Globalnie liczono się z tym, że USA mogą uderzyć w Wenezuelę. Przesłanek ku temu, aby „jakiegoś” ataku się spodziewać, było dużo. Na pewno fakt, że do wydarzeń doszło w trakcie weekendu, a nie w ciągu dni roboczych, ma tu ogromne znaczenie. Rynki finansowe nie miały możliwości natychmiastowej reakcji, która bez wątpienia byłaby podsycona dużymi emocjami. W poniedziałek te emocje były już wyciszone, sytuacja została przeanalizowana (pod kątem wpływu na rynki surowcowe i gospodarkę światową), i reakcji – można powiedzieć – nie było prawie żadnej, a w szczególności nie wystrzeliły w górę ceny ropy naftowej. Większego wrażenia na inwestorach nie zrobiły także, co ciekawe, zapowiedzi prezydenta D.Trumpa dotyczące możliwych kolejnych „operacji wojskowych” USA, w Kolumbii, Meksyku, czy nawet Grenlandii. Na rynkach walutowych umocnił się nieco dolar wobec euro (kurs zszedł w okolice 1.1660), choć nowe pomysły prezydenta USA dotyczące nakładania ceł czy możliwe ogłoszenie następcy prezesa Fedu, mogą z powrotem dość szybko wywindować EUR/USD powyżej 1.1700. W Polsce, we wciąż skróconym świątecznym tygodniu, przy pustym kalendarzu publikacji danych makroekonomicznych, poniedziałkowa sesja przebiegała bardzo spokojnie i jedynie wspomniane wyżej umocnienie dolara przełożyło się na niewielkie osłabienie złotego wobec euro, do 4,2180 z 4,2100 na otwarciu europejskich notowań. Na rynkach obligacji dominowały w poniedziałek spadki rentowności, tak na rynkach bazowych (w Niemczech o 1–2 pb, w USA o około 1 pb), jak i w Polsce (o 1–3 pb).