Jaka jest kondycja spółek na giełdach USA
Około dwóch tysięcy amerykańskich przedsiębiorstw ogłosiło w minionym tygodniu raporty o wynikach osiągniętych w II kwartale. Znakomita większość przyznała, że zyski spadają, a najbliższa przyszłość rysuje się w nie najlepszych barwach. Czyżby więc nie działała kuracja obniżania stóp procentowych podjęta przez Fed?Mija już pół roku od pierwszego obniżenia stóp procentowych przez Fed. Należałoby oczekiwać, że najbardziej agresywna seria cięć podjęta przez Bank Rezerw Federalnych zacznie przynosić widoczne efekty. Tymczasem gospodarka stymulowana strumieniami łatwiejszego pieniądza nie okazuje oznak ożywienia. Większość przedsiębiorstw ostrzega, że ich zarobki będą w III kwartale równie złe, a nawet gorsze niż w drugim. Z pewną nieśmiałością przewidują poprawę wyników dopiero w końcówce tego roku albo w bliżej nieokreślonym kwartale 2002 roku. Na porządku dnia stanęło zatem pytanie ? czy pierwsza recesja wieku informacji różni się na tyle od poprzednich, że dla jej pokonania nie wystarcza tradycyjna kuracja Banku Rezerw Federalnych?O miernym reagowaniu gospodarki na obniżanie stóp procentowych mówił sam Alan Greenspan podczas ostatniego przesłuchania w Kongresie. Szef Fed przyznał, że może okazać się konieczna kolejna, siódma już obniżka stóp. Najbardziej niepokoi Greenspana fakt, że przedsiębiorstwa nie potrafią zdyskontować optymizmu indywidualnych konsumentów, którzy spowodowali ożywienie w pewnych sektorach rynku ? np. w budownictwie mieszkaniowym oraz salonach samochodowych.Optymizm indywidualnych konsumentów może jednak szybko wyparować, jeżeli w górę nie pójdą ceny akcji, a bezrobocie wzrośnie. John W. Davidson, specjalista inwestycyjny z Circle Trust Co., zgadzając się z Greenspanem twierdzi, że aktualnie ?doświadczamy konsumenckiego ożywienia gospodarczego?.Tezę o tym, że w gospodarce nie dzieje się najlepiej, potwierdził raport Departamentu Handlu, zgodnie z którym ?w czerwcu korporacji Ameryka nie udało się zmniejszyć ilości zgromadzonych w magazynach owoców produkcji?. Smutna konieczność oczyszczania magazynów za wszelką cenę ma się nijak do początku kolejnego okresu gospodarczej hossy. Nic dziwnego, że miniony tydzień zaczął się na giełdach od spadków kursów akcji, czego nie mogły powstrzymać nawet dobre wyniki kwartalne raportowane przez kilka amerykańskich banków.W miniony wtorek lepsze, niż się spodziewano rezultaty Caterpillar spowodowały wzrost akcji tradycyjnych sektorów gospodarki. Optymizm udzielił się również nawet najbardziej stechnologizowanym sektorom NASDAQ. Jednak już po zamknięciu sesji Intel przyznał się do dużego spadku kwartalnych zarobków ? które jednak pozostały w zgodzie z najbardziej pesymistycznymi oczekiwaniami analityków. Co więcej, w raporcie zarząd firmy stwierdził, że w najbliższym czasie nie należy się spodziewać poprawy sprzedaży. Również we wtorek Apple stwierdziło, że dochody w II kwartale spadły o 70% w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku ? czemu zresztą nie należy się dziwić biorąc pod uwagę, z jakim uporem firma nie dostrzegała potrzeby montowania w komputerach z jabłuszkiem nagrywarek płyt kompaktowych.Podczas środowej sesji akcje Apple spadły o 17%, Intela o 3,4%. 9,9% straciły akcje AOL Time Warner po ostrzeżeniu, że zyski firmy w II kwartale będą niższe od planowanych. Spadki nie ograniczyły się tylko do przedsiębiorstw technologicznych, objęły również Wall Street po kiepskich wynikach raportowanych przez American Express oraz J.P. Morgan Chase.Na czwartkową sesję miały wpływ pocieszające informacje płynące z Nokii o zgodnych z oczekiwaniami zarobkach w II kwartale. Najbliższa przyszłość jest jednak niepewna. Dell Computers potwierdził, że kwartalne zarobki pozostaną w zgodzie z oczekiwaniami analityków, natomiast IBM poinformowało, że kwartalne zyski będą o 5% wyższe niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Niestety, firma do łyżki miodu dorzuciła beczkę dziegciu stwierdzając, że jej perspektywy nie rysują szachęcająco w najbliższych miesiącach
W pamięci inwestorów ubiegły tydzień zapisze się z całkiem innego powodu niż nerwowe wzloty i upadki kursów akcji. Merrill Lynch, największy dom maklerski Ameryki, zgodził się zapłacić 400 tysięcy dolarów odszkodowania Debasesowi Kanjilali, pediatrze i indywidualnemu inwestorowi z Manhattanu. Kanjilala zaufał analitykowi Merrill Lynch, Henry Blodgetowi, który zajmował się diagnozowaniem przedsiębiorstw technologicznych. Sąd zgodził się z tezą Kanjilali, że Blodget wystawił rekomendację kupuj firmie Infospace nie z powodu jej rzeczywistej wartości, ale przez wzgląd na interes własny oraz pracodawcy. W rezultacie skonfliktowanych interesów Blodgeta Kanjilala stracił dużo pieniędzy. Bezprecedensowy wyrok otworzy drzwi sal sądowych przed tłumami inwestorów, następców Kanjilali.
Jarosław Armatys (Nowy Jork)