Analizy

Tydzień na rynkach: Korekta z powodu... korekty

Bilans czynników ryzyka i szans dla giełdowej koniunktury jest od pewnego czasu dobrze znany i dość zrównoważony. W ostatnich dniach żadne nowe impulsy się nie pojawiły, więc korektę można uznać za zjawisko naturalne i samoistne.
Giełdy Foto: Fotorzepa, Piotr Nowak

Nawet w najsilniejszych trendach zdarzają się okresy, w których notowania podążają w przeciwnym kierunku. Wszystko wskazuje, że tym razem na giełdach mamy do czynienia z takim zjawiskiem. Indeksy nie mogą iść wiecznie w górę lub w dół.

Nic nie trwa wiecznie

Ponieważ od dłuższego czasu rosną ruchem jednostajnym, nadszedł czas korekty. Na razie jej skala jest niewielka i prawdopodobnie nie rozwinie się do większych rozmiarów. W takich sytuacjach mówi się, że rynek osuwa się pod własnym ciężarem. Ciężar jest spory, a miejsca do realizacji zysków niemało.

Uwaga inwestorów jak zwykle koncentruje się na wydarzeniach na Wall Street. Obserwacja tamtejszych indeksów skłania do ostrożności, ale w żadnym wypadku nie stanowi powodu do większego niepokoju. Nasdaq Composite i S&P 500 do czwartku zniżkowały po niespełna 1 proc., a „przemysłowy” Dow Jones szedł w dół o 1,4 proc. Taki układ sił sugeruje, że rosną obawy dotyczące koniunktury gospodarczej w kontekście narastającej fali koronawirusa. Ostatnio mocniej taniały akcje linii lotniczych, ale także firm działających w sektorze ochrony zdrowia. Tezę o obawach związanych z kondycją gospodarki potwierdza także spadająca rentowność obligacji skarbowych. W przypadku amerykańskich dziesięciolatek zeszła ona w ostatnich dniach w okolice 1,23 proc., co jeszcze trudno jednak uznać za w pełni miarodajny ruch. Umocnienie się dolara również nie daje jednoznacznych wskazówek ani w kwestii amerykańskiej gospodarki, ani nastawienia inwestorów do ryzyka.


Trochę niepokoju wniosło na rynki posiedzenie Europejskiego Banku Centralnego. Jego efektem była decyzja o zmniejszeniu skali skupu aktywów. Widać więc, że na EBC wrażenie zrobił skok inflacji w strefie euro. Sytuacja na głównych parkietach europejskich była w ostatnich dniach dość zróżnicowana. Indeks parkietu we Frankfurcie zniżkował do czwartku o 1 proc. Po trwających od połowy sierpnia nerwowych wahaniach, ograniczających się do przedziału 15 800–16 000 punktów, DAX wyłamał się w środę zdecydowanie w dół. Co prawda można uznać, że pierwsze techniczne wsparcie znajdujące się w okolicach 15 600 punktów zostało obronione, to jednak obraz rynku uległ zdecydowanemu pogorszeniu. Kontynuacja tej tendencji może niekorzystnie oddziaływać na sytuację nie tylko na giełdach państw strefy euro, ale także na parkietach naszego regionu. Jeszcze gorzej radził sobie londyński FTSE 250, zniżkując o 1,6 proc., choć do testowania wsparcia jeszcze trochę miejsca mu zostało. Na tym tle nieźle radził sobie paryski CAC40, który zniżkował o zaledwie 0,1 proc., ale to tylko pozorna siła. Techniczne wsparcie w okolicy 6600 punktów w czwartek zostało obronione, ale wciąż wisi na przysłowiowym włosku.

Wyhamowaniu uległa tendencja odrabiania strat w przypadku rynków wschodzących. Po dwóch tygodniach dość silnych zwyżek MSCI Emerging Markets zniżkował do czwartku o 1 proc. i to mimo przekraczającego 3 proc. wzrostu indeksu giełdy w Szanghaju. Na większości pozostałych parkietów azjatyckich dominowały jednak wyraźne spadki. Podobnie było także na większości giełd naszego regionu, jak również w Ameryce Południowej. Pewne znaczenie mogło tu mieć umocnienie się dolara, ale wydaje się, że kluczową rolę pełni w tym przypadku rosnąca awersja do ryzykownych aktywów.

Na GPW lekka zmiana układu sił

Ostatnie dni na warszawskim parkiecie przyniosły niewielką korektę trendu wzrostowego w przypadku dwóch głównych indeksów oraz kontynuację zwyżkowej tendencji w przypadku małych i średnich firm. WIG20 po imponującym, ale nieudanym poniedziałkowym ataku na poziom 2400 punktów wszedł w fazę lekkiego spadku. Do czwartku tracił 1 proc., a więc niewiele, ale obraz rynku nieco się pogorszył, a nastroje nie są już tak zdecydowanie bycze jak jeszcze do niedawna. Co gorsza, niewielki, sięgający 0,3 proc., spadek zaliczył też nasz „bohaterski” indeks szerokiego rynku. Wobec skali przeceny oraz podwyższonej aktywności inwestorów, mierzonej wolumenem obrotów, powodów do zmartwienia nie ma, ale ostrożność nie zawadzi. Optymizm nadal nie zawodzi w przypadku średnich oraz małych spółek. mWIG40 do czwartku szedł w górę o 1 proc., a byki odparły próbę zawrócenia indeksu w okolice 5200 punktów. Siła trwającego trzeci tydzień z rzędu rajdu nieco się zmniejszyła, ale większych obaw nie wdać, choć nieco może martwić słaba aktywność inwestorów. Wzrostowy impet odzyskuje wyraźnie sWIG80, zwyżkujący o 1,3 proc. i oddalający się na bezpieczną odległość od 21 tys. punktów. Tu akurat widać zwiększoną chęć wymiany akcji, bo wolumen obrotów od dwóch tygodni jest bardzo przyzwoity. Można powiedzieć, że najbardziej renomowana część naszego rynku uległa wpływowi otoczenia, które nie sprzyjało bykom, a będący domeną rodzimych graczy segment małych i średnich firm podążał swoją ścieżką.

W gronie blue chips nadal błyszczały akcje JSW, zwyżkujące o 14 proc. Mimo skrajnie zróżnicowanych rekomendacji i wycen analityków rajd trwa przy mocno podwyższonych obrotach. Od dołka z połowy sierpnia akcje górniczego potentata podrożały już o ponad 52 proc. Po niedawnej spadkowej korekcie do łask inwestorów zdają się wracać walory Dino, które do czwartku rosły o prawie 4 proc. i wracają w okolice niedawnego historycznego szczytu. Po niewielkich perturbacjach do tendencji zwyżkowej wracają też papiery spółek energetycznych. Akcje Tauronu odrobiły część prawie 5-proc. tąpnięcia z poprzedniego piątku, rosnąc o 3,2 proc. Walory PGE drożały zaś o ponad 2 proc. Informacje o wejściu na polski rynek singapurskiego konkurenta Shopee oraz pozbyciu się akcji przez Fidelity, w związku z obawami o rosnącą konkurencję właśnie na rynku walorów Allegro, mamy do czynienia z kolejną falą spadkową. Do czwartku walory naszej spółki taniały o ponad 6 proc. Gaśnie optymizm względem walorów CD Projektu, które taniały o prawie 3,5 proc. Po niemal 4 proc. w dół szły akcje CCC, Cyfrowego Polsatu oraz Mercatora, a niewiele im ustępowały walory Orange.


Indeks średnich firm nie miał zbyt wielu obrońców, ale ich skromna liczba wystarczyła do wyraźnej zwyżki wskaźnika. Prawie 7-proc. zwyżka notowań papierów Kruka to bardzo mocny akcent. Podobnie prawie 5-proc. wzrost akcji Banku Handlowego. Walory Ciechu poszły w górę o 3,5 proc., po około 3 proc. drożały akcje LiveChat i Ten Square Games. Dobrze przyjmowane są zapowiedzi nowych kierunków działalności Famuru, którego walory rosły o ponad 4 proc. Rolę czerwonej latarni pełniły spadające o ponad 11 proc. akcje Mabionu. Wiele działo się w segmencie najmniejszych spółek. Na pierwszy plan wysuwają się rosnące o ponad 50 proc. walory ZE PAK po informacji o wejściu w sektor małej energetyki jądrowej. Byliśmy też świadkami sporego, sięgającego 26,5 proc., przebudzenia papierów Banku Ochrony Środowiska. Podobnie było w przypadku walorów Trakcji, co do perspektyw której do niedawna były pewne wątpliwości, które poszły w górę o ponad 20 proc.

Surowcowe zamieszanie

Na giełdach towarowych w ostatnim czasie widoczna jest nie tylko podwyższona zmienność, ale także spore zróżnicowanie kierunków zmian, szczególnie w przypadku metali przemysłowych. Z jednej strony mamy do czynienia z kontynuacją dynamicznego rajdu ceny aluminium, która po ubiegłotygodniowej zwyżce o ponad 3 proc. osiągnęła poziom najwyższy od 13 lat. Z drugiej natomiast o prawe 8 proc. potaniała ruda żelaza, schodząc do poziomu najniższego od półtora roku. Od dołka z maja ubiegłego roku notowania aluminium poszły w górę aż o ponad 90 proc. W ostatnich tygodniach dynamika zwyżki jeszcze mocniej przyspieszyła i nic nie wskazuje na to, by jej potencjał miał się wyczerpywać. Zamach stanu w Gwinei, która jest znaczącym światowym dostawcą rudy tego metalu, jest tylko jednym z czynników skoku cen. Prognozy zapotrzebowania na aluminium są bardzo optymistyczne, a analitycy spodziewają się wzrostu cen nawet do 3300 dolarów za tonę, co oznaczałoby powrót do rekordowo wysokiego poziomu notowanego w lipcu 2007 r. Rachuby te oparte są na założeniu kontynuacji dynamicznego wzrostu globalnej gospodarki. Teza ta zdaje się jednak zupełnie nie działać w przypadku żelaza. Notowania rudy tego metalu znajdują się w fazie silnej spadkowej korekty trwającej od połowy lipca. W tym czasie potaniała ona o ponad jedną trzecią, choć trzeba zauważyć, że spadek ten miał miejsce po ustanowieniu historycznego rekordu. Na tym tle rynek miedzi wydaje się być oazą spokoju. Notowania kontraktów terminowych na ten metal do czwartku zniżkowały o nieco ponad 1 proc. i od kilku tygodni znajdują się w trendzie bocznym, czekając prawdopodobnie na jasne sygnały dotyczące perspektyw globalnej koniunktury. Spadkowa korekta kontynuowana jest na rynku palladu i platyny. W przypadku pierwszego z tych metali do czwartku zniżka przekraczała 8 proc., testując tegoroczne minimum, a platyna taniała o ponad 4,5 proc.

Drugi tydzień z rzędu trwa stabilizacja na rynku ropy naftowej. Mimo kłopotów ze wznowieniem produkcji w Zatoce Meksykańskiej oraz spadku zapasów surowca w Stanach Zjednoczonych do czwartku notowania amerykańskiej WTI minimalnie zniżkowały, trzymając się jednak wciąż w okolicach 69 dolarów za baryłkę. Podobnie było w przypadku europejskiej Brent, której cena pozostaje nieznacznie powyżej 72 dolarów za baryłkę. Nadal mocno rosną ceny gazu ziemnego, zwyżkując do czwartku o 6,5 proc. Pokonały one tym samym lokalny szczyt z jesieni 2018 r. i wygląda na to, że szykują się do ataku na maksimum z marca 2014 r. Trwa także rajd cen węgla, choć jego dynamika nieco ostatnio osłabła. Do czwartku w Rotterdamie było drożej o około 3 proc., po przekraczającej 11 proc. zwyżce z poprzedniego tygodnia.


O 2,5 proc. w dół szły do czwartku notowania złota, ponownie schodząc poniżej 1800 dolarów za uncję. To efekt drożejącego dolara oraz zwyżkującej rentowności amerykańskich obligacji skarbowych.

Powiązane artykuły


REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.