Wtorek nie będzie zapewne mile wspominany przez inwestorów. Fatalne zakończenie poniedziałkowych sesji na giełdach w USA wpłynęło, oczywiście, na polskie rynki finansowe, w tym na rynek złotego. Paniki, co prawda, nie było, ale korekta jest dość wyraźna. Straciło również euro.
Najwięcej zamieszania było rano. W pierwszych transakcjach za dolara płacono 4,042 zł (4,5 grosza więcej niż w poniedziałek na zamknięciu), za euro zaś 3,75 zł (również 4,5 grosza więcej) i odpowiadało to 9,6% powyżej starego parytetu (przedwczoraj kończyliśmy na 10,55%). Już kilkadziesiąt minut później dotarliśmy odpowiednio do 4,075 i 3,77, czyli 9% powyżej parytetu. To było wtorkowe apogeum. Potem doszło do odreagowania i wylądowaliśmy na 9,45%. Dolar kosztował wtedy 4,05 zł, wspólna waluta ? 3,752 zł. Taki mniej więcej poziom utrzymywał się aż do południa. Wtedy znowu wystąpił popyt i dotarliśmy do 9,9%. Dolar spadł do 4,055 zł, euro do 3,738 zł. Godzinna stabilizacja i znowu w dół, na 9,4%. Ten poziom z niewielkimi zmianami utrzymywał się prawie do końca dnia. Prawie, bowiem późnym popołudniem doszło do wzrostu. Walutę amerykańską ceniono na zamknięciu na 4,067 zł, europejską zaś na 3,73 zł, co odpowiadało 9,6% powyżej parytetu.Za pogorszenie nastroju odpowiadają przede wszystkim spadki na amerykańskich giełdach. I wydaje się, że to właśnie sytuacja w USA będzie najważniejszym czynnikiem, który zadecyduje o kursie w najbliższym czasie. Jeśli nie dojdzie do dalszych znaczących spadków indeksów, złoty może nawet odreagować (szczególnie, jeśli dane makroekonomiczne będą optymistyczne). Wciąż nie wydaje się, abyśmy mogli w najbliższym czasie zobaczyć np. dziesięcioprocentowe osłabienie. A byłoby ono wskazane z punktu widzenia całej gospodarki.Wspólna waluta przez większą część dnia traciła. Mimo spadków w USA, inwestorzy wciąż nie chcą jej kupować. Rano zanotowaliśmy 0,9275 (0,2 centa mniej niż w poniedziałek na zamknięciu), a na krótko przed publikacją danych o gospodarce USA zeszliśmy poniżej 0,92 (najniższy poziom to 0,9193). O 14.30 okazało się, że sprzedaż detaliczna jest znacznie gorsza od oczekiwanej (spadła ona o 0,2%, analitycy przewidywali wzrost o 0,4%), doszło więc do odreagowania. Niewielkiego i krótkotrwałego jednak. Dotarliśmy maksymalnie na 0,9220. Potem znowu przeważyła podaż. Kończyliśmy na 0,9169.Rynek papierów również zareagował na sytuację w USA. Do pogromu jednak nie doszło. Np. pięcioletnia obligacja była rano ceniona na 85,40 zł, czyli 20 groszy mniej niż w poniedziałek na zamknięciu transakcji. Potem doszło nawet do wzrostu cen ? część inwestorów uznała, że poziomy są zachęcające do kupowania. Na wspomnianym pięciolatku dotarliśmy do 85,70 zł. Ta sytuacja nie trwała jednak długo. Znowu doszło do korekty. Pod koniec dnia za pięcioletni papier płacono 85,55 zł. N