Złoty ponownie stracił, wciąż jednak udaje mu się kończyć notowania powyżej 15% w stosunku do starego parytetu. Wspólna waluta dokonała spektakularnego skoku w okolice 0,867 USD za euro.
W piątek rano za dolara płacono 3,925 zł, za euro 3,387 zł, odpowiadało to 15,55% powyżej starego parytetu. Szybko przeważyły zlecenia sprzedaży polskiej waluty. Około godz. 12.00 USD kosztował 3,94 zł, waluta europejska 3,413 zł, i oznaczało to 15%. Potem obserwowaliśmy dwugodzinną stabilizację. Około 14.00 dolar zaczął zyskiwać, a wspólna waluta tracić. Jednocześnie zwiększył się popyt na złotego. Dotarliśmy do 15,15%, kursy wynosiły 3,948 i 3,40. Pod koniec znowu nastąpiła korekta. W efekcie kończyliśmy na 15,15%. USD ceniono na 3,95 zł, euro na 3,405 zł.Do piątkowego spadku wartości polskiej waluty przyczyniły się przede wszystkim zlecenia klientowskie. Przy płytszym niż normalnie rynku mogły one doprowadzić (i doprowadziły) do całkiem sporych zmian. Poza tym nie było wpierającej kurs aktywności banków niemieckich.W przyszłym tygodniu najważniejsze dla rynku będą informacje o inflacji i wykonaniu planu deficytu budżetowego (w kontekście oczekiwań związanych z decyzją RPP) oraz ewentualne przepływy środków, związanych przede wszystkim z rekompensatami lub z licencją UMTS.Wspólna waluta bardzo wyraźnie wzmocniła się w czwartek (kiedy polskie rynki finansowe świętowały). Dlaczego tak się stało? Po pierwsze, amerykańskie dane o cenach produkcji i liczbie nowo zarejestrowanych bezrobotnych utwierdziły inwestorów w przekonaniu, że Fed obniży o 25 pb stopy procentowe na swoim najbliższym czerwcowym posiedzeniu (wciąż nie widać bowiem silnej presji inflacyjnej). Pod drugie, szwajcarski bank centralny nie obniżył stóp procentowych, co zaowocowało spekulacjami na rynku USD/CHF i w konsekwencji wzrostem wartości franka (pojawiła się więc presja na spadek wartości dolara wobec innych walut). No i po trzecie, i jednocześnie najważniejsze: w USA pojawiły się głosy, pochodzące z kręgów wpływowych biznesmenów, że dolar jest przewartościowany, co musi negatywnie wpłynąć na amerykański eksport. W takiej sytuacji trudno się dziwić, że już w czwartek dotarliśmy na poziom powyżej 0,86 dolara za euro. W piątek zaczynaliśmy z 0,8640. Potem doszło do nieznacznej korekty i przez kilka godzin byliśmy w okolicach 0,863. Około 11.30 wystąpił jednak silny popyt (na rynek trafiła informacja, że był on związany z działalnością jednego z banków centralnych) i szybko dotarliśmy do 0,867. Po południu poznaliśmy kolejną dawkę informacji o gospodarce amerykańskiej. Najbardziej rozczarowała produkcja przemysłowa, która spadła o 0,8% (spodziewano się zmniejszenia o 0,4%, po spadku o 0,6% miesiąc wcześniej). Inflacja pokrywała się z oczekiwaniami (wzrost o 0,4%), nie najgorszy okazał się wskaźnik optymizmu Univeristy of Michigan Confidence. Rynek kończył się transakcjami na poziomie 0,862.