Z czego wynikają najnowsze zmiany kadrowe i jakie będą pana priorytety w zarządzaniu funduszem?
Abris Capital Partners, tak jak inne firmy prywatne, rozwija się, rośnie, dostosowuje do nowych perspektyw rynkowych – jednym słowem ewoluuje. Naturalną konsekwencją jest, że rozwój pociąga za sobą także zmiany kadrowe. Przed nami coraz więcej coraz bardziej zróżnicowanych wyzwań, które rynek postawi na naszej drodze za kilka lat, więc musimy o nich myśleć już dziś. Z całą pewnością największym wyzwaniem i zarazem priorytetem dla mnie jest przygotowanie firmy do zebrania kolejnego funduszu. Chciałbym, aby inwestorzy, z którymi pracujemy dzisiaj, oraz ci, których chcielibyśmy pozyskać w przyszłości, nadal postrzegali Abris jako zgrany zespół profesjonalistów przygotowanych do prowadzenia z sukcesem projektów inwestycyjnych w całym regionie Europy Środkowo-Wschodniej.
Jak postrzega pan rynek funduszy oraz konkurencyjność i pozycję Abrisu?
Zarówno w Polsce, jak i w regionie CEE bardzo szybko postępuje polaryzacja rynku private equity. Transakcje o wartości powyżej 100 milionów euro są częścią europejskiego czy też globalnego rynku w tym sensie, że do konkurencji o nie mogą stawać i stają fundusze, które nie są obecne lokalnie lub nawet nie mają lokalnych doświadczeń.
Im większa transakcja, tym bardziej globalna arena, na której rozgrywana się o nią walka. A na globalnym rynku jest bardzo wielu graczy konkurujących o ograniczoną liczbę atrakcyjnych transakcji. Czyli jest nadpodaż taniego pieniądza, co nieuchronnie prowadzi do inflacji cen aktywów.