Trwające od kilku tygodni spadki notowań na warszawskiej giełdzie nie są pierwszoplanowym tematem dla większości polskich mediów. Przeciętny człowiek, nawet ten nieźle wykształcony i posiadający jakieś oszczędności, giełdą interesuje się umiarkowanie. Inaczej jest w wielu krajach europejskich i wschodnioazjatyckich, a zwłaszcza w USA, gdzie dochody kapitałowe stanowią istotną część dochodów przeciętnego Amerykanina.W Polsce giełda emocje wzbudza jedynie w zamkniętym kręgu inwestorów i niewiele zmienia fakt, że akcje wielu spółek notowanych na GPW zostały objęte przez pracowników, a kilka milionów osób posiada walory za pośrednictwem Otwartych Funduszy Emerytalnych, których jest członkami.Fundusze emerytalne stanowią najbardziej powszechną formę prywatyzacji i uczestnictwa w rynku kapitałowym. Problem jednak w tym, że członkowie funduszy na razie nie interesują się ich efektywnością i nie uświadamiają sobie związku między sytuacją na rynku kapitałowym, a wysokością przyszłej emerytury.Krótko mówiąc, bessa na giełdzie martwi setki tysięcy większych i mniejszych inwestorów, lecz nie jest gorącym tematem rozmów w przeciętnych domach. Tym samym nie stanowi większego zmartwienia dla polityków, których działania mają duży wpływ na nastroje panujące na giełdzie. Zupełnie niesłusznie.Bessa zniechęca nie tylko inwestorów portfelowych, których kapitał odpływa z warszawskiej giełdy, ale ma wpływ także na poziom inwestycji bezpośrednich, których duża część zasila państwową kasę. Inwestycje te od kilku lat równoważą ujemny bilans na rachunku bieżącym. Gwałtowny spadek inwestycji bezpośrednich zwiększy ryzyko załamania się złotego. Na przyszły rok zaplanowane są dochody z prywatyzacji w wysokości 16 mld zł, znacznie mniej niż w roku bieżącym. Bessa może spowodować, że i ta suma okaże się nieosiągalna.Skarb Państwa posiada akcje wielu spółek giełdowych. W najbliższych latach będzie się ich stopniowo wyzbywał, powinien być zatem zainteresowany ceną, którą za te walory może uzyskać. Zależeć będzie ona przede wszystkim od aktualnych notowań. Bessa na giełdzie powinna zatem znacznie bardziej martwić osoby, decydujące o polityce gospodarczej, przede wszystkim ? ministra skarbu i ministra finansów.Giełdę ożywić może ewidentny sukces któregoś z dużych projektów internetowych. Przed pół rokiem GPW przeżyła krótkotrwałą hossę, będącą echem podobnego zjawiska na giełdach międzynarodowych, wywołaną nadzieją na rychły sukces nowej gospodarki. Potem przyszło otrzeźwienie ? nowe projekty nie dadzą szybkich zysków. Jeżeli jednak portale internetowe spółek, notowanych na warszawskim parkiecie zostaną w pełni uruchomione, jeżeli pojawią się pierwsze dochody i realna perspektywa zysków, nowa gospodarka ponownie stanie się bohaterem inwestorów. Wcześniej czy później powinno to nastąpić.Nastroje inwestorów poprawiłaby zapowiedź rychłej prywatyzacji kilku silnych spółek, będących w rękach Skarbu Państwa. Już kilkakrotnie w historii GPW sprzedaż akcji prywatyzowanych firm zwiększała zainteresowanie polskim rynkiem ze strony zagranicznych inwestorów portfelowych. Giełda zareaguje pozytywnie na rozstrzygnięcie przetargu na UMTS, jeżeli będzie ono klarowne, nie wywoła protestów ze strony uczestników, a uzyskana ze sprzedaży cena zostanie uznana za rozsądną.Z drugiej strony, jeżeli przetarg będzie się przeciągał (a już są tego pierwsze oznaki), jeżeli kolejni oferenci wycofają się i do państwowej kasy w przyszłym roku nie wpłyną pieniądze z licencji lub też cena będzie tak wysoka, że inwestycja w nową technologię telekomunikacyjną okaże się bardzo ryzykowna, będzie to kolejnym impulsem dla przeciągającej się bessy.Notowaniom giełdowym najbardziej sprzyjać będzie stabilna polityka gospodarcza, nastawiona na równoważenie gospodarki, zmniejszanie inflacji i zapewnienie długofalowych warunków dla szybkiego wzrostu. Inna sprawa, czy obecny rząd jest w stanie politykę taką prowadzić. Jedną z przyczyn słabych nastrojów inwestorów jest brak stabilności politycznej i zbliżające się wybory. Rząd nie ma poparcia większości sejmowej i nie był w stanie przesłać w terminie projektu budżetu. Nie wiadomo, czy przetrwa debatę budżetową, kiedy powstanie nowy rząd, i jaką będzie prowadził politykę.Dopóki inwestorzy na pytania te nie uzyskają odpowiedzi, dopóty trudno oczekiwać na giełdzie ożywienia.
Witold Gadomskipublicysta ?Gazety Wyborczej?