Z Andrzejem Podgórskim, prezesem zarządu Domu Inwestycyjnego BRE Banku, rozmawia Adam Mielczarek
GUS opublikował niedawno dane finansowe za I kwartał, które świadczą o tym, iż brokerzy osiągają najgorsze wyniki w historii. Czy oznacza to, że mit wysokich zarobków na rynku kapitałowym już się definitywnie skończył?Słabe rezultaty to efekt kilku czynników. Przede wszystkim jest to wynik stanu rynku w ogóle. Na to nałożyły się problemy strukturalne rynku, które zła koniunktura tylko pogłębiła i uwidoczniła. Pamiętajmy, że brokerzy zajmują się zdywersyfikowaną działalnością, nie tylko brokerką, ale i obsługą emitentów czy bankowością inwestycyjną, które również odczuły pogorszenie sytuacji.Jakby tego było mało, w II kwartale, a zwłaszcza w czerwcu, obroty były tragicznie wręcz niskie.Niespełna 4 mld zł obrotu na rynku akcji w czerwcu, to faktycznie dużo mniej niż niegdyś. Co gorsza, tendencja spadkowa się utrwala, a brokerzy przecież w dużej mierze żyją z obrotów. Świadczy to przede wszystkim o tym, że sentyment inwestorów do angażowania się na giełdzie jest słaby. Równocześnie proszę zauważyć, że na rynku kontraktów terminowych na WIG20 dzieje się dużo lepiej. Problem w tym, iż brokerzy nie mogą być z tego faktu zbytnio zadowoleni. Podczas gdy na rynku akcji około 30% prowizji pobieranych przez biura maklerskie od klientów to opłaty odprowadzane dalej, to na rynku terminowym wskaźnik ten wynosi już około 50%. Podsumowując, inwestorzy indywidualni wynieśli się z rynku kasowego na bardziej dla nich opłacalny terminowy, który dla nas jest mniej rentowny.Czy nie jest to jednak idealny wręcz moment do rozreklamowania tzw. krótkiej sprzedaży, którą przecież Pańska firma jako pierwsza próbowała ?rozkręcić??Oczywiście. Śmiem nawet twierdzić, iż jest popyt na tę usługę. Problem w tym, że podaż jest mała, a trzeba przecież mieć klientów, którzy zechcą być pożyczkodawcami. Próbowałem wielokrotnie przekonać KDPW, aby stał się izbą clearingową, która da gwarancje prawne, że zwrot pożyczki nastąpi. Z tego, co wiem, Depozyt ma taki plan i niewątpliwie należy szybko go zrealizować. Wówczas podaż się znajdzie i krótka sprzedaż ruszy. Problemy leżą także w sferze legislacyjnej. Ograniczeniami są objęte fundusze emerytalne, które nie mogą pożyczać papierów wartościowych.Brak krótkiej sprzedaży to tylko niewielki fragment większego problemu, jakim jest wciąż jeszcze uboga oferta produktowa na naszym rynku. Praktycznie nie istnieje przecież publiczny rynek korporacyjnych i municypalnych papierów dłużnych czy listów zastawnych, które nierozerwalnie wiążą się z działalnością banków hipotecznych.Czy istnieje szansa, że rynek ofert publicznych chociażby zbliży się do poziomu sprzed kilku lat? Czy przygotowywane są jakieś nowe oferty?Trzeba przyznać, że kończy się rola rynku publicznego jako przygotowanej niegdyś platformy prywatyzacyjnej. W zawieszeniu są ZA Puławy i chociaż prace nad ofertą PZU idą pełną parą, to na razie na tym koniec. Naturalną rolą rynku jest możliwość zapewnienia pozyskiwania kapitału, zwłaszcza średnim i mniejszym przedsiębiorstwom. Choć oczywiście nie ma zbyt wielu chętnych do wejścia na rynek publiczny, to jednak szykuje się jeszcze parę projektów, i to zupełnie niemałych, jak np. ITI. Na osłabnięcie zainteresowania giełdą złożyło się oczywiście kilka powodów, z których najważniejszy to rzecz jasna dekoniunktura na rynku wtórnym, ale także wysokie oprocentowanie lokat i obligacji, co zmniejsza zainteresowanie akcjami.Sytuacja jest na tyle nieciekawa, że coraz więcej dużych brokerów zapowiada lub już rozpoczęło likwidowanie części POK-ów, co sprawia, iż biuro maklerskie oddala się od inwestora. Zapowiadane jest przenoszenie obsługi do banków. Czy dotknie to także DI BRE Banku?Nasza sieć nie jest aż tak rozległa (kilkanaście punktów), co wynika z odrębnej koncepcji prowadzenia biznesu. Polega to na tym, że działamy w obrębie kilku wydzielonych grup klientów. Najbardziej aktywni potrzebują dostępu do analizy technicznej, szybkości obsługi, doradztwa i dobrego serwisu, który dostają w POK-ach. Tam też mają możliwość indywidualnego działania czy też gry na kontraktach. Aktywni inwestorzy potrzebują też nowych produktów, jak np. obsługi na rynkach zagranicznych, która ? oczywiście pamiętając o minimalnej skali, z jakiej zaczynano ? rozwija się relatywnie dosyć dynamicznie. Jest także grupa klientów detalicznych, którzy coraz częściej interesują się rynkiem terminowym. Ci wszyscy klienci do sprawnej obsługi potrzebują maklera służącego fachową obsługą. Takiej pomocy inwestor może nie uzyskać w banku, zatem tam siłą rzeczy obsługa dotyczyć będzie najprostszych czynności.Można zatem śmiało powiedzieć, iż maklerska oferta bankowa chyba we wszystkich biurach będzie bierna: zbieranie zleceń w nadziei, że klient, który oczekuje czegoś więcej, uda się do POK-u. Szczegółowo na temat obsługi poprzez sieć bankową nie chciałbym jeszcze się wypowiadać, gdyż jest na to za wcześnie (pracujemy nad projektem detalicznym w ramach grupy BRE Banku), ale mogę zapewnić, że my nie będziemy likwidować POK-ów.Niedawno doszło do poważnych zmian we władzach ? Izby Domów Maklerskich. Czego Pan się spodziewa po nowym zarządzie?Problem polega przede wszystkim na tym, że w ramach IDM znajdują się podmioty mające bardzo często odmienne interesy. Tak jest w przypadku rodzimych, niewielkich domów maklerskich, polskich oddziałów wielkich zagranicznych podmiotów brokerskich czy bankowych domów maklerskich.Każda z tych grup firm brokerskich ma odmienne problemy. Bankowe domy maklerskie zmagają się z dywersyfikowaniem obsługi swojej klienteli, prywatni brokerzy walczą o przetrwanie, szukając różnych, często egzotycznych nisz rynkowych, a ?wypustki? zagranicznych banków inwestycyjnych są narażone na efekty globalnej polityki. Izba musi podporządkowywać swoje działanie wspólnym wyzwaniom, jakie stoją przed sektorem brokerskim, szerzej ? rynkiem kapitałowym oraz instytucjami infrastrukturalnymi tego rynku. A jest ich niemało.Dziękuję za rozmowę.