Indeks największych spółek znajduje się we wzrostowej korekcie dość silnej, prawie miesięcznej fali spadkowej. Jest to normalna reakcja rynku powstająca w warunkach skrajnego pesymizmu, który zanotowaliśmy po przebiciu psychologicznej bariery 1300 pkt. Inwestorzy przekonani, że niedźwiedź szykuje się do kolejnego ataku, wyprzedali akcje lub zajęli pozycje krótkie. Na to tylko czekały nieliczne byki i już podczas czwartkowych notowań przystąpiły do zmasowanej kontrofensywy. Dopiero w piątkowe przedpołudnie na poziomie 1317 pkt. niedźwiedzie zdołały odeprzeć szarżę byków, co poskutkowało pewnym ochłodzeniem nastroju, który utrzymał się już do końca sesji.W dalszej perspektywie czasowej, jeśli połączy się ze sobą szczyty z 2 lutego i 24 maja oraz dołki z 13 października, 14 marca i 4 kwietnia, to z łatwością można zauważyć tworzącą się średnioterminową formację klina, która w tym przypadku może się okazać formacją kończącą wyczerpującą bessę. Wydaje mi się, że obecny ruch wzrostowy jest tylko korektą, po zakończeniu której wystąpi jeszcze jedna, stosunkowo słaba, fala spadkowa. Warunkiem koniecznym do zaistnienia takiej sytuacji jest odbicie od dolnej linii owego klina, która obecnie jest na poziomie 1235 pkt. Pamiętajmy, że nieco tylko niżej (ok. 1195 pkt) znajduje się 50-proc. zniesienie całej hossy, rozpoczętej w 1995 r. To może być docelowy poziom, do jakiego bessa dotrze. Znaczną ostatnio poprawę można dostrzec w wyglądzie głównych oscylatorów, jednak wydaje się, że i dla ukształtowania pełnych pozytywnych dywergencji konieczny byłby jeszcze jeden spadek (RSI, DMI). Na wykresie świec tygodniowych uformował się młot, co jest optymistycznym akcentem.