Obligacje

Niezbyt optymistyczna lista restrukturyzacji na Catalyst

Praktyka wskazuje, że postępowania restrukturyzacyjne i sanacyjne nie przyniosły dobrych rezultatów w przypadku spółek notowanych na Catalyst.
Foto: Fotorzepa, Grzegorz Psujek

Oczywiście na takie statystyki (lista firm zgłaszających akces do sanacji lub postępowania układowego w tabelce) wpływ ma przede wszystkim fakt, kto je zgłaszał. W wielu wypadkach wnioski o rozpoczęcie postępowania sanacyjnego składano tylko po to, aby odłożyć moment złożenia wniosku o upadłość. Co ciekawe, najwyższy poziom recovery ratio odnotowano jak dotąd w przypadku Eurocentu, ale akurat ta spółka w ratach spłacała niewykupioną serię, zanim sąd zajął się jej wnioskiem. Po wyznaczeniu tymczasowego nadzorcy sądowego zaprzestała obsługi obligacji, choć – jak zapewniła – miała na to środki.

Pieniądze trafiają także do obligatariuszy Property Lease Fund – potrzeba było niemal dwóch lat od złożenia wniosku o zawarcie układu (odrzuconego zresztą) do uruchomienia spłat. Niedługo miną także dwa lata od wniosku o zawarcie układu z wierzycielami Action, gdzie szanse na uzyskanie najwyższej stopy recovery ratio są bodajże najwyższe.

Kontekst GetBacku

Oczywiście historia postępowań układowych i restrukturyzacyjnych na Catalyst nie oznacza wcale, że z GetBackiem będzie podobnie. Ostatecznie większość dotychczas przeprowadzonych postępowań dotyczyła firm małych i – jak się okazało – albo nieposiadających odpowiedniego majątku, albo akcjonariuszy gotowych dorzucić do interesu tylko po to, aby utrzymać firmę w ruchu (a tylko takie mają szanse spłacać zobowiązania, np. przez kilka lat). GetBack ma takiego akcjonariusza, który już podpisał umowy pożyczki, ma także realne aktywa wyceniane w miliardach złotych, gra jest więc warta świeczki. Nawet gdyby miało się okazać, że ostatecznie zamiast układu doszłoby do upadłości likwidacyjnej i przyspieszonej wyprzedaży majątku, wciąż – według złożonych propozycji – chodziłoby o aktywa warte setki milionów złotych.

Sprawa GetBacku nabrała także kontekstu politycznego – choć z innych przyczyn, niż można było sądzić. Samo otwarcie postępowania w terminie siedmiu dni od złożenia wniosku nie jest wcale takim znowu częstym przypadkiem. Interesariusze mogą więc mieć nadzieję, że przynajmniej w tym przypadku powolne zwykłe młyny naszego wymiaru sprawiedliwości będą mieliły wnioski nieco szybciej. Warto też odnotować, że kuratorem obligatariuszy został – wyznaczony przez sąd – Kamil Hajduk, wcześniej syndyk majątku e-Kancelarii, który kilka razy dał się poznać od strony głosu rozsądku.

Wartość propozycji

Inna sprawa, czy propozycje złożone we wniosku są korzystne dla wierzycieli. Nie znamy raportu rocznego, ale skoro proponowany jest 35-proc. haircut zobowiązań innych niż publicznoprawne, to można to chyba rozumieć jako brak wystarczającego majątku do spłaty 100 proc. zobowiązań, choćby w ratach. A to oznaczałoby ujemny kapitał własny. Jeśli jest on dodatni, strzyżenie obligatariuszy nie miałoby sensu, a GetBack zajmujący się ściąganiem niespłaconych długów w całości (i z doliczonymi kosztami dodatkowymi), powinien wiedzieć o tym najlepiej. Ugoda tak, raty tak, ale jeśli jest z czego, spłacić trzeba wszystko.

Postępowania restrukturyzacyjne na Catalyst w ostatnich latach

Foto: GG Parkiet

Skoro jednak zaproponowano strzyżenie o 35 proc. od wierzytelności wartych 2,72 mld zł, to mówimy tu o kwocie 952 mln zł – zdumiewająco zgodnej z planami pozyskania 1 mld zł z emisji akcji, o której mówił Konrad Kąkolewski, były już prezes GetBacku, co spina się mimo wszystko w pewną spójną całość. We wniosku napisano jednak, że aktywa warte były 3,24 mld zł, co daje 420 mln zł kapitału własnego (z grubsza połowę tego, czego można było się spodziewać na podstawie raportu za III kw. i doliczenia zarejestrowanej w październiku publicznej emisji akcji).

Czas na drugą ligę

Jaki wpływ sytuacja GetBacku ma na rynek pierwotny? Na razie trudno o oczywiste wnioski. Publiczne emisje Echa i PKN Orlen udały się równie dobrze jak zwykle (Echo pozyskało 50 mln zł, Orlen 200 mln zł), ale to nie one są wyznacznikiem apetytu rynku. Orlen zapowiedział już, że rozważy przeprowadzenie kolejnych emisji i jeśli dotrzyma słowa, to gabarytowo wartość publicznych emisji przeprowadzanych na podstawie prospektów może być zbliżona do ubiegłego – rekordowego przecież – roku. Nieco gorzej z różnorodnością rynku.

Właściwym testem jego kondycji byłby start emisji publicznej, które dotychczas nie zamykały się w jeden dzień. Inaczej mówiąc – przeprowadzanej przez kogoś innego niż DM PKO BP. Wygląda jednak na to, że nikt nie chce zrobić pierwszego kroku, choć ważne prospekty mają np. Kruk, Best, Kredyt Inkaso, MCI.PrivateVentures.FIZ czy PCC Exol i za wyjątkiem Kruka wszystkie te firmy można podejrzewać o apetyt na gotówkę.

Prawdopodobnie przynajmniej w niektórych firmach pogodzono się już z myślą, że w nowych emisjach trzeba będzie płacić więcej niż do tej pory (analogicznie kryzys małych deweloperów wymusił na całej branży wyższe oprocentowanie w 2012 r.), ale nikt nie wie ile, i czy to w ogóle wystarczy.


Wideo komentarz

Powiązane artykuły