Wielu osobom praca analityka giełdowego kojarzy się ze ślęczeniem nad bilansami, rachunkami zysków i strat spółek. Czy rzeczywiście tak to wygląda?
Analiza sprawozdań finansowych rzeczywiście zajmuje sporo czasu, bo przecież stąd bierze się wsad do modeli finansowych, które z kolei są podstawą do wyceny, ale praca jest o wiele bardziej urozmaicona i skomplikowana, żeby nie powiedzieć interaktywna. Po pierwsze, na spółkę często trzeba patrzeć w kontekście sektora i trendów w nim panujących. Analitycy często oficjalnie „pokrywają" jedną czy dwie największe spółki z sektora, ale muszą „mieć oko" na to, co dzieje się u konkurencji. Choćby po to, żeby się dowiedzieć, czy nasza spółka nie przemilcza pewnych faktów albo czy trochę nie podkoloryzowuje rzeczywistości. To dodatkowa praca, często dodatkowe modele finansowe, no i dodatkowe prezentacje i spotkania. W sezonie raportowania wyników to czyste szaleństwo. Ponadto, trzeba śledzić informacje sektorowe, czytać różne newslettery, opracowania itd. Niektóre sektory/spółki to już ekspozycja na globalne trendy i zjawiska czy europejskie zmiany regulacyjne. Trzeba po prostu mieć rękę na pulsie. Kursy akcji często błyskawicznie reagują na jakąś wiadomość i o wiele szybciej niż analitycy skwantyfikują potencjalne jej skutki. Rolą analityka jest wtedy przynajmniej ocena kierunku oraz zgrubna ocena skutku finansowego dla spółki i kursu akcji.