Tak, ale nieznacznie. Cały czas mamy nadzieję, że końcowy wynik sprawy BSK będzie korzystny. Ostatecznie aktywa polskiego oddziału ING zasilą bank. Ocena tej operacji zależy natomiast od ceny, po jakiej zostanie ona przeprowadzona.
Warszawska giełda, ze względu na niską płynność, nie jest atrakcyjnym rynkiem dla dużych inwestorów instytucjonalnych. Jak, w tym kontekście, ocenia Pan przyszłość GPW?
To zależy od tego, co stanie się z przedsiębiorstwami, które przeznaczone są do prywatyzacji. Jeśli Skarb Państwa w dalszym ciągu będzie sprzedawał firmy inwestorom strategicznym, to nie ma dużych nadziei dla rynku. Naszym zdaniem, SP powinien w większym stopniu sprzedawać akcje na giełdzie, inwestorom finansowym, a nie strategicznym.
Czy uważa Pan, że nasze firmy mogą przetrwać na rynku nie posiadając inwestora strategicznego?
Tak. Zawsze mogą mieć umowę o współpracy z partnerem strategicznym. Polska to duży kraj, ma zdolnych menedżerów. Moim zdaniem, jedynym powodem sprzedaży firm inwestorom strategicznym jest premia, jaką uzyskuje się przy takiej transakcji. W krótkim okresie daje to, oczywiście, wymierne korzyści. Patrząc w dłuższej perspektywie sprawa wygląda jednak zupełnie inaczej. W Polsce w dalszym ciągu istnieje jeszcze dużo przedsiębiorstw do sprywatyzowania. Wśród nich są takie, jak PKP, Poczta Polska. Rozwój rynku kapitałowego zależy więc od polityki państwa. Doprowadzenie do tego, że wszystkie duże firmy zostaną zdominowane przez międzynarodowe korporacje, też jest jakimś wyjściem. Taka polityka jest jednak zrozumiała w takich krajach, jak Węgry czy Czechy, ale nie Polska. Wasz kraj jest wystarczająco duży, by utrzymać własny przemysł.
Jak ocenia Pan perspektywy rozwoju sytuacji na GPW do końca roku?