Chiny wznowią zakupy samolotów
Rząd w Pekinie wysłał do Stanów Zjednoczonych specjalną delegację, której zadaniem jest zakup około 40 samolotów pasażerskich firmy Boeing. Według agencji Bloomberga, łączną wartość planowanych transakcji ocenia się na około 2 mld USD.Strona chińska nie kupowała przez trzy lata nowych samolotów odrzutowych o pojemności przekraczającej 100 miejsc, gdyż tamtejsze linie lotnicze miały za dużo maszyn. Gdy w tym roku zaczęto mówić o potrzebie sprowadzenia nowoczesnych samolotów o krótkim zasięgu, aby poprawić efektywność przewozów, na przeszkodzie stanął najostrzejszy od wielu lat spór z USA. Konflikt ten, wywołany zatrzymaniem amerykańskiego samolotu szpiegowskiego, zdołano załagodzić dopiero w lipcu podczas wizyty w Pekinie sekretarza stanu Colina Powella, co otworzyło drogę do ponownego ożywienia stosunków gospodarczych.W okresie słabnącej koniunktury na rynku przewozów lotniczych pokaźne potrzeby chińskich przedsiębiorstw tej branży są jednym z niewielu wyjątków. W zeszłym tygodniu szczególny niepokój wywołała informacja o przesunięciu terminów odbioru samolotów, które zamówiono u europejskiego producenta Airbus ? głównego rywala Boeinga. Jako powód podano coraz mniejszy popyt zarówno na przewozy pasażerskie, jak i towarowe.Prezes Boeinga Phil Condit wyraził niedawno nadzieję, że Chińczycy kupią 30?40 samolotów, dzięki czemu amerykański potentat osiągnie tegoroczny cel, jakim jest uzyskanie zamówień na 400 maszyn. Gotowość dokonania zakupów wyraziły czołowe chińskie przedsiębiorstwa lotnicze. Przedmiotem ich zainteresowania są przede wszystkim nieduże maszyny typu Boeing 737. Jednak w grę wchodzą też większe samoloty typu 767.Boeing oczekuje, że w ciągu najbliższych dwudziestu lat Chiny będą potrzebować 1764 samolotów odrzutowych o łącznej wartości 144 mld USD, a tamtejszy przemysł lotniczy wysunie się na drugie miejsce w skali światowej, po producentach z Ameryki Północnej. Również strona chińska twierdzi, że w przyszłości jej potrzeby w tej dziedzinie będą znacznie większe niż obecnie.
A.K., Bloomberg