Banki

Mimo poprawy w gospodarce niektóre banki tracą

Kredytodawcy obciążeni rezerwami frankowymi mogą przesądzić o wielkości straty nierentownej grupy.
Foto: Adobestock

Po siedmiu miesiącach tego roku 23 nierentowne banki (sześć komercyjnych i 17 spółdzielczych) wykazały łączną stratę netto w wysokości 613 mln zł – wynika z danych Komisji Nadzoru Finansowego. To poziom podobny jak miesiąc wcześniej (na koniec czerwca strata wyniosła 660 mln zł), ale najprawdopodobniej na koniec roku ujemny wynik się zwiększy.

Nierentowne banki mają łącznie 7,9 proc. udziału w aktywach polskiego sektora bankowego. W kredytach to 12,3 proc., a depozytach 9,4 proc. Nie są to więc bardzo wysokie wskaźniki, ale strata tej grupy mocno kontrastuje z bardzo dużym odbiciem wyników pozostałych kredytodawców. Zanotowali oni po siedmiu miesiącach prawie 8,5 mld zł zysku netto. Łącznie zarobek całego sektora wyniósł w tym okresie 7,7 mld zł, co oznacza wzrost rok do roku prawie o 75 proc. (głównie dzięki niższym o połowę odpisom kredytowym i wzrostowi wyniku z opłat i prowizji).

Foto: GG Parkiet

Biorąc pod uwagę rezultaty giełdowych banków po I półroczu, można dojść do wniosku, że za zdecydowaną większość strat odpowiadają banki komercyjne: Millennium i Getin Noble Bank. Ten pierwszy miał w I półroczu ponad 510 mln zł straty netto, drugi zaś niemal 85 mln zł. Banki spółdzielcze, ze względu na swoją niewielką skalę, nie przyczyniły się istotnie do zwiększenia straty nierentownej grupy. Gdyby wyłączyć Millennium i GNB, to pozostali nierentowni kredytowacy mieli na koniec czerwca łącznie 65 mln zł straty netto (zatem w skali sektora to znikoma kwota).

Sytuacja Millennium i GNB jest zróżnicowana. Ten pierwszy zanotował tak duży ujemny wynik z powodu wielkich rezerw na hipoteki frankowe – w tym okresie sięgnęły przeszło 1 mld zł i gdyby nie one, zanotowałby blisko 500 mln zł zysku netto zamiast dużej straty. To wyraźnie pokazuje, że podstawowy biznes Banku Millennium jest dochodowy, więc po tym ,jak już poradzi sobie z frankowym problemem, powinien wrócić do rentowności i może być ona nawet wyższa niż przed pandemią. Inaczej jest w GNB, który rezerw na franki zawiązuje bardzo niewiele mimo sporego portfela kredytów tego typu (w I półroczu jego rezerwy na ten cel urosły raptem o ponad 30 mln zł). Choć GNB w II kwartale zanotował symboliczny zysk, to nierentowny (mimo niepłacenia podatku bankowego) jest już od końca 2015 r. Powód to duże niedobory kapitału, które uniemożliwiają zwiększanie akcji kredytowej: aktywa topnieją, a wraz z nimi wynik z odsetek, rezerwy zaś – z powodu starzejącego się portfela kredytów – stanowią sporą część przychodów. GNB trudno będzie wyjść na prostą, szczególnie że portfel frankowy jest w znacznie mniejszym niż u konkurentów stopniu pokryty rezerwami.

Biorąc pod uwagę, że pozwów frankowych wciąż przybywa (ostatnie kwartały przynosiły nowe rekordy pod tym względem), sędziowie w 80–90 proc. orzekają na korzyść klientów, a wskaźniki pokrycia rezerwami wciąż są niewystarczające, banki frankowe będą musiały zwiększyć rezerwy w II półroczu (szczególnie w audytowanym sprawozdaniu za cały rok). Dlatego najpewniej strata nierentowej grupy jeszcze urośnie, choćby za sprawą samego Millennium.

Powiązane artykuły


REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.