Młoda, smutna dziewczyna na ruchliwej ulicy. W rękach tabliczka z wypisanym apelem: ?Będę pisała w html-u za jedzenie? ? w ten sposób, nawiązując do scenek z wielkiego kryzysu, ?Business Week? komentuje proroctwa Michaela J. Mandela. Tytuł jego nowej książki mówi wszystko: ?The Coming Internet Depression?. Rzecz o perspektywie załamania amerykańskiej gospodarki, a konkretnie ? o liderach owej ewentualnej recesji, którymi mają być te same firmy i ci sami ludzie, którzy byli beneficjentami boomu lat 90.Amerykańska gospodarka rozwijała się w ostatnich latach tak szybko, iż niektórych obserwatorów tempo jej wzrostu prowokowało do snucia coraz bardziej ponurych wizji krachu, jakim musi się zakończyć ów bieg. Pamiętamy przecież rozważania sceptyków, nasilone zwłaszcza, gdy Dow Jones i Nasdaq pokonywały kolejne rekordowe poziomy. Opisana przez ?Business Week? analiza Mandela jest jednak czymś innym. Autor zwraca uwagę na zmiany nie tyle charakteru gospodarki, ile filozofii finansowania e-projektów. Podkreśla znaczenie funduszy venture capital. Boom internetowy podsycany był w Stanach dziesiątkami miliardów dolarów inwestowanych przez fundusze wysokiego ryzyka. Co będzie, jeśli kurek z szybkim kapitałem zostanie przykręcony? Co stanie się, gdy spadnie popyt na nowe technologie i bez przerwy modernizowany sprzęt? Wtedy wzajemnie napędzające się elementy e-prosperity mogą ulec zatarciu. Jak zauważa Mandel, tak jak nie doceniono potencjału wzrostu amerykańskiej gospodarki lat 90., tak teraz ignoruje się ryzyko ostrego spadku w najbliższym czasie.Nas to nie dotyczy ? powie ktoś, wskazując, iż jesteśmy daleko w tyle za Amerykanami i boom jeszcze przed nami. Być może. I być może fala kapitału, która odpłynie z rynków rozwiniętych, trafi na te mniej zaawansowane, jak nasz. Niestety, brak sukcesów w szukaniu inwestorów strategicznych przez nasze spółki informatyczne i internetowe każe patrzeć ostrożnie na perspektywy także polskiego e-sektora.Wnioski? Cóż, do znudzenia można powtarzać chyba dość oczywistą tezę o najlepszym możliwym połączeniu, jakie daje wykorzystywanie zdrowych fundamentów starej gospodarki z możliwościami stwarzanymi przez rewolucję informacyjno-technologiczną. Tak, by firma nie stała ?na jednej nodze?. I zamiast obsługiwać tylko nową gospodarkę (choć, jak pokazuje przykład Cisco, może to być znakomity biznes) starać się traktować nowe technologie jako pomoc w zwiększaniu sprzedaży towarów i usług.Efekty ewentualnej depresji gospodarki amerykańskiej musiałby odczuć cały świat. Negatywne konsekwencje można jednak ograniczyć, unikając zaślepienia tezami o wyższości nowej gospodarki nad starą. Bo gospodarka jest jedna. Internet nie zmienia prawideł matematyki finansowej. Menedżerowie i właściciele firm, którzy o tym zapominają, sami ściągną na siebie kataklizm. I to niezależnie od tego, czy Amerykanie pogrążą się w jakimś e-kryzysie czy też nie.
Łukasz KWIECIEŃ[email protected]