Złotemu udało się w środę umocnić, i to mimo że nowa ministerfinansów zapowiedziała mniejsze dochody w 2001 r. w stosunku do tych,które zapisane są w nowelizacji budżetu. Wspólna waluta osłabiła się.Przyczyniły się do tego lepsze od oczekiwań dane o amerykańskim PKB.

Rano za dolara płacono 4,233 zł, za euro 3,87 zł, odpowiadało to poziomowi 6,1% powyżej starego parytetu. Dość szybko wystąpił wyraźny popyt, już po pół godziny dotarliśmy do 6,55%. Zarówno USD, jak i wspólna waluta potaniały o dwa grosze. Potem przeważyła z kolei podaż. Złoty osłabiał się więc, ale bardzo powoli. Około 15.30 kursy wynosiły odpowiednio 4,242 zł i 3,86 zł. Kończyliśmy trochę wyżej, czyli na 6,25%, za USD płacono 4,235 zł, za euro 3,855 zł, było to 6,2%.Mimo dymisji Jarosława Bauca, złoty zdołał się w środę wzmocnić. Osoba nowego szefa resortu jest dobrze postrzegana: Halina Wasilewska-Trenkner od dawna pracuje w ministerstwie, ma bardzo dobrą opinię, no i, co chyba najważniejsze, w ostatnich sześciu latach odpowiadała za konstruowanie budżetu. W dodatku rząd potwierdził, że deficyt w 2002 r. nie przekroczy 40 mld zł. Poza tym, o czym już pisałem, najważniejsze jest i tak to, co zrobi nowy rząd i nowy parlament.Z informacji, które podała minister Wasilewska-Trenkner, wynika, że według niej dochody budżetu państwa w 2001 roku będą wynosiły około 147 mld zł lub nawet mniej. W zmienionym budżecie widnieje kwota 152 mld zł. Czy to oznacza, że czeka nas kolejna nowelizacja pod koniec roku? A więc jeszcze większa emisja papierów skarbowych? Informacja doprowadziła do korekty na rynku papierów, jednak pod koniec notowań powrócił optymizm.Polskiej walucie mogły także pomóc spekulacje dotyczące lipcowego rachunku obrotów bieżących. Analitycy spodziewają się bowiem niezłych danych, głównie za sprawą wyników eksportu.W pierwszych transakcjach za wspólną walutę płacono 0,9138 USD. Potem zaobserwowaliśmy trend spadkowy. Przed publikacją danych o amerykańskim PKB (14.30) byliśmy na 0,912. Po danych przebiliśmy 0,91, docierając do 0,9091. Kończyliśmy na 0,9107.Opublikowane w czwartek zaktualizowane dane o amerykańskim PKB w II kwartale wniosły trochę optymizmu, choć z pewnością daleko nam jeszcze do wyraźnej poprawy klimatu. Ale po wczorajszym słabiutkim Consumer Confidence (który spowodował znaczny spadek na giełdach w USA) jest to jakiś punkt zaczepienia. Wskaźnik wzrósł o 0,2% (szacunki wskazywały na 0,7%). Średnia prognoz mówiła o stabilizacji, ale część analityków spodziewała się nawet spadku. Nie zmienia to faktu, że niektórzy ekonomiści mówią już o recesji, chociaż zgodnie z teorią jeszcze jej nie obserwujemy. Pamiętajmy, że 0,2-proc. wzrost to najgorszy wynik od ośmiu lat.