Miniony rok w wykonaniu warszawskiej giełdy można bez żadnej ironii określić mianem rewelacyjnego, ze wzrostem indeksu WIG o ponad 47 proc., co uplasowało go na drugim miejscu na świecie. Sam grudzień dołożył jeszcze prawie 5 proc., przede wszystkim dzięki srebrno-miedziowej hossie (na czym korzystał KGHM). Od dołka z 2022 r. WIG urósł o ponad 150 proc., co pozwala już określić ostatnie kilka lat latami hossy. Wreszcie giełda zaczęła doganiać rosnącą w szybkim tempie od lat gospodarkę.
Jedynie narzekać można było na szerokość rynku poza indeksem WIG20. Małe spółki urosły znacząco, bo o 25 proc., ale na tle WIG20 to mało. Z kolei wśród średnich spółek było sporo spektakularnych sukcesów, jak energetyka czy Asseco Poland, ale i kilka niewypałów. Z reguły jednak wina leżała po stronie słabszego momentum wynikowego tych spółek. Brak efektu stadnego i wzrostów wszystkich spółek to też raczej dobry znak, pozwalający od strony behawioralnej stwierdzić, że do szczytu rynkowej euforii jest jeszcze daleko. Od strony wycen spółek natomiast może nie jest już tak okazyjnie tanio, jak rok temu, ale wciąż jeszcze do przewartościowania akcji droga daleka.
Początek tego roku także jest mocny. WIG rośnie o blisko 4 proc., ale uwagę zwraca to, że tym razem jest to efekt przede wszystkim popytu na średnie i małe spółki, co jest budujące, bo pokazuje rosnącą siłę krajowego kapitału. Dużych napływów do funduszy akcji wciąż jeszcze nie było i wydaje się, że ta faza wciąż znajduje się przed rynkiem, ale rosnące w siłę programy PPK i indywidualne rachunki typu IKE i IKZE mogą odpowiadać za noworoczny popyt na mniejsze spółki.
Nie wydaje mi się jednak, żeby to miało znamiona spekulacji. Polska gospodarka znalazła się w korzystnym momentum, z niską inflacją i perspektywą dużego wzrostu PKB, a wśród małych, a nawet średnich spółek, wciąż jest dużo tych niekorzystających mocno z hossy, a z ciekawą perspektywą rozwoju. Dlatego wydaje się, że to wciąż dobry moment, aby szukać okazji na GPW, abstrahując oczywiście od nieprzewidywalnych zdarzeń globalnych, które mogą skutecznie zepsuć sentyment na giełdach. To ryzyko jest jednak zawsze wpisane w prozę życia inwestora giełdowego.