[b]Czego się spodziewa branża po nadchodzącym roku? O 2009 roku wolałaby chyba zapomnieć...[/b]
Ubiegły rok nie był dobry, produkcja, ceny i popyt spadły, firmy ponosiły straty. Jednak obraz branży w tym okresie jest nieco zafałszowany na jej niekorzyść. Wieszczono przecież falę bankructw hurtowników, tak naprawdę były dwa większe. Patrzono też na dystrybutorów stali przez pryzmat poważnego załamania koniunktury w przemyśle motoryzacyjnym, a przecież tu sprzedaż prowadzą bezpośrednio huty. Z hurtownikami stali te rynki mają niewiele wspólnego.
[b]Czy i kiedy powróci koniunktura w branży?[/b]
Obserwujemy różne rankingi, prognozy instytucji zagranicznych. Według nich do połowy roku ceny powinny wzrosnąć o 10-20 proc. Powiem tyle - chcielibyśmy, żeby tak się stało. U nas w I kwartale panuje jeszcze nastrój wyczekiwania, branża spodziewa się realnego odbicia zwłaszcza w II półroczu. Motorem tego wzrostu będą inwestycje infrastrukturalne, wspierane funduszami unijnymi. Już teraz obserwujemy ożywienie w branży budowlanej, związanej właśnie z tego typu inwestycjami. Poprawia się także sytuacja, jeśli chodzi o produkcję konstrukcji stalowych. To optymistyczne przesłanki, pytanie, czy optymizm nie jest przedwczesny.
[b]Jaką lekcję wyniosły firmy dystrybucyjne z kryzysu? Na co powinny położyć nacisk w tym roku?[/b]
Na racjonalizację kosztów działalności. Kiedy sprzyjała koniunktura, nikt nie zwracał na nie specjalnej uwagi. Konieczna będzie również odbudowa relacji z ubezpieczycielami transakcji handlowych. Ich ostrożne podejście wynika między innymi z powodu wspomnianego zafałszowanego postrzegania naszej branży.
[b]Czy spodziewa się pan ruchów konsolidacyjnych wśród hurtowników?[/b]
Moim zdaniem to nieuniknione, zwłaszcza mniejsze podmioty będą zmuszone do łączenia się, ponieważ następnego tąpnięcia mogą po prostu nie przetrwać.