Firmy wspierające finansowo kampanię republikanów liczą na przychylność ekipy George?a W. Busha
Na swoją kampanię wyborczą urzędujący od niedawna w Białym Domu George W. Bush zebrał więcej pieniędzy niż którykolwiek z jego poprzedników ? przede wszystkim od wielkich firm. Teraz wspierające go koncerny liczą na wyrównanie rachunków. I nie bez powodu. Ekipa republikańska zapowiedziała już zaostrzenie niektórych przepisów o upadłości oraz ograniczenie wywalczonych przez związki zawodowe przywilejów pracowniczych.MBNA America Bank był jednym z najbardziej hojnych sponsorów George?a W. Busha w rozgrywce o fotel prezydenta Stanów Zjednoczonych. Łącznie na ten cel wyłożył 1,3 mln USD ? podliczyła kontrolująca finansowe aspekty kampanii firma Center for Responsive Politics. Prezes MBNA Charles Cawley znalazł się w czołówce tzw. pioneers, czyli elitarnej grupy ofiarodawców, z których każdy wsparł republikanów kwotą co najmniej 100 tys. USD.Obecnie bank ten, zaliczany do trzech największych w USA instytucji kredytowych, zaczyna już zbierać pierwsze owoce swoich wydatków wyborczych. Przed kilkoma dniami Biały Dom potwierdził, że George W. Bush podpisze wkrótce ustawę o zaostrzeniu niektórych przepisów prawa o upadłości dotyczących osób prywatnych. Dokument ten już wcześniej przeszedł całą procedurę legislacyjną w Kongresie, jednak został zawetowany przez poprzednika obecnego prezydenta Billa Clintona.Nowa regulacja, o którą MBNA America Bank walczył już od kilku lat, dotyczy osób prywatnych, które na wzór firm mogłyby ogłosić ?upadłość?, gdyby nie były w stanie spłacać swojego zadłużenia w bankach. Szczególnie dotkliwe było to w przypadku niezbyt wprawdzie wysokich, ale bardzo licznych długów z kart kredytowych, w ściąganiu których banki nie wspierane przez prawo były praktycznie bezsilne.Na poparcie swoich postulatów eksperci MBNA podają szacunki, według których liczba prywatnych ?upadłości? w ostatnich latach lawinowo wzrastała. W 1999 r. wartość takich nie spłaconych w majestacie prawa długów osiągnęła poziom 1,4 mld USD. Z kolei przeciwnicy podkreślali, że zaostrzenie przepisów dotknie przede wszystkim niezbyt bogatych pracowników i ich rodziny, które ?uległy prowadzonej przez banki agresywnej kampanii reklamowej kart kredytowych?.Wprowadzenie nowych przepisów w życie pozwoli każdemu z banków emitującym karty kredytowe na zaoszczędzenie w skali roku co najmniej 10 mln USD. Niby niewiele, ale jak na pierwsze tygodnie kadencji nowego gospodarza Białego Domu wygląda obiecująco. Pytany przez dziennikarzy o kulisy tego sukcesu wiceprezes MBNA David Spartin odrzekł, że ?żaden z pracowników banku nie rozmawiał na ten temat z prezydentem Bushem?, a nowe przepisy są ?korzystne dla wszystkich klientów?, gdyż ?obniżą znacznie koszty uzyskania kredytów?.Z kolei amerykańska Izba Handlowa oraz kilka stowarzyszeń przedsiębiorców, które również aktywnie wspierały finansowo kampanię obecnego prezydenta (podliczono je łącznie na 314 mln USD), mają duże szanse na pomyślne przeforsowanie projektu zmian w prawie pracy. Chodzi o ograniczenie czasu wypłaty 90% wynagrodzenia tym, którzy musieli zrezygnować z pracy na skutek chorób nabytych w trakcie jej wykonywania. Do tej pory płacono im tę kwotę przez trzy miesiące, obecnie lobby przedsiębiorców liczy na skrócenie tego okresu do 60 dni.Związki zawodowe wywalczyły sobie ten przywilej w 1996 r. Próbował je już ograniczyć Bill Clinton, ale napotkał sprzeciw Kongresu. George W. Bush chce obejść drogę parlamentarną, wykorzystując swoje uprawnienia wynikające z tzw. Congressional Review Act. W każdym razie zapowiada się otwarty konflikt z organizacjami związkowymi, które również nie szczędziły pieniędzy na obóz republikański.Spore nadzieje z nowym prezydentem wiążą firmy farmaceutyczne, które wyłożyły na jego kampanię 14 mln USD. Liczą przede wszystkim na zamrożenie cen leków. Podobnie wygląda sytuacja koncernów tytoniowych (6,7 mln USD). W tym przypadku chodzi o poparcie w walce o obniżenie miliardowych odszkodowań, wywalczonych w sądach przez palaczy i ich rodziny.
W.K., ?Handelsblatt?