Po mało wyrazistych sesjach z ubiegłego tygodnia wczorajsze notowania przyniosły zdecydowane rozstrzygnięcia. Ich rezultatem był ponad 3-proc. wzrost WIG20 przy obrotach przekraczających 300 mln zł. Trudno jednak znaleźć powody tak silnego i nagłego pojawienia się optymizmu na parkiecie. Można to jedynie uzasadnić nieco spóźnioną reakcją na znaczne zwyżki na amerykańskich giełdach, które do tej pory nie znajdowały przełożenia na ceny naszych akcji, bo od strony fundamentów gospodarki sytuacja ani jej perspektywy nie zmieniły się. Obecna sytuacja na naszej giełdzie przywodzi na myśl początki internetowej hossy z przełomu 1999/2000 r., która przeniosła się nasz rynek z dużym opóźnieniem.Poniedziałkowa zwyżka ma duże znaczenie dla zwolenników analizy technicznej. Diametralnie zmienia ona krótkoterminowy obraz rynku, na którym w ostatnich dniach widoczne są dość duże pieniądze. Warto przypomnieć, że również w ubiegły czwartek obroty przekroczyły 300 mln zł. Wydaje się jednak, iż tego wzrostu nie można traktować indywidualnie. Może on stanowić integralną część etapu poprawy koniunktury, zapoczątkowanego jeszcze w połowie marca br. utworzeniem rozległej konsolidacji, która stanowi solidną bazę dla zmiany trendu na wzrostowy w średnim terminie i wykonania przynajmniej ruchu korekcyjnego w ramach całej fali spadkowej z okresu marzec 2000 ? marzec 2001 r. To oznaczałoby w perspektywie dwóch?trzech miesięcy osiągnięcie przez WIG20 poziomu około 1675 pkt.
Krzysztof Stępień