U nas jest bardzo podobnie, a w rezultacie WIG20 kolejny dzień oscyluje na krawędzi 1368 pkt., wyznaczanych przez zamknięcie z 16 maja. Z drugiej strony nie udało się wybić ponad maksima z ostatniej środy i piątku, więc nie ma podstaw, by mówić, że zagrożenie przełamaniem wsparcia zostało odsunięte. Kolejny dzień czekamy na jakieś rozstrzygnięcie i w tej chwili trudno jest powiedzieć zarówno, kiedy ono nastąpi, jak i w którą stronę. Jedno co można powiedzieć to, iż z uwagi na znacznie większe, niż w piątek obroty, każdy ewentualny większy ruch w górę, czy w dół, będzie istotnym sygnałem na przyszłość.
Rzućmy okiem na sytuację indeksów z Paryża i Frankfurtu. Pierwszemu brakuje niecałe 70 pkt. do dolnego ograniczenia ponad siedmiomiesięcznego trendu bocznego. Z drugiej strony mocniejsze odbicie od tego poziomu powrót ponad ostatnie minima wskazywałyby na utrzymanie dotychczasowej tendencji. DAX-a od lutowego dołka przy 4746 pkt. dzieli nieco ponad 70 pkt., oporem jest majowe minimum przy 4872 pkt. Na tych indeksach także czekamy na rozstrzygnięcie, czy te ważne poziomy popytowe zostaną utrzymane.
Te same wątpliwości można wyrazić w odniesieniu do giełd amerykańskich. DJIA nie zdołał wyraźnie oddalić się od linii szyi formacji głowy z ramionami, tworzonej przez ostatnie pięć miesięcy, Nasdaq jest coraz bliżej testu kolejnej luki hossy, tym razem z 8 maja. Przypomnijmy, że powstrzymała ona zniżki 10 maja i w oparciu o nią doszło do wygenerowania kolejnego impulsu wzrostowego z okresu 13-17 maja. Poziom luki to 1595 pkt.
Zatem we wszystkich tych przypadkach ważne wsparcia są bardzo blisko i potrzeba jednego mocniejszego spadku, by je przełamać. Można przypuszczać, iż nasz rynek nie zdecyduje się na silniejszy ruch przed wyjaśnieniem się tej kwestii.
Krzysztof Stępień