Nasz rynek akcji nadal zachowuje się tak, jakby postanowił na trwałe zniechęcić do siebie nawet najbardziej wytrwałych inwestorów ? a jeśli zostaną na nim już tylko ci, którzy (z jakichś powodów) po prostu muszą, to pewnie będzie jeszcze nudniej... Nie wątpię wprawdzie, że niektórzy nadal analizują informacje dotyczące np. poszczególnych spółek (choćby zaraz potem mieli wrażenie, że nikt poza nimi już tego nie robi), obserwują wskaźniki, szukają sygnałów (obawiam się, że wciąż zbyt wielu akurat wtedy widzi to samo), próbują uwzględniać te same dane typu makro, no i ? to już chyba kanon ? doskonale wiedzą, jak było wczoraj za Wielką Wodą i jak jest dzisiaj na Zachodzie. I w efekcie tego wszystkiego jest tak, jak jest ? kursy akcji jednak poddają się (choć ostatnio już bez chwil bliskich histerii) tej tendencji, której końca nikt jeszcze nie odwołał, chociaż tu i ówdzie można znaleźć opinie, że rynkowy miś powoli traci siły. Można natomiast ? u nas to już tradycyjny skutek uboczny długiej i męczącej inwestorów zniżki cen ? poznać coraz więcej różnych poglądów o tym, kto i jak odpowiada za taki, a nie inny (a generalnie ? dosyć kiepski) obraz polskiego rynku kapitałowego. Wnioski już od kilku lat te same, co może i mogłoby kogoś dziwić w sytuacji, w której rynek właśnie zbliża się do swoich dziesiątych urodzin ? a zatem potrafimy od dość dawna spostrzegać, co mu dolega, ale nie potrafimy mu pomóc. W dodatku pojawiają się nawet zupełnie odmienne zdania na te same sprawy, a czas upływa... Tym, którzy sugerują wciągnięcie w sanację rynku polityków, nieśmiało chcę zasugerować, by sprawdzili przedtem jakieś w miarę aktualne wyniki sondaży wiarygodności (zaufania?) tejże grupy w ocenie społeczeństwa ? by nie pozbawić rynku kolejnej brygady (armii dawno już nie ma) uczestników przy realizacji tego intrygującego (jak dla mnie) pomysłu.