Jednym z efektów ubiegłotygodniowego ataku terrorystycznego na bezbronną ludność Nowego Jorku było zamieszanie na rynkach finansowych na całym świecie. Obecnie sytuacja wydaje się daleko bardziej spokojna niż we wtorek czy środę.Wyprzedaż aktywów amerykańskich doprowadziła do osłabienia dolara wobec innych głównych walut ? w tym wobec euro i jena. Euro pod koniec dnia kosztowało 0,9274 dolara i było na poziomie z wiosny tego roku. Waluta europejska umacnia się zresztą od końca lipca, kiedy zanotowała kurs 0,8378 dolara. W podobnym trendzie znajduje się jen japoński. Od początku 2001 roku zyskuje na wartości. Wczoraj w połowie sesji za dolara amerykańskiego trzeba było płacić 117,24 jena (tegoroczne maksimum to 126,75 jena za USD). Tego się można było spodziewać. Obawy inwestorów spowodowały ucieczkę do bardziej bezpiecznych walut. Tradycyjnie za taką uznawano franka szwajcarskiego, który w ostatnim czasie zyskał najwięcej spośród najważniejszych walut.Słaby dolar nie jest w niczyim interesie. Gospodarka amerykańska jest największym importerem dóbr konsumpcyjnych na świecie. Teraz przyjdzie płacić przeciętnemu konsumentowi więcej za dobra importowane, co może osłabić zapał do zakupów. A przecież popyt konsumpcyjny powodował w ostatnich kwartałach, że PKB piął się symbolicznie, ale jednak do góry. Podrożenie importu dotyka również interesów gospodarek eksportujących, do których należą Euroland i Azja. Regiony te wysyłają niepokojące sygnały, od jednoznacznych przejawów recesji w Japonii do stanu przedrecesyjnego w Niemczech czy Włoszech. Spadek eksportu pogłębiłby tylko te niekorzystne tendencje.W poniedziałek na godzinę przed inaugurującym obrót dzwonkiem na NYSE Fed poza regularnym posiedzeniem dokonał 50-pkt. obniżki oprocentowania funduszy federalnych. Wielu obserwatorów rynku oczekiwało takiego zachowania, jednak skala redukcji może symbolizować dylemat: ?wóz albo przewóz?. Niewątpliwie ostatnie rozczarowujące dane wskaźnika nastroju Uniwersytetu z Michigan (nie obejmujące jeszcze opinii konsumentów po ataku lotniczym) były jednym z czynników, który przyspieszył takie posunięcie. Można się spodziewać, że nastroje społeczeństwa po 11 września jeszcze osłabły. Ósma obniżka stóp ma za zadanie pobudzić nie tylko popyt konsumpcyjny, ale także inwestycyjny. Cóż, na razie trzeba założyć, że tak będzie.Poniedziałkowa decyzja Fed, jakkolwiek pożądana ze względu na aktywizację popytu, wydaje się zagraniem nieco ryzykownym. Dysparytet stóp procentowych pomiędzy Eurolandem a Stanami Zjednoczonymi staje się jeszcze bardziej widoczny, grożąc, że inwestorzy dokonają rebalancingu pozycji w swoich portfelach na rzecz Starego Kontynentu. Taki odpływ kapitału mógłby utrudnić Ameryce wchodzenie na ścieżkę wzrostu gospodarczego do czasu, zanim sytuacja się ustabilizuje i inwestorzy ponownie powrócą za ocean. Słaby dolar dodatkowo negatywnie wpływa na atrakcyjność amerykańskich rynków finansowych.Na koniec sierpnia br. Fed dysponował rezerwami w obligacjach rządowych w wysokości prawie 600 mld USD. Około 35% z tej kwoty znajdowało się w rękach inwestorów zagranicznych (18% kwoty to dług wobec banków komercyjnych). Nie jest to tak dużo, aby w razie nagłego odpływu kapitału dalej pogrążyło amerykańską walutę. Tym bardziej że wspólna akcja Białego Domu, Kapitolu i Fed stwarza spore pole do interwencji.Z punktu widzenia analizy technicznej euro znajduje się o krok od poważnego oporu w strefie 0,93?0,94 dolara. Pokonanie tej bariery umożliwi kursowi dalszy marsz w górę. Jeszcze większy potencjał wzrostowy ma japońska waluta, dla której wsparciem jest poziom 115 jenów za dolara.
Marcin T. Kuchciak