Nieoczekiwane skutki argentyńskiego kryzysu
W drugi tydzień weszły negocjacje Argentyny z Międzynarodowym Funduszem Walutowym w sprawie przyznania jej nowej pomocy. Przedłużanie się tych rozmów zwiększa obawy, że inwestorzy mogą stracić cierpliwość i wiarę, iż Argentynie uda się uniknąć niewypłacalności.
A chodzi o zadłużenie sięgające 130 mld USD, którego nie da się spłacić bez radykalnego zacieśnienia polityki pieniężnej. Obserwatorzy są zgodni, że MFW ewentualną zgodę na kolejną pożyczkę rzędu 6-9 mld USD, o co od tygodnia zabiega w Waszyngtonie argentyńska delegacja kierowana przez ministra finansów, uzależni od spełnienia bardzo twardych warunków dyscyplinujących tamtejszy system finansowy.O jego fatalnym stanie świadczy również to, że w doszczętnie spłukanej prowincji Buenos Aires pracownicy już w tym tygodniu zaczną dostawać część pensji nie w peso, ale w rocznych obligacjach. Dotyczy to 150 tysięcy pracowników państwowych, którzy w peso otrzymają jedynie równowartość 740 USD, a resztę w papierach dłużnych.Władzom prowincji zabrakło pieniędzy, bo w wyniku trwającej już trzy lata recesji wciąż spadają wpływy z podatków, a banki nie chcą już udzielać kredytów. Zadłużenie władz terenowych sięga 25 mld USD, a niewypłacalność tak dużej prowincji jak Buenos Aires zwiększa obawy, że rząd federalny zechce tam interweniować, a to oznaczałoby dalsze ryzyko dla jego i tak rozchwianych finansów.Inwestorzy świeżo jeszcze mają w pamięci podobny przypadek w Brazylii, który przyspieszył przed trzema laty kryzys finansowy w tym kraju, zakończony dewaluacją waluty w styczniu 1999 r.Drukowanie nowych pseudopieniędzy rodzi też pytanie o przyszłość argentyńskiego systemu wymienialności waluty. Obowiązuje on od 10 lat i ściśle wiąże peso z amerykańskim dolarem. Polega to na tym, że każde peso w obiegu musi mieć pokrycie w rezerwach dolarowych.Taki system miał zmusić rząd do wprowadzenia dyscypliny pieniężnej. Ale boom zagranicznych inwestycji w latach 90. pozwalał kolejnym rządom na finansowanie luk budżetowych emitowaniem obligacji na międzynarodowy rynek, co skończyło się tym, że argentyńskie papiery dłużne stanowią prawie jedną czwartą wszystkich obligacji z emerging markets.Nową walutę będą akceptowały władze prowincji i federalne przy pobieraniu opłat podatkowych. Zgodziły się przyjmować ją również dwie firmy dostarczające wodę i należące do zagranicznych właścicieli spółki telefoniczne ? Telefynica i Telecom Argentina. Dużym zaskoczeniem była decyzja McDonald's, który za jedną obligację będzie w swoich barach sprzedawał nowy zestaw o nazwie Patacombo ? a więc dwa cheesburgery, frytki i napój.Dzięki temu ekonomiści mają szansę obliczyć, ile rzeczywiście warta jest ta nowa waluta z prowincji Buenos Aires. Ze względu bowiem na powszechną obecność na całym świecie, Big Mac od dawna jest miernikiem siły nabywczej poszczególnych walut. Ekonomiści z Merrill Lynch obliczyli już zatem, że prawdziwa wartość obligacji w Buenos Aires, przynajmniej w barach McDonald's, wynosi 67 do 78 centów. A to, że nauczyciele, urzędnicy i policjanci z Buenos Aires wydają się skazani na dietę McDonald's, jest jednym z najdziwniejszych skutków argentyńskiego kryzysu.
J.B., ?Financial Times?, Bloomberg