Przebrzmiały już przemówienia i toasty z okazji wprowadzenia WARSETU. Pozostał jednak pewien niesmak, czy też wstydliwy problem, a to dlatego, że na ten temat nic się nie mówi. Otóż WARSET ma wiele zalet i jedną wadę. Chodzi o opcję zlecenia z minimalną wielkością wykonania. 19.03.01 r. złożyłem zlecenie kupna 1000 szt. akcji VI NFI z minimalną wielkością wykonania 200 szt. w przekonaniu, że w najgorszym przypadku ilość transakcji zostanie ograniczona do pięciu. Rzeczywistość okazała się inna. Wszystkich transakcji było dwanaście. Oto one: 500, 3, 4, 2, 103, 12, 348, 16, 7, 1, 2 i 2 szt. A jaka była prowizja? 10 zł od zakupu 1 akcji za 3 zł, 10 zł od zakupu 2 akcji za 6 zł itd. Jednym słowem, rosyjska ruletka. Strach kupować i strach sprzedawać. W związku z powyższym zadaję prowokujące pytanie. WARSET jest genialny, a ja durny, czy odwrotnie? Prowokujące, ponieważ oczekuję, że ktoś kompetentny przerwie zmowę milczenia i wypowie się w tej sprawie. Po wprowadzeniu WARSETU na wielu spółkach płynność zmalała do zera i ten proces pogłębia się, natomiast analitycy zastanawiają się, co się stało. Panowie! Nikt tego nie widzi czy nie chce zobaczyć? Przecież sprawa jest wyjątkowo prosta. Wyłożę to na przykładzie. Proszę sobie wyobrazić inwestora, który w swoim czasie otrzymał świadectwo NFI i nie sprzedał go, ponieważ tak mu doradzili fachowcy. Teraz ów inwestor posiada 15 szt. różnych akcji o łącznej wartości około 50 zł. Gdyby zechciał pozbyć się kłopotu i postanowił sprzedać, to za prowizję zapłaci 150 zł. Kłopot inwestora polega na tym, że jest dobrze poinformowany i nie godzi się na tak ewidentną stratę. Trzymanie akcji też nie jest dobrym rozwiązaniem, ponieważ za prowadzenie rachunku inwestycyjnego w biurze maklerskim też za 2?3 lata zaliczy podobną stratę, a problem pozostanie. W ten oto prosty sposób inwestor, czyli jeleń, znalazł się w sieci w majestacie prawa. Przeciętny inwestor poradzi sobie z tym problemem i dlatego nie rozwijam tego wątku. Przypomnę tylko, że przed laty było wiele artykułów o rekinach, leszczach, płotkach i planktonie. Cały łańcuch pokarmowy. Był nawet cykl artykułów pt. ?Okiem leszcza. A co teraz? O płotkach i planktonie nikt już nie pisze. Już dawno ich nie ma. Teraz na słowo giełda przeciętny zjadacz chleba puka się w czoło, a to dlatego, że WGPW kojarzy nam się tylko z rozlicznymi przekrętami. W takiej sytuacji rekiny zaczną żreć się nawzajem do czasu, aż ostatni rekin padnie z głodu. Jeżeli o to chodziło, to gratuluję. To dobrze, że pisze się o zarobkach p. Witolda Zaraski czy o tak błyskotliwych karierach jak p. Karina Wściubiak. Ale czy tylko o to chodzi. Wróćmy jednak do WARSETU. Może ja źle widzę, ale wydaje mi się, że w kraju nad Wisłą nie przyjmują się wszelkie przeszczepy, tak ze Wschodu, jak i z Zachodu. Klimat też mamy kontynentalno-morski. Gdyby u nas najtańsza akcja kosztowała 100 USD to i WARSET byłby mądrzejszy.Imię i nazwisko do wiadomości redakcji