REKLAMA
REKLAMA

Analizy

#TydzieńNaRynkach: Trump osłabiony, Fed konsekwentny

Wybory do Kongresu w USA oraz posiedzenie Fed to główne wydarzenia ostatnich dni. Jakie będę ich konsekwencje?
Foto: AFP
Foto: parkiet.com

Choć prezydent Donald Trump w swoim stylu ogłosił „olbrzymi sukces", nie ulega wątpliwości, że układ sił w amerykańskiej polityce zmienił się zdecydowanie na jego niekorzyść.

Ameryka na pierwszym planie

Uzyskanie przez demokratów większości w Izbie Reprezentantów skomplikuje życie prezydentowi i będzie wywierało istotny wpływ na ważne decyzje, także dotyczące gospodarki. Umocnienie pozycji republikanów w Senacie niewiele Trumpowi pomoże. Patrząc na pierwsze reakcje rynków finansowych, można powiedzieć, że Wall Street z takiego obrotu sprawy była zadowolona. Po ogłoszeniu wyników wyborów, indeksy w Nowym Jorku poszły zdecydowanie w górę, zwyżkując po ponad 2 proc. Ten optymizm może być jednak przedwczesny, a jego kontynuacja wcale nie taka pewna. W przypadku S&P 500 już czwartek przyniósł niewielką jego korektę, którą można wiązać z publikacją komunikatu po posiedzeniu Fed. Wynika z niego, że rezerwa federalna będzie kontynuować swoją politykę i konsekwentnie podwyższać stopy procentowe. Osłabiony dolar, który nerwowo zareagował na wynik wyborów, w czwartek odzyskał siły i wyraźnie się umocnił. W górę poszła też rentowność amerykańskich obligacji skarbowych, w przypadku dziesięciolatek docierając do 3,24 proc., czyli nieznacznie powyżej niedawnego szczytu. Drożejący dolar i taniejące obligacje to mieszanka mogąca niezbyt korzystnie wpłynąć na nastroje na rynkach finansowych. Jednak z wyciąganiem dalej idących wniosków warto wstrzymać się do czasu wyklarowania tendencji, co powinno nastąpić w najbliższych dniach.

Niepewnie na rynkach wschodzących

Zainicjowany w ostatnich dniach października rajd MSCI Emerging Markets trwał jeszcze do połowy minionego tygodnia i sprawiał wrażenie dość mocnej tendencji, z szansami na kontynuację. Jednak czwartkowe mocne tąpnięcie wyraźnie tę wiarę podkopało. Od 30 października do 7 listopada indeks zyskał prawie 10 proc. Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że miało to związek z osłabieniem amerykańskiej waluty. W tym samym czasie indeks dolara zniżkował bowiem o ponad 2 proc. W czwartek, gdy dolar zaczął się umacniać, wskaźnik rynków wschodzących natychmiast zmienił kierunek, tracąc ponad 2,5 proc. Tak silna wrażliwość na niezbyt dużą zmianę na rynku walutowym nie wróży sytuacji emerging markets najlepiej, jeśli dolar miałby się nadal umacniać. A w związku z konsekwentną polityką rezerwy federalnej, taki scenariusz jest bardzo prawdopodobny. Ewentualne pogorszenie się kondycji rynków wschodzących w mniejszym lub większym stopniu wpłynie także na wydarzenia na naszym parkiecie.

Jesienny rajd na GPW

Wszystko wskazuje na to, że dołek z końca października wyczerpał spadkowy potencjał na warszawskim parkiecie, a trwające od dwóch tygodni odreagowanie ma szanse przekształcić się w bardziej trwałą fazę poprawy sytuacji. Warto przypomnieć, że w trakcie fatalnej sesji z 26 października WIG20 przekroczył umowną granicę bessy, spadając od styczniowego szczytu o prawie 21 proc. Na szczęście bykom udało się z tego miejsca wyprowadzić skuteczną kontrę, negującą ten sygnał. Od tego momentu indeks największych spółek poszedł w górę o niemal 9 proc., tracąc siłę w miniony czwartek, po zbliżeniu się do okrągłego poziomu 2300 punktów, czyli do okolic pierwszego poważniejszego technicznego oporu. Nie obyło się to oczywiście bez wsparcia w postaci poprawiających się nastrojów w otoczeniu, ale trudno się temu dziwić, skoro ponad połowę obrotów na warszawskiej giełdzie generują inwestorzy zagraniczni. Niestety pewnym mankamentem ostatniej fali wzrostowej jest właśnie brak poparcia w postaci zwiększonego wolumenu handlu. Indeks średnich spółek także od dwóch tygodni idzie w górę, ale ze znacznie mniejszym niż WIG20 impetem. Zyskał on w tym czasie niecałe 5 proc., przy jedynie nieco zwiększonej aktywności inwestorów. Nie zdołał jeszcze dotrzeć do żadnej poważniejszej bariery podażowej, więc trudno ocenić siłę tendencji wzrostowej. Niestety część spółek wchodzących w skład mWIG40 negatywnie zaskoczyło wynikami finansowymi, co można uznać za poważny czynnik ryzyka dla trwałości ruchu w górę. Najnowszy przykład to Benefit, raportujący spadek zysku netto w trzecim kwartale o 15 proc. w porównaniu do ubiegłego roku. Reakcja inwestorów była adekwatna i sprowadziła kurs akcji spółki o 15 proc. w dół w ciągu dwóch sesji. Od styczniowego szczytu notowania walorów spółki zniżkują o ponad 42 proc., docierając do poziomu najniższego od początku 2017 r. Nieco wcześniej powodów do jeszcze większego rozczarowania dostarczyło Forte, którego akcje w trakcie jednej sesji tąpnęły o 24,5 proc. po informacji o słabszej sprzedaży i wynikach finansowych. Kurs papierów meblowej firmy traci od początku roku ponad 50 proc., wracając do poziomu sprzed pięciu lat. W fazie głębszej spadkowej korekty pozostają papiery „niezawodnego" do niedawna Dino. Od majowego szczytu potaniały one o prawie 29 proc. i walczą o utrzymanie się powyżej poziomu 80 zł. Indeks ma więc coraz mniej „obrońców" i jeśli wiodące średnie firmy nie zaczną pokazywać lepszych rezultatów, o hossę może być trudno. Dość powiedzieć, że od początku roku na plusie są papiery jedynie dziesięciu średniaków, spośród których wyróżniają się PlayWay, rosnące o ponad 100 proc. i 11 bit, zwyżkujące o prawie 50 proc. Po przeciwnej stronie skali znajdują się tracące po 50–60 proc. walory Getin Noble, Grupy Azoty, wspomnianego Forte oraz Boryszewa i Play, a papiery dominującej grupy spółek są od 15 do 25 proc. niżej niż na początku roku. Z poprawy sytuacji na warszawskim parkiecie wyłączone zostały akcje małych firm. sWIG80 kontynuował tendencję spadkową, tracąc do czwartku prawie 2 proc. i schodząc wyraźnie poniżej 11 tys. punktów, do poziomu najniższego od maja 2013 r. Negatywni bohaterowie ostatnich dni to Medicalgorythmics, którego akcje zniżkowały o prawie 30 proc., do poziomu najniższego od niemal siedmiu lat, Rafako, tracące ponad 20 proc., najtańsze od piętnastu lat, a także Elementalu, Krezusa i Elektrobudowy. W tym segmencie od początku roku na plusie są papiery zaledwie kilkunastu spółek, a atrakcyjne wyceny „maluchów" wciąż nie są w stanie skusić inwestorów do akumulowania ich w swoich portfelach. Łatwiej przychodzi im „przepraszanie się" z akcjami dużych firm. Przykład tego zjawiska mieliśmy okazję w ostatnich dniach obserwować w przypadku mocno niedawno przecenianych papierów CCC, które w ostatnich dniach poszły w górę o 16 proc., z czego prawie 7 proc. przypadło na miniony czwartek. W efekcie znaczące tąpnięcie z końca października, wynikające z reakcji na słabe wyniki, zostało zniwelowane. Podobnie działo się z notowaniami akcji mBanku. W ostatnich dniach października zeszły one do poziomu najniższego od kwietnia ubiegłego roku, po niemal 18-proc. „zjeździe", a w miniony czwartek były już o ponad 12 proc. wyżej niż kilka dni wcześniej. Początek listopada to bardzo udany czas dla posiadaczy akcji Orange, które poszły w górę o ponad 10 proc. Tyle samo od końca października zyskały walory Pekao, zapowiadającego szansę na dwucyfrowy wzrost zysku netto w tym roku oraz wypłatę sowitej dywidendy.

Ropa szuka dna

Rozpoczęta w pierwszych dniach października spadkowa tendencja na rynku ropy naftowej trwa w najlepsze. W ostatnich dniach pojawiły się dwa silne impulsy przemawiające za jej kontynuacją. Pierwszy to czasowe wyłączenie ośmiu państw z zakazu importu irańskiej ropy, w tym tak znaczących importerów surowca, jak Chiny, Japonia i Indie. Drugi to informacja o znaczącym wzroście zapasów ropy i benzyny w Stanach Zjednoczonych. W efekcie notowania WTI zbliżały się w miniony czwartek do 60 dolarów za baryłkę, czyli do poziomu najniższego od marca. Od szczytu z początku października zniżkują już o ponad 20 proc. To najpoważniejsza spadkowa tendencja od wiosny ubiegłego roku. Notowania Brent zmierzają w kierunku 70 dolarów za baryłkę i tracą od październikowego szczytu 18 proc. Po niedawnych silniejszych wahaniach notowania miedzi wracają do trendu bocznego, w którym znajdują się od połowy września. W miniony czwartek zbliżały się do jego dolnego ograniczenia na poziomie 270 centów za funt. Kierunek ruchu powinny wyznaczyć sygnały i prognozy dotyczące rozwoju sytuacji w globalnej gospodarce. Jeśli tak będzie, to raczej trudno spodziewać się wzrostów cen metalu. Po prawie 2-proc. skoku cen złota z pierwszego listopada notowania kruszcu w kolejnych dniach znalazły się w spadkowej korekcie, zbliżając się w miniony czwartek do 1220 dolarów za uncję. W tym przypadku kierunek zależeć będzie od siły dolara.

Powiązane artykuły

REKLAMA
REKLAMA

Wideo komentarz

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA