Państwo jest posiadaczem największego pakietu akcji spółek, notowanych na warszawskim parkiecie. W spółkach o największej kapitalizacji - PKN, TP SA, KGHM - jest właścicielem większościowym. W kilkudziesięciu innych ma udziały mniejszościowe. Skarb Państwa posiada akcje bezpośrednio lub poprzez spółki, które przez państwo są wciąż kontrolowane. Taki stan wynika z historii prywatyzacji, a także z samej ustawy, która daje pracownikom prawo do zakupu na warunkach ulgowych (lub otrzymania za darmo) akcji prywatyzowanych spółek. Skarb Państwa przechowuje je przez jakiś czas dla pracowników. Z kolei inne pakiety akcji służą zabezpieczeniu przyszłych roszczeń reprywatyzacyjnych lub przeznaczane będą na dokapitalizowanie systemu emerytalnego. W innych wreszcie przypadkach państwo decyduje się na sprzedaż akcji małymi porcjami - jak w KGHM czy w TP SA, a wcześniej w kilku bankach, uznając, że jest to dla spółki bardziej korzystne. Są też przypadki bardziej skomplikowane i trudne do wyjaśnienia. Ot, choćby fakt, że Skarb Państwa dokapitalizował wcześniej Bank Handlowy obligacjami, a następnie bank sprywatyzował, pozostawiając sobie obligacje, nie posiadające na Walnym Zgromadzeniu prawa głosu. W połowie lat 90. kilku ministrów wpadło na pomysł tworzenia państwowo-prywatnych holdingów. Tak powstała Agencja Rozwoju Gospodarczego - holding, do którego ówczesny minister współpracy gospodarczej z zagranicą włożył udziały Skarbu Państwa w kilku półprywatnych spółkach. Dalsze losy Agencji pokazują, jak łatwo Skarb Państwa traci nad tymi udziałami kontrolę. Inna jest praktyka obecnego kierownictwa Ministerstwa Skarbu. Minister dokapitalizował niektóre spółki posiadanymi aktywami innych spółek. W ten sposób PZU stał się współwłaścicielem jednego z największych w Polsce banków, a Skarb państwa utracił kontrolę nad przekazanymi aktywami.Państwowy kapitał za pośrednictwem np. PZU jest obecny nawet w spółkach, które od dziesięciu lat uchodzą za całkowicie prywatne, takich jak BIG. Przypominamy sobie o tym dopiero wówczas, gdy dochodzi do ostrego sporu o to, kto ma w firmie rządzić, kto przejąć nad nią kontrolę. Stan taki powoduje co pewien czas zamieszanie na rynku kapitałowym, które wynika z podwójnej roli państwa - z jednej strony twórcy reguł i kontrolera rynku, a z drugiej mniej lub bardziej aktywnego inwestora. Tych dwóch ról nie da się połączyć bez szkody dla innych graczy i bez psucia reguł, rządzących rynkiem kapitałowym. Państwo jako inwestor powinno dążyć do tego, by osiągać maksymalny zwrot z inwestycji, a zatem sprzedawać swoje papiery temu, kto zaoferuje najwyższą cenę. Ale państwo jest nie tylko inwestorem. Tworzy prawo, reguły, obowiązujące na rynku, a także prowadzi szeroko rozumianą politykę gospodarczą. Może tak się zdarzyć, że sprzedając swe aktywa temu, kto oferuje najwyższą cenę, narusza szerszą strategię prywatyzacyjną. Ale jeśli nie sprzeda po cenie najwyższej, naruszy reguły rynku kapitałowego i narazi się na zarzut, że nie kieruje się czystymi intencjami.Splątanie państwowego i prywatnego kapitału spowodowało konflikt przy okazji przejmowania banku BIG-BG przez Deutsche Bank. Państwo, a konkretnie minister Skarbu Państwa, wmanewrowało się w sytuację, z której nie ma dobrego wyjścia. Gdyby PZU na WZA poparł stanowisko zarządu BIG-u, niemiecki bank miałby prawo oskarżać rząd o brutalną ingerencję na rynku kapitałowym, w celu niedopuszczenia prywatnego inwestora do prywatnej spółki. Gdy PZU wstrzymał się od głosu, jest oskarżany (nie bez podstaw) o to, że sprzymierzył się z Deutsche Bankiem przeciwko dotychczasowym właścicielom BIG. Ministrowie zdają sobie sprawę z tego, że zaplątali się w spór, który ich w gruncie rzeczy nie dotyczy, i wydają sprzeczne oświadczenia. Najwyraźniej nie wiedzą, jak się z sytuacji wyplątać. Może najprościej byłoby wystawić na sprzedaż na otwartej licytacji kilkuprocentowy pakiet akcji BIG-BG, posiadanych przez PZU, który okazał się pakietem kontrolnym.Wniosek z tego jest jeden - państwo powinno jak najszybciej pozbyć się udziałów w spółkach notowanych na giełdzie. Aktywa, które państwo zatrzymuje po to, by za kilka lat przeznaczyć na rekompensaty, należy zamienić na gotówkę i trzymać w banku. W ostateczności można je przekazać prywatnym funduszom powierniczym w zarządzanie. Nie ma żadnego powodu, by państwo bawiło się na rynku w inwestora.
Witold Gadomski
publicysta "Gazety Wyborczej"