Inwestycje

Warunki nadal sprzyjają zwyżkom na giełdach

#PROSTOZPARKIETU. „Sell in may and go away?” chyba nie w tym roku

Przemysław Tychmanowicz rozmawiał w Parkiet TV z Rafałem Sadochem, analitykiem BM mBanku.

Foto: parkiet.com

Na rynkach mamy dobre nastroje, ale giełdowe powiedzenie mówi: „Sell in May and go away". Sprawdzi się ono również w tym roku?

Patrząc na to, jakie dane spływają z gospodarki, jak przebiegają szczepienia, oraz na to, jak luzowanie obostrzeń pozytywnie przekłada się na aktywność gospodarczą, można dojść do wniosku, że chyba to stwierdzenie w tym roku się nie sprawdzi. Odbicie koniunktury trwa, chociaż akurat poniedziałkowe odczyty wskaźników PMI wypadły słabiej od prognoz i to przełożyło się na mieszane nastroje na rynkach. Trzeba jednak mieć na uwadze, że luzowanie obostrzeń w Stanach Zjednoczonych wciąż trwa. Wydaje się, że do tego trendu dołącza również Europa. Popyt na ryzyko z tego tytułu może pozostawać na podwyższonym poziomie. Chyba jest za wcześnie, aby kreślić negatywne scenariusze dla rynku akcji, szczególnie że polityka fiskalna i monetarna nadal wpisują się w trend wzrostowy na rynkach. Na horyzoncie nie widać elementów, które mogłyby wyrwać inwestorów z bardzo dobrych nastrojów. Dodatkowo jak popatrzymy na wyniki amerykańskich spółek, to zauważymy, że one zaskakują pozytywnie i biją prognozy. Pierwszy kwartał dla amerykańskich spółek był dość dobry i mając na względzie luzowanie obostrzeń, firmy te w kolejnych miesiącach nadal powinny poprawiać swoje rezultaty.

Czy to nie jest tak, że oczekiwania dotyczące wyników spółek były jednak ustawione wyjątkowo nisko?

Z analogiczną sytuacją mieliśmy do czynienia w IV kwartale, kiedy poprzeczka tak naprawdę była jednak wyżej zawieszona niż w I kwartale tego roku. Amerykańskie spółki przyzwyczaiły też jednak do pozytywnych zaskoczeń. To jest element, który jeśli będzie się potwierdzał w kolejnych okresach, będzie utrzymywał trend wzrostowy. Oczywiście z niektórych spółek płyną sygnały, które mogą mieć negatywny wpływ na wyniki przyszłych kwartałów, ale jeśli chodzi o samo funkcjonowanie biznesu, to wszystko zmierza w dobrą stronę.

A co z planowaną podwyżką podatków od zysków kapitałowych w Stanach Zjednoczonych? To był tylko chwilowy pretekst do niewielkiej korekty?

Ta planowana podwyżka podatków, moim zdaniem, nie powinna mieć negatywnego wpływu na rynek. Po ogłoszeniu tej informacji indeksy faktycznie zaliczyły spadek, ale później optymizm znowu był widoczny na rynku. Pamiętajmy też, że ten wzrost podatków dla najbogatszych będzie służył finansowaniu wydatków socjalnych i nie powinno to skutkować odpływem kapitału z Wall Street. Oczywiście wzrost podatków odczują banki inwestycyjne, ale jeśli chodzi o amerykańską gospodarkę czy też długoterminowy trend na Wall Street, to wydaje się, że tutaj nie będzie negatywnego wpływu. O wiele ważniejsza jest polityka fiskalna i monetarna. Ogrom dolarów, jakie płyną na rynek, działa bardzo pozytywnie. Gdzieś ten kapitał musi trafić i akcje amerykańskich spółek są naturalnym wyborem.

A co z rentownościami obligacji? Ten temat też ostatnio ucichł. Pożar został ugaszony?

Chyba nie do końca. Trzeba pamiętać, że kiedy rentowności ustanawiały nowe rekordy, to sytuacja na Wall Street stawała się nerwowa, ale indeksy później szybko też wracały do swojego normalnego trendu wzrostowego. Teraz rentowności stabilizują się w okolicach 1,6 proc. w przypadku dziesięcioletnich papierów. Nie mamy odpływu kapitału z rynku akcji do rynku obligacji, tak jak to było na przełomie marca i kwietnia. Amerykańska gospodarka wciąż wygląda relatywnie lepiej niż europejska. Wydaje mi się, że rentowności nadal będą się utrzymywały na podwyższonym poziomie. Możliwe są też nowe szczyty, jeśli zostaną odnotowane, to powinien to być pretekst tylko do krótkoterminowych zawirowań, a nie zmiany obowiązującego trendu.

A co z inflacją? Czy to może być czynnik, który zasieje niepewność i zacznie skłaniać banki centralne do zmiany prowadzonej polityki?

Tak może być, ale nie w najbliższych tygodniach czy nawet miesiącach. Myślę, że jest to bardziej perspektywa końcówki 2021 r. W tym momencie nikt nie patrzy na inflację, bo każdy wierzy bankierom centralnym, którzy mówią, że owszem, teraz ona rośnie, ale w kolejnych miesiącach będzie spadała w kierunku 2 proc. Musimy poczekać, czy tak faktycznie będzie. Jeśli tak się stanie, to oczywiście nie będzie to problem. Jeśli jednak inflacja pozostanie na podwyższonym poziomie, może to wzbudzić większą nerwowość wśród bankierów centralnych. Trzeba jednak poczekać na odczyty inflacyjne za okresy wakacyjne i wtedy będziemy znali odpowiedź na to pytanie.

Świat powoli wraca do normalności. Ta normalność może być niebezpieczna dla rynków? Kurek z pieniędzmi może zostać przykręcony.

To się będzie działo. Rynek obawia się sygnałów w sprawie zmniejszenia programu skupu aktywów w Stanach Zjednoczonych, ale Fed bardzo wyraźnie dał do zrozumienia, że jeszcze minie dużo czasu, zanim to nastąpi. Niektórzy mówią o wrześniu, inni o końcówce roku, ale trzeba też pamiętać, że wtedy gospodarka powinna być w innym miejscu niż obecnie. Jeszcze przecież nie wróciliśmy do punktu wyjścia sprzed pandemii, natomiast wrzesień czy też końcówka roku może być tym czasem, gdzie największe zagrożenie związane z pandemią możemy mieć za sobą. Nawet jeśli więc dolarów na rynku będzie mniej, to nie powinno to aż tak ciążyć inwestorom.

A co z rynkiem polskim? WIG20 wyrwie się w końcu z męczącego trendu bocznego?

Wydaje się, że tak. Europa przecież też powoli wraca na stare tory. WIG20 ma za sobą trudny okres, ale patrząc na to, jak wygląda aktywność gospodarcza, ale też jak rysują się ryzyka np. w sektorze bankowym, to pozostaję umiarkowanym optymistą. Jest szansa na to, że WIG20 wyjdzie górą z trendu bocznego.

Powiązane artykuły


REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.