Wczorajsza sesja przebiegała pod dyktando Nasdaq oraz informacji dotyczących Elektrimu. Te dwa czynniki wywindowały nasze indeksy w górę. Z punktu widzenia technicznego nadal sytuacja polskiego rynku jest niewyjaśniona. Jednak biorąc pod uwagę napływające informacje gospodarcze, najbardziej prawdopodobnym scenariuszem jest obecnie budowanie bazy pod przyszłe wybicie rynku w górę. W zasadzie jedynym powodem do przeceny naszych spółek i ustanowienia nowego dna jest znaczne i gwałtowne osłabienie polskiej waluty, noszące znamiona kryzysu walutowego. Do informacji o słabym popycie wewnętrznym i małym przewidywanym wzrostcie PKB w I i II kw. tego roku rynek już się przyzwyczaił. Powody wysokiego stopnia zaawansowania (89,7% po kwietniu) oraz zapowiedzi jego zwiększenia do około 100% w najbliższym czasie, leżą po stronie wpływów, a nie wydatków. Tym samym polityka budżetowa nie wywołuje wypływu dodatkowych pieniędzy na rynek, które mogłyby stać się powodem zwiększenia inflacji i popytu wewnętrznego, a w konsekwencji pogorszenia salda obrotów bieżących. Z kolei wysoki poziom notowań złotego i jego negatywny wpływ na wyniki polskiego eksportu są nieco przesadzone. Z badań empirycznych bowiem wynika, że wpływ na eksport jest mniejszy, niż się powszechnie uważa. Jednak ciągle otwarte pozostaje pytanie o czas i charakter odrodzenia dynamiki wzrostu gospodarczego w USA i u nas. I to właśnie zagadnienie powoduje, że polski rynek wykonuje nerwowe ruchy w górę i w dół. Taka sytuacja pewnie utrzyma się przez jakiś czas, a metody inwestowania fundamentalnego okażą się skuteczniejsze niż zasady techniczne inwestowania z trendem.