Czy to już? Czy właśnie zaliczamy dołek bessy? Jak daleko jeszcze
spadniemy? Czy zbliża się minimum? Tego typu tytuły przewijają się przez
prasę polską i światową. Takie tytuły mają często treści publikowane w
sieci w serwisach i blogach. Rynek spada na nowe minima i zaraz po
lamencie, że tak spadło pojawia się pytanie, czy to już ostatni spadek? Po
zaliczeniu dołka, rynek się lekko podnosi i już pojawiają się pierwsi,
którzy są skłonni uznać, że minimum jest za nami. Tak było w styczniu, w
lipcu, tak jest teraz. Szukanie dołka stało się swego rodzaju sportem. Kto
trafi będzie hołubiony. Niezależnie od tego, ile razy próbował wcześniej i
ile te próby go kosztowały. W trakcie ostatniej zmienności cen wzrosło
czytelnictwo serwisów giełdowych. Duża zmienność wytrąca z pewności siebie
i uwalnia mechanizm poszukiwania wskazówek, czy też potwierdzenia własnych
osądów. Mechanizm jak najbardziej zrozumiały. Wydaje się bowiem, że wiedza
o tym, gdzie zakończy się bessa da przepustkę do świetnych pozycji i
niebotycznego zarobku w trakcie późniejszych wzrostów. To są echa
wcześniejszego przeglądania wykresów i spoglądania tęsknym wzrokiem na
poziomy dołków z myślą, co by było, gdyby wtedy udało mi się kupić.
Szukanie dołka ma także inne konsekwencje. Wprowadza wątpliwość w panującą
tendencję. Poszukując przesłanek możliwego zawrócenia trendu, nawet tych
najmniejszych, redukuje się znaczenie oczywistych wydawałoby się faktów
związanych z aktualnym trendem. No i pojawia się niepewność, emocje, a to
już krótka droga do nieprzemyślanych zagrań. Przeświadczenie o ważności
znajomości miejsca pojawienia się dołka jest fałszywe i wręcz
destrukcyjne. Naraża niepotrzebnie na stres, skrzywia postrzeganie
przebiegu zdarzeń. W konsekwencji zmniejsza naszą odporność na pojawienie
się niespodziewanych wydarzeń oraz umniejsza zdolność racjonalnego
podejmowania decyzji. Po prostu szukanie dołka jest zgubne. Paradoksalnie,
to właśnie walka z chęcią poznania "przyszłości" pozwala na dobry wynik na
rynku. Wróćmy do tęsknych spojrzeń na przebieg wykresów historycznych.
Długie trendy wyglądają na nich fantastycznie. Mieć pozycję w takim
trendzie to super sprawa. Każdy z góry zakłada, że gdyby złapał taki trend
na początku, to wytrzymałby do jego wygaśnięcia. Czy rzeczywiście? Obecnie
trwa trend spadkowy. Wczoraj ustanowione zostały jego kolejne minima.
Podobno ten spadek zaskoczył "największych pesymistów". Nowe rekordy
panującego od roku trendu były zaskoczeniem? Nie mam pojęcia, czy
wczorajsza sesja była ostatnią w ramach tego cyklu. Dziś, dzięki
Amerykanom, zaczniemy pewnie niżej, ale nie jest powiedziane, że koniec
sesji będzie równie zły. Być może będzie, ale nie musi. Tym bardziej w
okresie ostatniej zmienności możliwości jest wiele. Być może dziś
ustanowiony zostanie dołek, a być może za tydzień, a być może za trzy
miesiące. Nie ma to znaczenia. Myślę, że brak oczekiwań co do zmian na
rynku jest zdrowsze, bo pozwala jaśniej spojrzeć na czynniki, które o
zwrocie będą decydowały. Hossa też kończyła się długo - ceny rosły mimo
nagromadzenia informacji które tym zwyżkom nie sprzyjały. Na razie rynek
spada, a informacji temu nie sprzyjających na razie nie ma.