograniczać stosunkowo wysokie wyceny z IPO.  – Historycznie IPO powinno oferować pewne dyskonto względem wartości godziwej, które kompensuje inwestorom ryzyko wejścia w spółkę na wczesnym etapie jej obecności na rynku publicznym. W ostatnich latach często mieliśmy jednak do czynienia z odwrotną sytuacją – część ofert była wyceniana blisko wartości godziwej, a nawet z premią, co ograniczało potencjał stóp zwrotu po debiucie. Moim zdaniem w dużej mierze jest to kwestia sprzedającego. Relatywnie najsłabiej zachowywały się w ostatnim czasie akcje spółek oferowanych przez fundusze private equity, które mają dużą skuteczność w maksymalizowaniu ceny w momencie IPO – zauważa. Za przykłady mogą tutaj posłużyć Allegro i Żabka. Ich debiuty na GPW przyniosły inwestorom niemałe zyski, ale kolejne miesiące nie były już tak udane dla posiadaczy ich akcji. Nie bez znaczenia jest także struktura oferty. Jeżeli środki pozyskane z oferty trafiają do spółki i są przeznaczone na inwestycje, to prawdopodobieństwo powodzenia IPO jest większe, niż w przypadku sprzedaży pakietu przez większościowego akcjonariusza. – IPO bez emisji nowych akcji, nastawione głównie na sprzedaż istniejących pakietów przez dotychczasowych akcjonariuszy, mogą budzić naturalne pytania inwestorów o motywację sprzedających. Z kolei oferty połączone z pozyskaniem kapitału na rozwój są zwykle lepiej odbierane. Z drugiej strony trzeba pamiętać, że cenę w praktyce wyznaczają inwestorzy instytucjonalni. Oferty często nie są duże, a fundusze konkurują o dostęp do atrakcyjnych spółek, które po debiucie mogą być trudne do dokupienia w odpowiedniej skali. W efekcie IPO – nawet przejściowo po nieco zawyżonej cenie – może się okazać racjonalną decyzją z perspektywy długoterminowego budowania pozycji – wyjaśnia Materna. Z tym jednak wiąże się kolejny problem, jakim jest płynność. – Po IPO free float bywa ograniczony, a część inwestorów instytucjonalnych „blokuje” akcje w portfelach. To sprawia, że po początkowym zainteresowaniu rynek wtórny często szybko traci impet. Nie bez znaczenia jest również kwestia komunikacji przed debiutem. W trakcie IPO spółki prezentują ambitne plany wzrostu, które już jako podmioty publiczne są bardzo szybko weryfikowane przez rynek, a i zarządy stają się nagle mniej optymistyczne – zwraca uwagę ekspert.

Czytaj więcej

Gorące debiuty Syn2bio i Creotech Quantum z utrudnionym handlem. Dlaczego?

Atrakcyjne sektory na celowniku

Zdaniem Materny można zauważyć, że spółki dające ekspozycję na najatrakcyjniejsze lub słabo do tej pory reprezentowane na GPW, mogą liczyć na specjalne względy u inwestorów. – Rynek pozostaje bardzo selektywny – premiuje spółki oferujące unikalną ekspozycję sektorową lub wyraźne, strukturalne przewagi konkurencyjne. Sama „poprawność biznesu” to obecnie za mało, by zapewnić ponadprzeciętne stopy zwrotu po debiucie. Stąd mogą wynikać istotne  różnice pomiędzy spółkami w notowaniach po debiucie – wskazuje.

Wtóruje mu Sobierajski. – GPW jest rynkiem stosunkowo mocno reprezentowanym przez tradycyjne sektory, dlatego szczególnie duże zainteresowanie wzbudzają podmioty oferujące ekspozycję na nowe, atrakcyjne lub słabo reprezentowane obszary gospodarki. Inwestorzy szukają nie tylko potencjału wzrostu, ale także możliwości dywersyfikacji portfela. Dlatego relatywnie dobre zachowanie takich spółek jak Creotech czy Diagnostyka nie jest przypadkowe. Oprócz własnych osiągnięć operacyjnych oferują one ekspozycję na sektory, które są na GPW rzadkością i naturalnie przyciągają uwagę inwestorów. Są to biznesy związane z trendami, które pobudzają wyobraźnię rynku i pozwalają uczestniczyć w historiach wzrostowych niedostępnych wcześniej na warszawskim parkiecie – uważa. Podkreśla, że o sukcesie IPO i dalszym wzroście wartości w dłuższym terminie poza atrakcyjną i unikalną ekspozycją sektorową ważna jest przede wszystkim wiarygodna  realizacja celów komunikowanych przez spółki.

Foto: Parkiet

CREOTECH to pierwsza spółka z branży kosmicznej, która pojawiła się na GPW, udanie debiutując na rynku głównym w 2022 r. Od tamtej pory jej biznes mocno się rozwinął. Jest zaangażowany w kilka istotnych projektów, jak Mikroglob czy Camila. Spółka mocniej chce zaistnieć w sektorze kosmicznym, który oferuje bardzo dobre perspektywy rozwoju. Niemal od samego debiutu jej notowania poruszają się w trendzie wzrostowym. W tym roku przebiły okrągły poziom 1000 zł.

Foto: Parkiet

Oferta Diagnostyki cieszyła się dużym zainteresowaniem. Medyczna spółka bez problemu uplasowała wszystkie akcje po cenie maksymalnej (105 zł). Debiut przyniósł dwucyfrową stopę zwrotu. W ciągu zaledwie kilku miesięcy od debiutu akcje spółki zdołały podwoić wartość. W kolejnych miesiącach inwestorzy chętniej realizowali zyski, co nieco skorygowało wypracowane wcześniej zwyżki. Za spółką przemawiają rozwijający się rynek badań diagnostycznych i poprawiające się wyniki.

Foto: Parkiet

Debiut akcji Żabki na GPW, który odbył się w 2024 r. wypadł okazale, ale kolejne miesiące nie były już tak udane. Choć spółka dynamicznie rozwija biznes i zapowiedziała niedawno wypłatę pierwszej w historii dywidendy, a analitycy widzą potencjał w jej walorach, notowania spółki nie palą się do wzrostów. Hamulcem jest przede wszystkim obawa o podaż akcji posiadanych przez inwestorów instytucjonalnych obecnych w akcjonariacie, którzy brali udział w IPO.