Gwałtowna zmiana nastrojów na rynku, zarówno na świecie, jak i w Polsce, stawia przed nami poważne pytanie ? czy traktować to jako irracjonalny wybuch optymizmu (tak naprawdę to nie ma się z czego cieszyć), czy też nagły powrót do normalności po skrajnym wyczerpaniu i wyprzedaniu.
MARCIN SADLEJ CDM Pekao SACo pokazuje obserwacja rynku? Po pierwsze, że wzrosło, i to niemało. Po drugie, widać wyraźnie zmianę nastrojów, przede wszystkim w USA. Kursy akcji firm, ogłaszających w porównaniu z ub.r. w większości słabe wyniki, nie reagują już negatywnie ? i nie jest to kwestia wyłącznie tego, że zazwyczaj wyniki te są zgodne z prognozami analityków. Przed kwartałem mieliśmy podobną sytuację i...Co spowodowało tę zmianę nastawienia rynku? Zapewne z jednej strony duży stopień zdyskontowania negatywnej wizji przyszłości, a z drugiej ? deklaracje firm (choćby Intela), że istnieją duże szanse na stabilizację popytu na produkty technologiczne na obecnym poziomie. Widać, rynek przesadził w pesymizmie i na takie deklaracje reaguje pozytywnie.Łatwo dorobić do tego ideologię ? gwałtowny spadek popytu wynikał ze zmniejszenia inwestycji przez firmy nowej ekonomii, wszak duża część środków pozyskiwanych na rynku szła na inwestycje technologiczne ? teraz pieniędzy tych, a zatem i inwestycji brakuje. Tradycyjna zaś część gospodarki nadal odtwarza systemy informatyczne, bo jest to jeden z kluczowych elementów sukcesu tych firm. Czy ta ideologia jest prawdziwa?To, że zmiana nastawienia rynku może być tylko kwestią psychologii, widać najlepiej po obecnych komentarzach, w których nadal (i słusznie) przewija się troska i zaniepokojenie o stan gospodarki amerykańskiej za pół roku lub później. Z jednej strony gwałtowne cięcia stóp powinny dać efekt popytowy na przełomie II i IV kwartału, ale z drugiej ? bardzo trudno jest ocenić wpływ znacznej redukcji zatrudnienia. Oczywiście tradycyjna część gospodarki też odczuwa spowolnienie wzrostu, a zatem i jej inwestycje, nie tylko technologiczne, mogą maleć. Sądząc zatem z tych komentarzy, mamy krótki i gwałtowny impuls wzrostowy, który jednak może utrwalić się dopiero, kiedy zobaczymy dane świadczące o stabilizowaniu się gospodarki.Możemy kreślić całkiem pozytywny scenariusz. Proste myślenie przebiega bowiem następująco ? dopóki wszyscy ostrzegają przed recesją, dopóty rynek może rosnąć. Oczywiście, opiera się to na założeniu, że w najbliższym czasie nie będziemy mieli sygnałów potwierdzających tezę pesymistów. Modelowo koniec wzrostów nastąpi wtedy, kiedy komentatorzy zaczną odwoływać ewentualne pogłębienie spowolnienia gospodarczego.Analizując psychologię rynku łatwo zabrnąć w ślepy zaułek i prawie wszystko można nią uzasadnić. Realia są takie, że miesiąc ? dwa ostatnich spadków to za mało, moim zdaniem, aby na naszym rynku zakumulowała się duża ilość gotówki. Ewidentnie widać to na przykładzie funduszy emerytalnych. Nadzieje na wzrost można pokładać zatem przede wszystkim w powstrzymaniu podaży, głównie z zagranicy, i popycie ze strony inwestorów indywidualnych.Tę grupę, oczywiście, najtrudniej ?zmierzyć?. Prosta obserwacja wskazuje raczej na brak istotnych środków, wielu spekulantów inwestycje w kontrakty bądź przy znacznym kredycie sporo kosztowały, ale trzeba pamiętać o dwóch kwestiach. Po pierwsze, dużej rzeszy takich inwestorów nie widać, gdyż wycofali się oni z giełdy jakiś czas temu. Tym łatwiej jest teraz wrócić. Po drugie, u niektórych tak długi spadek to okres akumulacji gotówki z innych inwestycji niż czysto giełdowe, przy jednoczesnym wyzbywaniu się akcji, niezależnie od poniesionych strat. Zatem jakaś szansa na istotny popyt z tej strony jest, ale zbadać tę kwestię jest trudno ? trzeba uwierzyć lub nie.Na koniec impulsywność wzrostu. Rozumiem, że została ona zwielokrotniona decyzją Fed, ale jej skala mimo to zaskakuje. Tak samo jak skala obrotów na rynku amerykańskim. Impulsywność tę można traktować jako dobrą wróżbę, ale także można widzieć w niej rychły koniec wzrostu. Myślę, że jest ona nie do utrzymania. Nie oznacza to jednak wcale, że musi się skończyć spadkiem. Możemy równie dobrze wejść w dłuższy (1?2 miesiące) okres powolnego przekonywania się inwestorów do tego, że gorzej nie będzie.A co na to fundamenty? Niestety, patrząc realnie, nie ma się czym zachwycać. Jeśli weźmiemy pod uwagę wyniki spółek za I kwartał, zobaczymy wyraźnie tendencje recesyjne ? nie chodzi mi tu o zyski (pal sześć), ale po prostu o sprzedaż, szczególnie firm konsumpcyjnych. Z tych wyników, które oglądałem do tej pory, wynika, że większość firm wykazuje kilkuprocentowy spadek sprzedaży. Przy nadal wysokich stopach nie wróży to najlepiej. Zatem przyłączam się do chóru mówiącego, iż ? kto wie ? może najgorsze mamy jeszcze przed sobą, a już na pewno nie ma się co zachwycać ? firmami oczywiście.Czy w tym czasie rynek może dać zarobić według scenariusza ?psychologicznego? ? całkiem możliwe. Bardzo odważna to koncepcja, z tych, których bardzo nie lubię. Zakłada ona bowiem, że uczestnicy rynku to głupcy i dadzą się nabrać. Ale w końcu nie raz już dali.