To był ciekawy tydzień, pełen sporych wahań (Nasdaq) i pokazujący zdecydowanie większą siłę tradycyjnej gospodarki niż sektora TMT. Przestał on być ukochanym dzieckiem Wall Street i został opanowany przez dzikie i zupełnie nieracjonalne ruchy.
Spółki technologiczne tanieją i nie ma żadnej ochrony przed spadkami cen. Ostatnia zniżka to efekt gorszego wyniku Nortela, przez co został przeceniony cały sektor przemysłu zajmującego się technikami światłowodowymi, który do tej pory był ulubieńcem inwestorów i nie reagował na przeceny Nasdaq.Kluczowy dla tego okresu był piątek, kiedy zostały podane informacje o PKB. Wzrost wyniósł tylko 2,7% (oczekiwany ? 3,4%). Wskazuje to na znaczne spowolnienie amerykańskiej gospodarki. Reszta była w rękach analityków, którzy musieli w swoich komentarzach ocenić, czy świadczy to o wejściu w recesję czy o ?miękkim lądowaniu? gospodarki. W ten piątek zdecydowano, że jest to wejście w ?miękkie lądowanie?. Oczekuje się (słusznie, według mnie), że Fed nie podniesie stóp 15 listopada i że następnym ruchem będzie obniżka stóp (nie zgadzam się).Jeśli chodzi o początek listopada, to nastawienie inwestorów jest zdecydowanie prowzrostowe. Historycznie październik kończył złe okresy w dziejach giełdy i rozpoczynał wzrosty. Na to liczą inwestorzy w USA. Nie można wykluczyć, że mogą mieć chwilowo rację. Szczególnie dotyczyć to może akcji sektora finansowego, dyskontującego to, że prawie na pewno nie będzie podwyżki stóp 15.11. Nasdaq to zupełnie inna bajka, bo zakłada się, że zyski spółek tego sektora bardziej zależą od tempa rozwoju gospodarki. Można więc założyć, że siła względna tradycyjnej gospodarki będzie w dalszym ciągu większa niż sektora TMT. Ciekawie wygląda sytuacja z punktu widzenia analizy technicznej. DJIA przełamał opór na 10 500 pkt. i dąży teraz w kierunku bardzo ciekawego punktu (10 750), gdzie spotykają się średnia 50-sesyjna, średnia 200--sesyjna i dolne ramię diamentu. Test tego oporu uważam za kluczowy. Zakładam, że nie uda się pokonać tego poziomu. Jeszcze wyraźniej widać cały układ na liniowym wykresie cen zamknięcia. Widać wyraźnie, że obecny wzrost to nic innego jak korekcyjna trójka. Po niej powinien nastąpić dalszy spadek. Oczywiście, jeśli indeks przebije wyraźnie 10 750 pkt., to trzeba będzie zrezygnować z tej teorii. Na dzień dzisiejszy nie widać takiej potrzeby, szczególnie że szeroki rynek reprezentowany przez S&P 500 (wykres liniowy) zachowuje się jeszcze słabiej.Nasdaq to zupełnie inna sytuacja. Na wykresie świec japońskich widać, że z jednej strony nastąpiło kolejne odbicie od poziomu 3000 pkt., a z drugiej ? otwarcie okna bessy na wysokości 3400 pkt. W żadnym wypadku nie rezygnuję z założenia, które głoszę od początku roku, że Nasdaq spadnie do przynajmniej 2700 pkt., a nie wykluczam, że nawet do 2200 pkt. W drodze do tego poziomu może jednak wpierw ruszyć ku 3600 pkt. (nie powinien go przebić), jeśli zamknie okno bessy na 3400 pkt., lub rozpocząć spadki, jeśli z tym oporem nie da sobie rady. Tym razem test poziomu 3000 pkt. nie byłby sukcesem byków. Wydaje mi się, że istnieje duża szansa wzrostu indeksu DJIA, ale dużo gorzej widzę to, jeśli chodzi o Nasdaq. Nie jest wykluczone, że pieniądze będą uciekały z Nasdaq w spółki tradycyjnej gospodarki i duże spółki TMT reprezentowane w indeksie DJIA.Tym razem tydzień był spadkowy, ze znikomymi obrotami i nagłym pojawieniem się słabości rynku. Powstaje pytanie, dlaczego pojawiła się ta słabość, mimo że na świecie zaczęła się poprawa koniunktury. Wymienia się różne powody. Jak myślę, podstawowe to obawy o budżet w świetle przetargu na UMTS (oliwy dolała rezygnacja Netii), debiut akcji pracowniczych TP SA (pochłonie dużo kapitału, którego w nadmiarze nie ma) i po prostu koniec okresu zakupów OFE (końcówka miesiąca). Myślę, że wyniki spółek za III kwartał były sprawą neutralną, jako że generalnie nie zachęcają ani do sprzedaży, ani do kupna. Oczywiście, znaki zapytania, dotyczące deficytu obrotów bieżących (2.11), też grają dużą rolę. W tej sprawie sytuacja jest co najmniej śmieszna. RCSS prognozuje deficyt na poziomie 1,2 mld USD uważając, że spłata raty zadłużenia zagranicznego przypadła na wrzesień, członek RPP G. Wójtowicz mówi o 600 mln USD, ponieważ zadłużenie było spłacone w październiku, drugi członek RPP (D. Rossati) twierdzi, że zadłużenie zostało spłacone we wrześniu. To już jest w wystarczającym stopniu śmieszne i niepokojące, kiedy dwóch członków RPP różni się w ten sposób, gdy chodzi o tak prostą sprawę. Jednak to, że odpowiedzialni za spłatę długu nie wyjaśniają tej sytuacji, pozwalając rynkom finansowym zgadywać, jest po prostu niewiarygodnym brakiem odpowiedzialności. Wydaje mi się nieprawdopodobne, żeby deficyt wyniósł 600 mln, ale wobec tak rozbieżnych prognoz i braku wyjaśnienia trzeba spokojnie czekać do 2 listopada. Obecny tydzień będzie krótszy o jeden dzień, co może (w obliczu niepewnej sytuacji na świecie) dodatkowo wychłodzić koniunkturę ? inwestorzy krótkoterminowi mogą niechętnie zostawać z akcjami na 1 listopada, kiedy giełdy amerykańskie pracują.Warto spojrzeć na sytuację gospodarek Eurolandu (szczególnie Niemiec), jako że ma ona bardzo duży wpływ na sytuację gospodarczą Polski. Sześć wiodących instytutów ekonomicznych w Niemczech stwierdziło, że wzrost gospodarczy tego kraju w przyszłym roku ulegnie spowolnieniu (2,7% wzrostu z 3% w tym roku). Dla strefy euro jest to odpowiednio 2,8% i 3,3%. Bazując na tych przewidywaniach, instytuty te zakładają, że ECB nie będzie już podnosił stóp. Nie bardzo to się zgadza z innymi danymi. Na przykład niemiecki PPI wzrósł po raz kolejny (szósty) we wrześniu o 0,9%, co dało roczny wzrost o 4,3% (największy od października 1982 roku). To było sporo więcej, niż oczekiwano. Dodatkowo ceny importu wzrosły o 2,3% (dwa razy więcej, niż oczekiwano). Wysokie ceny ropy i słabe euro są odpowiedzialne za takie niepokojące dane. Wyższe ceny importu i wzrost cen hurtowych w końcu przełoży się na wzrost inflacji. W tej sytuacji wcale nie jest pewne, że ECB zaprzestałby podnoszenia stóp procentowych, co mogłoby się skończyć recesją. Pewne jest jedno: gospodarka Eurolandu będzie rosła wolniej w przyszłym roku. Te dane to kolejna przesłanka do zakładania, że przyszły rok może być niezbyt dobry dla naszego eksportu. Doradca ministra finansów Stanisław Gomułka uważa nawet, że do połowy 2001 roku wzrost PKB spadnie do około dwóch procent. Taka sytuacja spowoduje znaczne zmniejszenie zysków spółek giełdowych, co musi mieć przełożenie na ich kursy. Pogorszy się deficyt obrotów bieżących, co może spowodować perturbacje na rynku walutowym.Szybkimi krokami zbliża się termin (10.11), w którym przyjmowane są zgłoszenia do przetargu na UMTS. Tutaj ciekawy jest przykład płynący z rynku włoskiego. Blu SpA (włoski operator telekomunikacyjny) ostatecznie wycofał się z przetargu. Zamiast oczekiwanych 25 mld euro rząd może zebrać tylko 12,2 mld. To bardzo źle rokuje naszemu przetargowi, a co za tym idzie ? budżetowi. Dodatkowo Netia wycofała się z przetargu. Jednak sobotnio-niedzielna prasa przynosi informacje o tym, że rząd, przestraszony perspektywą problemów budżetowych, ma zamiar zmienić warunki przetargu. Oczywiście, wszystko zależy od tego, jak zostaną one zmienione, a poza tym, czy spółki jednak nie będą wolały poczekać do 2002 roku z wydawaniem pieniędzy, których wydatek w tym roku jest mało sensowny. Jednak w krótkim okresie ten przetarg to paradoksalnie szansa dla giełdy. Dlaczego? Oczywiście do 10 listopada będzie niepewność, czy zgłoszą się chętni. Odpowiednia liczba chętnych zapewne się znajdzie bo mając czas do końca roku mogą i tak zablokować przetarg w każdej chwili w zależności od sytuacji politycznej. W tej sytuacji, co im szkodzi przystąpić do przetargu? Z tego wynikałoby, że to doskonała wiadomość dla giełdy, prawda? Jednak niekoniecznie. Problemy z projektem budżetu i tak będą (kwestia założeń do projektu), a znowu powróci sprawa kosztów, które będą musiały ponieść spółki zaangażowane w proces koncesyjny. Ponieważ są to największe spółki giełdowe mogą mieć duży wpływ na koniunkturę. Bardzo dwuznaczna sytuacja tym bardziej, iż uważam, że początek przyszłego roku wcale dobry nie będzie ? wręcz przeciwnie. Jednak taka sytuacja jest możliwa. Wystarczą odpowiednie dane o deficycie, przystąpienie spółek do przetargu na UMTS, zniżka cen ropy, wzrost euro (nawet niewielki), ogólna wiara w efekt stycznia i listopadowe wzrosty mamy jak w banku.Taką sytuację wydaje się potwierdzać analiza techniczna. Na wykresie WIG nie widać specjalnych zmian, trudniej tutaj o wnioski niż na wykresie WIG20. Widać wyraźnie, że fala C składała się do tej pory z czterech podfal, a spadki ostatniego tygodnia to realizacja piątej, ostatniej podfali. Teoretycznie ta podfala może się zatrzymać zarówno na poziomie zbliżonym do ostatniego dna, jak i zejść nieco niżej do prognozowanego przeze mnie od wielu tygodni obszaru 1400?1450 pkt. Potem powinna zacząć się fala wzrostowa, którą większość zakwalifikuje jako falę 1 nowej hossy. Nie można wykluczyć, że tak będzie, zwłaszcza że spadki, które moim zdaniem potem nastąpią, mają prawo znieść tę falę nawet w całości. Kiedy spojrzy się na liniowy wykres cen zamknięcia indeksu WIG20, taki układ fal widać jeszcze wyraźniej.Jak wygląda sektor TMT w analizie technicznej? Tym razem dodam do niego KGHM, który reprezentuje przykład wpływu zarówno inwestycji w sektor TMT, jak i wpływu zwolnienia gospodarek światowych. Kurs KGHM zatrzymał się w oknie bessy i utworzył gwiazdę wieczorną, zapowiadającą spadki. Powodów jest kilka. Przede wszystkim spółka kupiła akcje Telefonii Lokalnej, która wymaga dokapitalizowania. W sumie, to wydatek rzędu 500 mln zł. Poza tym, jeśli Polkomtel będzie chciał uczestniczyć w przetargu na UMTS, czeka ją jeszcze uczestniczenie w podniesieniu kapitału spółki (170 mln zł). W sumie, więcej niż tegoroczny zysk. To już by wystarczyło. Jednak jeśli spojrzy się na ceny miedzi, to widać, że zniżkują, co jest efektem zwolnienia gospodarek światowych. Może to oznaczać, że KGHM ma przed sobą dużo gorszy rok. To w pewnym stopniu esencja całej gospodarki: wydatki na sektor TMT i spadek zysku na skutek zwalniana gospodarek. Teraz klasyczna TMT. Agora, mimo słabych wyników, zachowywała się znakomicie. Wzrost kursu został zatrzymany w okolicach oporu na 90 zł. Teraz powinno nastąpić testowanie wsparcia na 73 zł. Zamknięcie leżącego tam okna hossy może oznaczać dalsze spadki, nawet do 60 zł. Computerland szybko wrócił powyżej 105 zł, ale utworzył teraz formację gwiazdy wieczornej i znowu trzyma się blisko 105 zł. Jeżeli szybko nie zamknie okna bessy (110 zł), to będzie dążył do wsparcia na 80 zł. Elektrim przebił wsparcie na 39 zł i testował (wstępnie) wsparcie na 35 zł. Test tego wsparcia będzie miał zasadnicze znaczenie. Odbicie się od tego poziomu to możliwość utrzymania się w trendzie horyzontalnym 35?39 zł. Przebicie tego wsparcia to ruch do 29 zł. W układzie technicznym Optimusa nic się nie zmieniło. W dalszym ciągu testuje on kanał trendu spadkowego (127?170). Wybicie pokaże kierunek ruchu. Prokom ma najbardziej niezmienną charakterystykę AT. W dalszym ciągu 165?240, ale z dużo większym prawdopodobieństwem testowania obszaru 165?170 zł. Softbank tworzy wąski trend horyzontalny (65?72 zł). Wybicie z tego horyzontu zadecyduje o dalszym ruchu. TP SA ma sytuację wyjątkową przez to, że wchodzi olbrzymia liczba akcji pracowniczych. Należy uważać, kiedy kurs znowu będzie testował wsparcie na 21 zł.W tym tygodniu sytuacja na GPW może być niewesoła, ale istnieje duże prawdopodobieństwo, że w przypadku pozytywnego rozwikłania kilku wyżej wymienionych problemów można zakładać, że będzie to ostatni spadek przed akumulacją lub sporym korekcyjnym wzrostem.
piotr kuczyński