Ponieważ na rynku brak wyraźnych impulsów potrzebnych do wykreowania wyraźnego trendu,
jak zwykle w takich sytuacjach trzeba usiąść i spokojnie zastanowić się nad sytuacją.Ostatnie tygodnie przyniosły zdecydowane uspokojenie rynku. Znacznie mniejsze wahania głównych spółek i znacznie mniejsze obroty to wyraźne objawy braku trendu. I choć formalnie można upierać się, że dalej kontynuujemy trend wzrostowy rozpoczęty jeszcze w połowie października, to intuicja podpowiada zupełnie co innego.
Z czego się to wzięło? Niewątpliwie styczeń upływa nam pod znakiem oczekiwania na inwestorów zagranicznych, na znaczące pieniądze napływające do Polski w wyniku poprawy makro oraz realokacji środków w funduszach regionalnych. Z każdym tygodniem szanse na faktyczny napływ tych środków maleją. Nastąpiło pewne schłodzenie nastrojów w stosunku do sytuacji makroekonomicznej, RPP na pierwszym posiedzeniu z nowym szefem nie obniżyła stóp procentowych, a konferencja prasowa nie przyniosła żadnych wyraźnych sugestii co do tego, kiedy i przy jakich warunkach może się to zdarzyć. Znaczącej realokacji w funduszach regionalnych chyba nie było ? i należy już powoli zakładać, że jej nie będzie. Również w styczniu nasze rodzime fundusze nie otrzymały znaczących pieniędzy. Zatem rynek nie miał wyraźnego impulsu popytowego.
Z drugiej strony źle nie jest i nie ma co narzekać. Prawie z pewnością można powiedzieć, że obniżka stóp jest w Polsce przesądzona, jeśli nie w lutym to pewnie w marcu. Czyli mamy na co czekać, paradoksalnie może to i lepiej dla rynku, bo obniżka w minionym tygodniu mogłaby być również sygnałem do realizacji zysków. Co prawda wypowiedzi członków RPP sygnalizują słabe dane za IV kwartał (PKB 2,2%!!!), w pierwszym wobec braku obniżki lepiej nie będzie, ale z drugiej strony patrzmy w przyszłość, a nie w przeszłość. W warunkach naszych wysokich stóp realnych obniżka rzeczywiście powinna podziałać ożywczo na gospodarkę.
Czyli, można powiedzieć, stan w miarę neutralny. Trochę trudniej określić na ile neutralna jest sytuacja popytowo ? podażowa. Jeśli nie ma znaczącego popytu z zagranicy na akcje większych spółek (może poza bankami, a tak naprawdę Pekao S.A.), a polskie OFE nie dostały większych środków (to pewnie dostaną je dopiero w drugiej połowie lutego), to potencjalnie możemy mieć do czynienia z niewielkim, ale powolnym i systematycznym spadkiem największych spółek. Tym bardziej, że coraz wyraźniej daje o sobie znać problem strukturalny na polskim rynku. Wraz ze wzrostem aktywów OFE uległo zawężeniu ich spektrum inwestycyjne, a przynajmniej w kontekście znaczących pozycji jest to kilka spółek. Na tych kilku (może max. 10) spółkach koncentruje się uwaga zarządzających. W efekcie należy liczyć się z tym, że zmiany cen tych akcji będą coraz mniejsze, a już na pewno zmiany wokół aktualnego trendu będą minimalne. Sądzę, że coraz mniejsze szanse na sytuacje takie, jaką mieliśmy ostatnio z KGHMem, który w krótkim czasie spadł o około 20% na skutek wyprzedaży inwestorów zagranicznych. Oni też się szybko nauczą, że polskie OFE odbierają od nich chętnie takie akcje, a cena wraca do poprzedniego poziomu. Z moich obserwacji ostatnio zasada ?efektywności zarządzania? została posunięta już do pewnego absurdu ? choć oczywiście nie jest to takie proste jakby się wydawało.