Kilka dni względnego spokoju na parkiecie po burzliwych spadkach nie przesądza jeszcze o trwałym zwrocie koniunktury. Prawdę powiedziawszy, trudno w obecnej sytuacji rozpatrywać ten ruch powrotny jako coś więcej niż okazję do złapania chwili oddechu, jaką rynek sprezentował inwestorom. Niepokojąca słabość Wall Street nie pozwala na nadmierny optymizm w odpowiedzi na pytanie, czy spektakl pod tytułem ?globalna bessa? dobiega już końca. Jedyne, co można stwierdzić, to że najprawdopodobniej zdecydowanie najgorsza część tego niechcianego przedstawienia już za nami.Istotne dla poziomu ostrożności w zakupach akcji jest też widoczne ostatnio wyraźne skrócenie perspektywy czasowej, na bazie której Ministerstwo Finansów ocenia znaczenie danych makroekonomicznych. Wiadome trudności z realizacją dochodów prowadzą do sytuacji, w któreJ np. rosnący eksport postrzegany jest jako problem dla budżetu, gdyż objęty jest zerową stawką VAT i zmniejsza wpływy z tego podatku. Podobne w wymowie są oceny skutków niespodziewanie szybko spadającej inflacji, która również przyczyni się niechybnie do zmniejszenia dochodów budżetu. Poważną groźbą dla rynku akcji staje się więc perspektywa, gdy krótka budżetowa kołderka wymusi utrzymanie, a być może nawet wzrost rentowności oferowanych papierów skarbowych. Jedynym pozytywnym aspektem takiej sytuacji wydaje się wynikające z niej zmniejszenie skłonności spekulantów do zakupu naszych obligacji. Stwarza to bowiem szanse na osłabienie złotego i złapanie drugiego oddechu przez eksporterów ? co w dłuższym terminie i giełdzie i budżetowi wyszłoby na dobre.