Zapewne niewielu inwestorów oczekiwało na korektę wzrostową podczas wczorajszej sesji, jednak tak drastyczne przyspieszenie wyprzedaży akcji, noszące znamiona paniki, zaskoczyło niejednego obserwatora. Jeszcze po otwarciu wydawało się, że WIG20 jest w stanie przynajmniej na krótki okres obronić się przed spadkiem na poziomie 1215 pkt., jednak rozpędzonej lawiny nikt nie jest w stanie zatrzymać i po raz pierwszy od kilku lat zobaczyliśmy ten indeks poniżej 1200 pkt. Najgorsze jest to, że większość inwestorów i analityków jest przekonana, że rynek w dalszym ciągu będzie spadał. Jakkolwiek większość nie ma racji, ?łapanie dna? jest bardzo ryzykowne i tylko nieliczni wychodzą dobrze na tej strategii.Katalizatorem spadków był bez wątpienia Elektrim, którego kurs jeszcze kilka dni temu rósł niejako wbrew rynkowi i można było przypuszczać, że najgorsze spółka ma już za sobą. Jednakże chęć inwestorów finansowych do wymiany części rady nadzorczej destabilizuje i tak niejasną sytuację. Przy obecnym stanie rynku bez echa przeszła informacja o spadku cen żywności w II połowie czerwca. Podejrzewam, że jeszcze przez jakiś czas dobre informacje będą nie zauważane, a na pierwszy plan będą się wysuwać kłopoty budżetu, kampania wyborcza i niepewność co do sposobu sprzedaży akcji spółek giełdowych przez Skarb Państwa.Reasumując, bessa trwa nadal i WIG20 ma otwartą drogę do poziomu 1100?1150 pkt., przy którym dopiero istnieje szansa na zatrzymanie spadków. Nie wyklucza to, oczywiście, możliwości wystąpienia korekty wzrostowej w najbliższym czasie, i pomimo tak znacznych spadków myślę, że może ona nastąpić bardzo szybko.