Plan ratunkowy nie w tym roku

Analitycy przewidują, że plan ratunkowy dla finansów publicznych, zaproponowany przez eksministra finansów Jarosława Bauca, nie zostanie przyjęty w całości. Specjaliści z BRE sądzą, że nowy rząd przedstawi kilkuletni plan naprawy sytuacji budżetu. Według ekonomistów z CASE, należy się raczej spodziewać ?łatania budżetu?. Obie grupy analityków spodziewają się jednak serii obniżek stóp procentowych.

Janusz Jankowiak, główny ekonomista BRE, uważa, iż niewielki wpływ na rynek kłopotów budżetowych oraz zmiany na stanowisku ministra finansów, wynikają z faktu, że inwestorzy bardziej zainteresowani są już tym, co zrobi nowy rząd. Propozycje, które przedstawi obecna Rada Ministrów i tak bowiem ulegną zmianie. ? Jednak będziemy się uważnie przyglądać projektowi budżetu, który przedstawi Sejmowi obecny rząd ? powiedział. ? W projekcie J. Bauca większą wagę przywiązywano do oszczędności, które miały sięgnąć 30 mld zł, niż do zwiększenia dochodów, a więc wzrostu fiskalizmu państwa, co miało dać ok. 25 mld zł. Można sobie wyobrazić, że nowa minister większy nacisk położy na wzrost fiskalizmu niż na spadek wydatków. Według ekonomistów BRE, nie ma co liczyć na przyjęcie i wdrożenie planu ratunkowego, przedstawionego przez J. Bauca, w całości w jednym roku. Bardziej prawdopodobny jest scenariusz, w którym nowy rząd przyjmie program sanacji finansów publicznych rozłożony na kilka lat. Pozwoli to zmniejszyć dolegliwości społeczne, związane z odejściem od trybu indeksacji świadczeń i płac, które powodują wzrost wydatków państwa niezależnie od wielkości uzyskiwanych przez nie dochodów. Jednak odejście od mechanizmu indeksacji uchroni budżet przed kłopotami w dłuższym okresie.Ekonomiści Centrum Analiz Społeczno-Ekonomicznych (CASE), którzy, niezależnie od specjalistów z BRE, przedstawili swoje prognozy, nie mają wątpliwości ? nowy rząd nie zaproponuje planu naprawy finansów publicznych. ? Będzie łatanie budżetu, jednak w stopniu większym niż do tej pory, bo dojdzie przy nim do ograniczeń części wydatków, uważanych za sztywne, a związanych ze świadczeniami społecznymi ? powiedział Artur Radzwiłł, analityk CASE. ? Jednak będą to te wydatki, których redukcja jest najłatwiejsza. Przede wszystkim jednak nowy projekt będzie szedł w kierunku zwiększenia dochodów. Znikną więc ulgi, wzrosną stawki VAT i akcyzy, poza tym będzie kontynuowane ?zamiatanie śmieci pod dywan?, czyli państwo nie będzie regulowało zaległości wobec m.in. OFE czy kas chorych, które są szacowane na 8 mld zł.O tym, że wzrost fiskalizmu jest coraz bardziej realny, świadczy stanowisko Jerzego Kropiwnickiego, czyli ministra obecnego rządu. Zapowiedział on, iż zaproponuje rządowi zamrożenie progów podatkowych. ? Na pewniaka przyjmuję, że budżet zyska na tym 2 mld zł ? powiedział.Obie grupy ekonomistów, i z BRE, i z CASE, spodziewają się serii obniżek stóp procentowych, jednak każda opiera swoje prognozy na innych założeniach. ? Teraz jest łatwiej niż przed miesiącem prognozować politykę monetarną, gdyż ostatnia obniżka stóp świadczy o tym, że RPP zaczęła przykładać większą wagę do wzrostu gospodarczego i bezrobocia niż do tej pory ? powiedział J. Jankowiak. ? Sądzimy, że przy założeniu jakiejś formy sanacji finansów publicznych w ciągu 6?9 miesięcy stopy spadną o co najmniej 400 pkt., co oznacza, iż w maju przyszłego roku realnie będą one wynosić 4?5%.Tę tezę częściowo potwierdził Dariusz Rosati, członek RPP. ? Rada czeka na decyzje rządu, które, jak mniemam, doprowadzą do uzdrowienia finansów publicznych ? powiedział w wywiadzie radiowym. ? Gdyby takie decyzje zostały podjęte w postaci wiarygodnego programu reform systemowych i ograniczenia wydatków na przyszły rok, RPP oczywiście będzie przygotowana do dostosowania w odpowiedni sposób polityki pieniężnej.Ekonomiści BRE prognozują, że jeszcze w tym roku dojdzie do obniżki stóp o 100?150 pkt. Według nich jednak, poluzowanie polityki pieniężnej będzie oznaczać wejście na drogę niezrównoważoneozwoju, co zaowocuje wzrostem deficytu na rachunku obrotów bieżących oraz inflacji. Ta ostatnia się ustabilizuje na poziomie 7?8% średniorocznie, co uniemożliwi osiągnięcie przyszłorocznego celu inflacyjnego (5% plus/minus 1 pkt. proc.) oraz celu średniookresowego (spadek inflacji poniżej 4% w 2003 r.).Bardziej optymistyczni są ekonomiści z CASE. ? Przy niskiej inflacji nie ma powodu, aby RPP nie obniżała stóp procentowych, choć nie wiadomo, w jakim tempie ? powiedział Andrzej Bratkowski, ekonomista CASE, który ? wg nieoficjalnych informacji ? ma zostać wiceprezesem NBP.Jest on jednak przeciwnikiem skokowych obniżek o 400?500 pkt. bazowych, sugerowanych przez m.in. doradcę ekonomicznego prezydenta, Marka Belkę, który z kolei jest typowany na ministra finansów w nowym rządzie. Zdaniem A. Bratkowskiego, drastyczna obniżka doprowadziłaby do wzrostu inflacji i ucieczki kapitału zagranicznego, który obawiałby się wzrostu stóp, a to uniemożliwiłoby sfinansowanie deficytu budżetowego. Uważa on, że w tym roku jest szansa na obniżkę stóp maksymalnie o 200 pkt. bazowych, pod warunkiem, że nie będzie widać odbicia inflacji. W przyszłym roku redukcje mogłyby sięgnąć od 200 do 400 pkt. bazowych, w zależności od tego, czy byłoby widoczne ożywienie, czy też gospodarka nadal pozostawałaby w stagnacji. CASE prognozuje jednak, iż już w tym roku, po słabym II kwartale, sytuacja będzie nieco lepsza, a w IV kwartale będzie widać wyraźne ożywienie. Jego ekonomiści przyznali jednak, iż oczekiwali wcześniej tej poprawy, w związku z tym obniżyli tegoroczną prognozę wzrostu PKB z 2,9%, do 2,4%.

Marek Siudaj, PAP