W pierwszych notowaniach za dolara płacono 4,147 zł, za euro zaś 3,713 zł i odpowiadało to 9,0% powyżej parytetu. Ten poziom utrzymywał się aż do popołudnia. Mała aktywność inwestorów, minimalne obroty. Rynek podążał za zmianami na eurodolarze. Około 14.00 byliśmy odpowiednio na 4,135 i 3,72. Wtedy opublikowano wypowiedź Dariusza Rosatiego. Członek RPP wyraził pogląd, że polska waluta w najbliższym czasie może być podatna na wahania, ale generalnie nie powinna się osłabić. W odpowiedzi doszło do niewielkiego wzmocnienia i dotarliśmy na 9,2% (4,133, 3,713). W ostatnich transakcjach dolara ceniono na 4,137 zł, euro zaś na 3,713 zł i było to 9,1%.Rano za wspólną walutę płacono 0,8946 USD. Prawie do razu przeważył popyt i euro zaczęło zyskiwać. Około południa dotarliśmy do 0,9018 (poniedziałkowe maksimum). Potem było już gorzej. Szybko zeszliśmy poniżej 0,90, a w ostatnich transakcjach za walutę europejską płacono nawet 0,8970 USD.Inwestorzy czekają na decyzję Fed. Jeszcze dwa tygodnie temu prawie wszyscy uważali, że amerykański bank centralny obniży stopy procentowe o 50 pb. Jednak opublikowane w międzyczasie dane makroekonomiczne i zachowanie amerykańskich giełd (wyraźne spadki) doprowadziły niektórych uczestników rynku do zmiany stanowiska. Coraz więcej osób uważa, że obniżka może być jeszcze większa (75 pb).Na rynku obligacji spokój. Rano ceny nieznacznie spadły (pięcioletni papier handlowany był po 86,60 zł), potem było stabilnie. Jedynym czynnikiem, który mógł wpłynąć na poziomy, była aukcja bonów skarbowych. Wyniki nie odbiegły jednak od oczekiwań (niewielkie zmiany), nie było więc reakcji na obligacjach.W najbliższych miesiącach można się spodziewać dalszego spadku inflacji. Mało prawdopodobne są także jakieś spektakularne zmiany na rachunku obrotów bieżących, są szanse dalszej poprawy wskaźnika deficyt/PKB. To dobre informacje. Z drugiej jednak strony wysoki poziom realizacji planu deficytu budżetowego oraz wysokie wydatki, jakie w najbliższej przyszłości musi realizować państwo (choćby związane z płatnościami rekompensat), zmuszą zapewne do zwiększonej emisji papierów. Sytuację pogarszają dodatkowo kłopoty z prywatyzacją. Inwestorzy mają więc problem z oceną, w jakim kierunku w najbliższym czasie pójdzie rynek. W dodatku wciąż spekuluje się na temat możliwych decyzji Rady Polityki Pieniężnej. Wydaje się, że do jakichś zmian może dojść najwcześniej w kwietniu. Wskaźniki makroekonomiczne poprawiają się, ale, jak zresztą twierdzą sami członkowie Rady, nie tylko one decydują o działaniach (żeby wspomnieć choćby kwestie związane z budżetem). Są jednak tacy uczestnicy rynku, którzy oczekują zmian stóp już w marcu. N