Podczas gdy na Wall Street byki podejmują próbę wybicia się z kilkutygodniowej konsolidacji, warszawski parkiet ugina się pod naporem podaży, czego efektem jest przełamanie pierwszych, lokalnych wsparć.
Przebieg sesji środowej to dobry przykład tej ujemnej korelacji. Indeks WIG20 przełamał istotną zaporę popytową Fibo: 2875-2893 pkt. Było to zwieńczenie presji podażowej obserwowanej w ostatnich dniach i sygnał, że kontrolę zaczynają stopniowo przejmować niedźwiedzie. Tymczasem za oceanem ten sam dzień przyniósł zupełnie inny obraz. Zamknięcie S&P 500 wypadło nieznacznie ponad górnym ograniczeniem średnioterminowego oporu technicznego: 6410-6458 pkt. Należy w tym kontekście podkreślić, że od kilku tygodni wydarzenia na indeksie rozgrywają się właśnie w rejonie wspomnianej strefy, która jest wyraźnie respektowana przez rynek. Ponieważ jest to zapora podażowa wyznaczona na bazie horyzontu średnioterminowego (skala tygodniowa), kluczowe znaczenie dla potwierdzenia siły popytu będzie piątkowe zamknięcie. Utrzymanie się kursu ponad górnym ograniczeniem oporu Fibonacciego byłoby silnym sygnałem kontynuacji trendu wzrostowego. Z drugiej strony, jeśli okaże się jedynie krótkotrwałym naruszeniem i kurs powróci poniżej strefy: 6410-6458 pkt, będziemy mieli do czynienia ze wstępnym sygnałem słabości.
W tle tej technicznej próby sił na amerykańskim rynku znajdują się opublikowane w środę wyniki kwartalne spółki Nvidia, która jest postrzegana jako barometr nastrojów dla całego sektora technologicznego. Zgodnie z raportem spółka pobiła prognozy analityków, notując przychody w wysokości 46,7 mld USD oraz skorygowany zysk na akcję na poziomie 1,05 USD. Mimo to, reakcja rynku była dość powściągliwa, a akcje traciły w handlu posesyjnym. Powodem ostrożności inwestorów okazały się przychody z kluczowego segmentu centrów danych (41,1 mld USD), które nieznacznie minęły się z najwyższymi szacunkami, głównie z powodu restrykcji na sprzedaż zaawansowanych chipów H20 do Chin.
Reakcja na wyniki Nvidii może być sygnałem wejścia całego sektora technologicznego w nową, bardziej dojrzałą fazę. Era, w której samo hasło "AI" działało jak paliwo rakietowe dla wycen, prawdopodobnie dobiega końca. Należy zakładać, że rynek zacznie teraz znacznie surowiej oddzielać spółki posiadające realne, rentowne produkty oparte na sztucznej inteligencji od tych, które jedynie płynęły na fali ogólnego entuzjazmu. Może to oznaczać okres schłodzenia i konsolidacji dla najgorętszych nazw, podczas gdy kapitał będzie szukał "drugiego szeregu" innowatorów – firm, które może nie produkują chipów, ale efektywnie wykorzystują AI do tworzenia realnych przewag konkurencyjnych i generowania zysków.