Polska w znacznie lepszej sytuacji niż Argentyna

Obecne kłopoty z założeniami do budżetunie stanowią zagrożenia dla ocenywiarygodności polskich papierów dłużnych.Agencje ratingowe mogą nie tyle zmniejszyćocenę naszego kraju, ile wstrzymać sięz jej podwyższeniem.

Michał Śliwiński

Alarmujące wieści o deficycie budżetowym w 2002 r. nie do końca oddają rzeczywistość ? uważają ekonomiści. Zdaniem części z nich, przyjęta wielkość 90 mld zł jest sumą za dużą, zaś przyszłoroczna dziura fiskalna zamknie się kwotą mniejszą niż 60 mld zł. ? Emocje związane z ostatnimi danymi, dotyczącymi ewentualnej dziury budżetowej, odłożyłbym na później ? do chwili, kiedy ustawa ta będzie głosowana w parlamencie ? uważa Marcin Mróz, ekonomista Société Générale.Nasuwa się jednak pytanie, jak na alarmowe sygnały docierające z Polski mogą zareagować agencje ratingowe. ? Zakładam, że zastosują one zasadę czekaj i obserwuj i przez najbliższych kilka miesięcy raczej na pewno nie zmienią oceny naszego kraju ? dodaje M. Mróz.Na razie Polska znajduje się dość wysoko na ?drabince? ratingowej Brady?ego, choć wyprzedza nas już kilka państw z Europy Środkowowschodniej. ? Nie sądzę, żeby w tym roku czekała nas zmiana ratingu, natomiast jeżeli deficyt budżetowy przekroczy trzydzieści kilka miliardów złotych, to w 2002 r. może się zmienić nastawienie do naszego kraju ? twierdzi Tomasz Bonecki-Duda, doradca inwestycyjny CAIB.Zdaniem niezależnego ekonomisty Krzysztofa Błędowskiego, prawdziwe kłopoty mogą się zacząć w momencie, kiedy okaże się, że deficyt przekroczy 50 mld zł. Na razie z nadwyżek ofert na papiery dłużne nominowane w złotych nie wynika, że rynek mógłby bez problemu wchłonąć dodatkowe 18?20 mld zł. Margines bezpieczeństwa jest przy obligacjach nominowanych w walutach obcych, ale nie oznacza to, że Polska ma zapewnione finansowanie bez ograniczeń.? Jesteśmy w znacznie lepszej sytuacji niż Argentyna, która ma olbrzymi dług zagraniczny, a nie ma łatwego dostępu do dewiz. Ostatnio kryzys dotknął również Ukrainę. Kraj ten nie mógł znaleźć inwestorów zainteresowanych jego obligacjami, choć oferowane oprocentowanie w dolarach i euro wynosiło 16?18% ? twierdzi Krzysztof Błędowski.

W czerwcu Argentyna została zdegradowana przez S&P i Moody?s, odpowiednio do B i B2, zaś Ukraina ma jeden z najniższych ratingów z możliwych do otrzymania.? Polska ma dość wysokie rezerwy walutowe, a wykup najbliższych obligacji denominowanych w walutach obcych rozpoczyna się dopiero w 2004 r. Wtedy kumulują się również płatności rat odsetkowych z pozostałych papierów, a dodatkowo dochodzą zobowiązania wobec Klubu Paryskiego ? dodaje K. Błędowski. Mimo tych zobowiązań, zadłużenie z tytułu obligacji w walutach obcych jest wciąż na niewysokim poziomie.? Degradacja w ocenach grozi szybciej obligacjom złotowym niż walutowym. W Polsce wzrasta skłonność do oszczędzania, banki mają nadpłynność, a fundusze emerytalne posiadają wolne środki. Potencjał do większej ilości emisji obligacji w złotych istnieje, ale deficyt powyżej 45?50 mld zł grozi zmianą nastawienia agencji ratingowych w stosunku do papierów nominowanych w krajowej walucie ? kończy Krzysztof Błędowski.Najbliższy termin wykupu obligacji nominowanych w walutach obcych to 2004 r. (300 mln USD). Następny w 2010 r. Do wykupu zostaną przedstawione papiery o wartości 600 mln euro.