Nastroje na rynku, już wcześniej nie najlepsze, ostatnio jeszcze się pogorszyły. Można tu wskazać jako przyczyny dwa główne czynniki. Pierwszym, którego wpływ objął większość giełd, jest raport Fed, którego wymowa świadczy, że problemy gospodarki USA nie należą jeszcze do historii. Nic też dziwnego, że nie spodobał się on inwestorom, a główny wiążący się z nim pozytyw to niemal pewność, że Fed w dalszym ciągu będzie kontynuować cięcia stóp. Drugim, specyficznie polskim czynnikiem, oddziałującym na inwestorów, jest zaś rozpoczęty właśnie proces ?urabiania? opinii publicznej przed ostateczną prezentacją założeń przyszłorocznego budżetu. Nieodparcie nasuwają się tu analogie do niedawnego procesu informowania o rozmiarach dziury budżetowej. Ostateczny efekt batalii ma stanowić w stosunku do czarnego scenariusza wiadomość na tyle dobrą, że głosu zatrwożonych specjalistów nie będzie słuchać uspokojona opinia publiczna. Już z krótkiej historii tej dyskusji widać, że deklarowane przez rząd 4,3% deficytu na tle zagrożenia deficytem 10-proc. wydaje się być bardzo wyważoną propozycją. Można się spodziewać, że nowy rząd, wobec kosztów obsługi i możliwości realizacji, będzie się skłaniać ku deficytowi na poziomie ok. 5%. Nie byłby to powód do zadowolenia, ale równocześnie taki poziom nie musi oznaczać, że kraj nasz będzie zaliczony do kategorii pewnych kandydatów do kryzysu. Dla rynku ważne zaś będzie, czy równoważnie budżetu będzie prowadzone tylko w obszarach działań efektywnych ? bo wtedy populistyczny (aczkolwiek ? jak pokazuje historia ? nieopłacalny) pomysł opodatkowania giełdy nie znajdzie się w gronie zmian towarzyszących budżetowi.