REKLAMA
REKLAMA

Technologie

Szef Kool2Play: W grach stawiamy na jakość, a nie ilość

W ciągu roku chcemy wydawać maksymalnie jeden tytuł – mówił w Parkiet TV Marcin Marzęcki, prezes spółki Kool2Play, która szykuje się do wejścia na NewConnect.
Foto: parkiet.com

Firma Kool2Play jest  w trakcie oferty publicznej akcji i szykuje się do debiutu na rynku NewConnect. Jak wyglądają szczegóły tej oferty?

Aktualna emisja, która dotyczy akcji serii B, to 180 tys. walorów po cenie 14 zł za jedną akcję. Zapisy rozpoczęły się 25 czerwca i potrwają do 17 lipca. Nie przewidujemy, aby okres ten został wydłużony. Jeśli uda nam się zrealizować plany, to liczymy na pozyskanie około 2,5 mln zł. Liczę, że debiut na NewConnect nastąpi we wrześniu lub październiku, natomiast NewConnect to też tylko przystanek. Myślimy o tworzeniu większych projektów i głównym rynku.

Zapisy na akcje odbywają się w dość nietypowej formie. Zazwyczaj tego typu operacje są przeprowadzane w domach maklerskich, natomiast w waszym przypadku zapisy odbywają się poprzez waszą stronę internetową. Dlaczego?

Zgadza się, zdecydowaliśmy się na innowacyjne rozwiązanie rynkowe, gdyż jesteśmy pewni dużego zainteresowania naszą spółką. Z drugiej strony jesteśmy jeszcze małą firmą i przywiązujemy dużą uwagę do kosztów. Forma, jaką zaproponowaliśmy, przyjęła się i mamy dużo zapisów właśnie poprze formularz na naszej stronie internetowej.

Na co chcecie przeznaczyć pieniądze, które pozyskacie z oferty?

Chcemy je przeznaczyć na produkcję gier, które mamy w naszym planie. Po kolei jest to najbliższa gra „Uragun", w przypadku której early access (wczesny dostęp – red.) zapowiadany jest na III kwartał tego roku. Następnie jest to „City of Minds" oraz „Odbudowa". Najbardziej zaawansowanym projektem jest „Uragun". Teraz koncentrujemy się przede wszystkim na tym tytule, natomiast rozwój pozostałych zintensyfikujemy w momencie, kiedy „Uragun" będzie już po early access. Pieniądze planujemy jednak przeznaczyć na wszystkie wspomniane przeze mnie trzy tytuły.

Na jakim etapie jesteście, jeśli chodzi o grę „Uragun"?

Jesteśmy spółką, w której DNA jest jakość. Nie kierujemy się w stronę dużej ilości tytułów w planach, ale mniejszej o wyższej jakości. Tak też podchodzimy do „Uraguna". Gra ta jest rozwijana od początku 2019 r. Przeszła już trzy fazy wewnętrznych testów. Zakończyliśmy teraz tzw. master level. Trwają teraz jego testy i w zależności od tego, jaki będzie ich efekt podejmiemy dalsze kroki. Trudno określić, jaką kwotę wydamy na tę grę. Obecnie brakuje nam około 0,5 mln zł do zakończenia fazy early access.

Jakie cele sobie stawiacie w związku z tą grą?

Nasz cel minimalny to sprzedać w ciągu 12 miesięcy 100 tys. egzemplarzy. Chcielibyśmy tę grę w fazie early access rozbudowywać, tak aby znacznie poszerzyć grono odbiorców. Jeśli okazałoby się, że zaimplementujemy tryb co-op, to myślę, że tę liczbę można pomnożyć przez pięć albo nawet i sześć.

Czyli teraz wszystkie siły rzucone są „Uragun"?

Większość sił faktycznie jest przeznaczona na dokończenie gry „Uragun", natomiast już teraz trwa faza projektancko-rozwojowa „City of Minds" oraz „Odbudowy". Projektujemy więc gry i sprawdzamy, jak wygląda ich grywalność. Grywalność jest dla nas świętym Graalem. Wychodzimy z założenia, że produkt jest najważniejszy. Im więcej czasu poświęcimy na fazę testowania, tym lepiej dla końcowego produktu. „City of Minds" oraz „Odbudowa" są w okresie bardzo wczesnych testów, gdzie sprawdzamy, co ma sens, a co nie. Na tym etapie gry wyglądają jednak jeszcze mało atrakcyjnie.

Obecna emisja akcji nie jest pierwszą w waszym wykonaniu. Posiłkowaliście się również wsparciem z NCBR. Czy przy kolejnych grach również zamierzacie korzystać z emisji akcji?

Nie planujemy następnych emisji. Zapewne będziemy starali się pozyskać granty na rozwój naszych projektów. Ostatnio zresztą byliśmy na panelu GameINN, gdzie broniliśmy wniosku dotyczącego gry „Uragun".

I jak ta obrona poszła?

Będziemy wiedzieli o tym za dwa, trzy tygodnie. Warto jednak powiedzieć, że w przypadku dwa wniosków już mamy sukcesy. Jeden z nich związany jest z produkcją gry „Odbudowa". Drugi grant dostaliśmy dla spółki z grupy. Jest to agencja Kool Things. Chcemy dzięki niej stworzyć zaawansowane narzędzie do analityki i automatyzacji promocji gier. Kool Things to ludzie, którzy znają się na promocji gier. Jest to zupełnie unikalny model, jeśli chodzi o debiutantów na giełdzie.

Jak doświadczenia Kool Things mogą się przełożyć na promocję waszych tytułów?

Myślę, że będzie to miało istotny wpływ. Już na samym początku, kiedy projektujemy nasze gry, zastanawiamy się, jak taką grę promować i sprzedawać. Analizujemy otoczenie i trendy panujące na rynku i wiedzę z Kool Things wykorzystujemy w bardzo dużym stopniu przy tworzeniu i później zapewne też przy promocji gier.

Kool Things to druga noga biznesowa w waszej grupie. Czy dalej zamierzacie rozwijać tę działalność i w międzyczasie produkować własne gry, czy jednak postawicie na własne tytuły?

Będziemy zmierzali do modelu, w którym podstawowym biznesem będzie produkcja i wydawanie gier. Kool Things jest wisienką na torcie, która daje nam to, czego nie ma większość debiutantów, ale także i spółek już obecnych na giełdzie. Mam tutaj na myśli olbrzymie know-how, jeśli chodzi o marketing.

Czy jest szansa, abyście wydawali większą liczbę gier, czy też jednak skupicie się na kilku tytułach i je będziecie rozwijać?

Planujemy wydawać maksymalnie jeden tytuł rocznie i jest to nasza świadoma strategia. Wszystkie tytuły, które tworzymy są, konstruowane w ten sposób, że powinny być długo monetyzowane. Planujemy więc stworzyć je tak, aby można było wypuszczać do nich sequele, dodatki, rozszerzenia, które przedłużają okres sprzedaży zasadniczej.

Powiązane artykuły

REKLAMA
REKLAMA

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA