System finansowy USA funkcjonuje dość sprawnie

Ostatnie wydarzenia w USA zwiększają prawdopodobieństwo ósmego w tym roku cięcia stóp procentowych, gdyż przyczyniłoby się ono do wzrostu zaufania amerykańskich konsumentów.

Do redukcji stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych może dojść jeszcze przed kolejnym posiedzeniem Federalnego Komitetu Otwartego Rynku (FOMC), zaplanowanym na 2 października.Notowane w Singapurze kontrakty eurodolarowe wskazują na możliwość redukcji jednodniowych stóp procentowych, wynoszących 3,5%. Do czwartku singapurskie kontrakty wygasające 17 września, które od wtorku spadły do 3,08%, były jedyną wskazówką pozwalającą zorientować się w oczekiwaniach inwestorów.Przeciwnicy ?opcji redukcyjnej? podkreślają, że obecny kryzys nie zaczął się od systemu finansowego, dlatego Fed będzie koncentrował się na podtrzymywaniu płynności w sektorze bankowym, mniejszą wagę przykładając do obniżenia ceny tej płynności.W środę banki centralne USA, Japonii i Europy Zachodniej zasiliły systemy bankowe kwotą 120 mld USD. Udział Fed wyniósł 38,25 mld USD, dziesięciokrotnie więcej niż zwykle.Obieg pieniądza w USA, zważywszy skalę zniszczeń w infrastrukturze finansowej Nowego Jorku, odbywa się w miarę normalnie. W środę nie zanotowano przypadków braku gotówki, funkcjonowały automatyczne systemy rozliczeń. Mimo wcześniejszych obaw, korporacje ? poza nielicznymi wyjątkami ? nie miały problemów z dostępem do funduszy na pokrycie krótkoterminowych potrzeb finansowych. Pewne problemy z płynnością zasygnalizował akcjonariuszom Mark Ernst, szef H&R Block. Wynikały one z faktu, że Bank of New York, główny kredytodawca firmy, był zamknięty.Banki amerykańskie zaangażowane w transkacje na rynkach walutowych nie operują z Nowego Jorku. Citigroup, największy trader walutowy, handluje z Londynu i placówek azjatyckich. Deutsche Bank, nr 2 na tym rynku, wybrał Londyn, ale jego obroty stanowią zaledwie 5% normalnego poziomu wynoszącego 100 mld USD. Bank of America transkacje walutami przeniósł z Nowego Jorku do Chicago, Los Angeles i Charlotte.

W.Z. Bloomberg, Reuters