W IV kwartale 2011 r. grupa miała 1,5 mln zł zysku brutto na sprzedaży wobec ponad 2,5?mln zł straty rok wcześniej.
W całym ubiegłym roku Sfinks wypracował 170,7 mln zł skonsolidowanej sprzedaży wobec 161,6 mln zł w 2010 r. Strata netto (przypadająca na akcjonariuszy jednostki dominującej) wyniosła 18,3 mln zł wobec 39,9?mln zł na minusie rok wcześniej.
Najwyraźniej rynek się spodziewał lepszych rezultatów. Na otwarciu sesji akcje Sfinksa potaniały o 3 proc. W ciągu dnia kurs spadał nawet o 10 proc.
Zarząd obiecuje, że poprawa wyników jest trwałą tendencją. Wiceprezes Jacek Woźniewicz poinformował, że jednym z celów na 2012 r. jest osiągnięcie zysku operacyjnego. W 2011 r. grupa miała 6,9 mln zł straty operacyjnej, wobec 28 mln zł na minusie w 2010 r.
Na koniec grudnia 2011 r. spółka zarządzała łącznie 115 restauracjami w Polsce i za granicą. Sprzedaż w restauracjach Sphinx wzrosła o ponad 7 proc. Największą zwyżkę przychodów, bo aż o 17 proc., zanotowały bary Wook. Natomiast w restauracjach Chłopskie Jadło sprzedaż spadła o 9 proc.
W 2011 roku Sfinks otworzył łącznie 15 restauracji. W tym roku sieć ma się powiększyć o co najmniej tyle samo lokali. Zapadła decyzja, że spółka nie będzie rozwijać sieci Sphinx Express.
– Testy pokazały, że ten koncept się nie sprawdza. Będziemy otwierać tradycyjne Sphinksy, szczególnie że mocno zredukowaliśmy nakłady inwestycyjne – mówi Cacek. W 2009 r. uruchomienie jednego lokalu kosztowało 1,5–1,8 mln zł. Teraz jest to kwota rzędu 0,6 mln zł.
Sfinks nie wyklucza emisji akcji, żeby pozyskać pieniądze na inwestycje. – Ale na razie nie ma takiej potrzeby – zastrzega Woźniewicz.