EFEKTownej wojny końca nie widać

Próba odebrania możliwości indywidualnego nadzoru Robertowi Orłowi, akcjonariuszowi skłóconemu z zarządem, wydaje się nowym przedmiotem sporu, jaki opozycyjna grupa mniejszościowych właścicieli poprowadzi z kierownictwem Efektu. Każda ze stron ma swoje racje i nikt nie zamierza oddawać pola.

W miniony piątek Efekt otrzymał wniosek złożony przez członka rady nadzorczej, w którym domaga się on uchylenia, ewentualnie stwierdzenia nieważności uchwały podjętej przez grupę akcjonariuszy na WZA z 28 czerwca br., dotyczącej delegowania Roberta Orła do indywidualnego nadzoru. Wraz z pozwem zostało doręczone postanowienie Sądu Okręgowego w Krakowie orzekające o zabezpieczeniu żądania, poprzez zawieszenie zaskarżonej uchwały. W praktyce oznacza to, iż R. Orzeł pozostaje w RN, ale bez możliwości indywidualnego kontrolowania działalności spółki.? Nie chcemy ujawniać nazwiska osoby, która wystąpiła z tym pozwem ? powiedziała PARKIETOWI Janina Chmielik, dyrektor biura krakowskiej spółki handlowej. Sugeruje ona jednocześnie, że taka właśnie inicjatywa jednego z członków rady nadzorczej może być związana z działaniem R. Orła na zlecenie kogoś z zewnątrz. ? Robert Orzeł nie ukrywa przecież, iż wraz z grupą wiernych mu akcjonariuszy poszukuje inwestorów dla naszej spółki ? dodaje J. Chmielik.Faktycznie, ten mniejszościowy akcjonariusz (samodzielnie nie posiada 5% głosów na WZA) nie tylko nie kryje się z planami znalezienia inwestora, ale otwarcie przyznaje, iż wraz z czternastoma innymi udziałowcami zamierza tak samo głosować podczas Walnego Zgromadzenia Akcjonariuszy, a w dalszej przyszłości odsprzedać pakiet posiadanych walorów. Ich łączna siła przebicia jest już znacznie większa, gdyż mają oni w sumie 536 tys. akcji Efektu, co stanowi 32,19% kapitału akcyjnego i uprawnia do 23,74% ogólnej liczby głosów (stan na koniec czerwca 2001 r.). ? Chcemy sprzedać akcje, ale zdajemy sobie sprawę, że do tego niezbędna jest klarowna sytuacja w spółce. W tej chwili nikt nie będzie chciał jej kupić. Nie chcę już teraz wszystkiego zdradzać, powiem jedynie, iż korporacją interesują się podmioty zagraniczne ? stwierdza w rozmowie z PARKIETEM Robert Orzeł.W jego ocenie, działania zarządu mające mu uniemożliwić indywidualny nadzór, do którego został oddelegowany, wynikają z tego, iż traktowany jest on jako konkurent. ? Ja i związani ze mną inwestorzy wyłożyliśmy sporo pieniędzy i chcemy mieć wpływ na to, co się dzieje w firmie. Po najnowszym pozwie na pewno będę się starał dochodzić swoich racji na drodze sądowej, aczkolwiek jeszcze nie zamierzam publicznie odkrywać wszystkich kart. Mam też nadzieję, że w najbliższym czasie uzyskam uzasadnienie, dlaczego odbiera mi się indywidualny nadzór, tym bardziej że praca w RN w zawieszeniu nie ma większego sensu. Już wcześniej było to znacznie utrudnione, gdyż wielokrotnie prosiłem o wgląd w dokumenty, ale mogłem je otrzymać tylko będąc w dwuosobowym zespole, nigdy indywidualnie ? powiedział R. Orzeł.O konflikcie pomiędzy mniejszościowymi i większościowymi akcjonariuszami w krakowskiej spółce pisaliśmy już wielokrotnie. Lider ?opozycji? Robert Orzeł przez kilka lat zdążył wytoczyć ponad dwadzieścia spraw. W jego opinii, klucz do rozwiązania męczącego chyba już wszystkich konfliktu leży po stronie zarządu.

Adam [email protected]