Minister finansów i dane makroekonomiczne wywarły największy wpływna czwartkowy kurs złotego. Największy nie oznacza jednak duży. Euro odrobiło trochę strat z ostatnich dni.
Czwartkowe notowania rozpoczęliśmy z 13% powyżej starego parytetu, a więc dokładnie z poziomu środowego zamknięcia. Dolar kosztował 3,985 zł, euro zaś 3,535 zł. Przez następne trzy godziny realna wartość polskiej waluty niewiele się zmieniała, dochodziło natomiast do zmian względem poszczególnych walut (związanych głównie z zachowaniem rynku eurodolara). Około 11.00 kursy wynosiły odpowiednio 3,996 i 3,521 i wciąż było to 13,00%. Mniej więcej wtedy na rynek dotarła wypowiedź ministra Jarosława Bauca. Złoty zaczął tracić i około 14.00 byliśmy na 12,5%. Dolara ceniono na 4,016 zł, wspólną walutę na 3,547 zł. Potem znowu przeważył popyt, inwestorzy oczekiwali bowiem dobrych danych makroekonomicznych. Kilka minut przed 16.00 (czyli bezpośrednio przed publikacją informacji o PPI i produkcji) byliśmy na 12,8%, przy kursach 3,987 i 3,549. Na tych poziomach kończyliśmy notowania.Minister finansów powiedział wczoraj, że jeżeli złoty nie osłabnie w następnych miesiącach, a PKB nie wzrośnie, to mogą być problemy z realizacją budżetu. To najważniejszy powód korekty, która jednak nie była duża. Pamiętajmy o tym, o czym pisałem już wielokrotnie: wciąż jesteśmy na bardzo wysokich poziomach i wydaje się, iż jedynym czynnikiem, który mógłby doprowadzić do silniejszego osłabienia, jest wyraźnej obniżenie stóp procentowych. Wczoraj pisałem, że jest to jednak mało prawdopodobne, dziś można stwierdzić, że prawdopodobieństwo spadło jeszcze bardziej. Dwóch członków RPP (Krzyżewski i Rosati) dało bowiem jasno do zrozumienia, że nie ma co liczyć na silne zmiany. Wszystko rozstrzygnie się w przyszły czwartek.Późnym popołudniem poznaliśmy kolejne dane makroekonomiczne. PPI okazał się niższy, niż średnia oczekiwań analityków (3,9% wobec 4,1% rok/rok), produkcja z kolei nieco wyższa (2,8% rok/rok wobec 1,6% rok/rok). Dane pokazują, że wciąż spada presja inflacyjna i jednocześnie nie widać załamania produkcji (choć nie ma też powodów do zachwytu).Stosunkowo niezła produkcja w połączeniu z niewielkim popytem wewnętrznym daje nadzieję na kolejne dobre dane o eksporcie. Można więc liczyć na optymistyczne informacje o całym rachunku obrotów bieżących (nie ma raczej zagrożenia jakiegoś silnego wzrostu importu właśnie z powodu stosunkowo niewielkiego popytu).Rano za euro płacono 0,8866 USD. Potem przeważyła podaż i kilka minut po 10.00 dotarliśmy do 0,881. Nieznaczne odreagowanie i do popołudnia było stosunkowo spokojnie. Kilkanaście minut po 14.00 wystąpił dość silny popyt. Wspólna waluta zaczęła więc zyskiwać i kwadrans przed 16.00 przebiliśmy 0,89. Kończyliśmy na 0,8895. N