Jednoznaczne wnioski analizy technicznej? to jeszcze nie koniec spadków
Po czterosesyjnej przerwie Średnia Przemysłowa zanotowała w poniedziałeknajwiększy spadek w historii amerykańskiego rynku akcji (liczony w punktach)i drugi (w procentach) po Czarnym Poniedziałku (19 X 1987 r.). To nie koniecrekordów, gdyż na parkiecie spółek tzw. starej ekonomii zmieniło właścicielanajwięcej akcji w historii (ponad 2,3 mld sztuk).
O rozmiarach podaży najlepiej świadczy liczba spółek, których akcje spadły w stosunku do tych, których ceny wzrosły. Na 2820 akcji zniżkujących na NYSE tylko 459 zwyżkowało. Podobnie wyglądała ta proporcja na Nasdaq (3173 spadek; 804 wzrost).Jak można się było spodziewać, najbardziej ucierpiały akcje przemysłu lotniczego, rozrywkowego i ubezpieczeniowego (Boeing, United Technologies, Walt Disney, AIG), a z kolei beneficjentami okazały się walory sektora FMCG (dóbr szybko zbywalnych), farmaceutycznego oraz obronnego (Philip Morris, Procter&Gamble, Merck, Johnson&Johnson, Coca-Cola, Raytheon, Northrop Grumman).Z punktu widzenia analizy technicznej sytuacja jest dość jednoznaczna. To jeszcze nie koniec spadków. Do trwających od wielu miesięcy w trendach spadkowych Nasdaq Composite i S&P 500 dołączyła Średnia Przemysłowa. Najbliższe wsparcia tych indeksów znajdują się o około 10% poniżej obecnych wartości. Oznacza to, że wskaźniki te będą zmierzać do jesiennych minimów z 1998 roku. Najbardziej niepokojąca nie jest jednak oczekiwana skala dalszej przeceny, lecz fakt, że wykresy indeksów znajdują się w bessie, co nie zapowiada rychłej poprawy koniunktury na rynku akcji.Z punktu widzenia makro i fundamentów trudno znaleźć eksperta, który podjąłby się diagnozy obecnej sytuacji, mimo że obecne problemy Ameryki wyglądają podobnie do tych z przełomu 1990 i 1991 roku. Agresja iracka na Kuwejt latem 1990 roku doprowadziła do eskalacji niepokojów na skalę międzynarodową, a zwyżka cen ropy naftowej podważyła istotnie zdolności wzrostowe wszystkich gospodarek na świecie, co zakończyło się krótkotrwałą recesją.
Kryzys nowojorski nie wywołał do tej pory szoku porównywalnego z tym, który obserwowaliśmy na początku poprzedniej dekady. Bez wątpienia jest on jednak zdolny do tego, aby wywołać poważne perturbacje w gospodarce amerykańskiej, a w końcu ? światowej. Historycznie rzecz ujmując, po każdym z poważniejszych kryzysów politycznych po początkowych spadkach indeksy co najmniej odrabiały straty. Tyle tylko, że były to okresy, kiedy gospodarka amerykańska rozkwitała, a kryzysy w większości przypadków nie miały charakteru tak globalnego i nie wiązały się z olbrzymimi stratami w ludności. Ostatni raz taki cios na skutek jednego wydarzenia Ameryka poniosła w czasie wojny Północ?Południe w 1862 roku, kiedy zginęło w bratobójczej bitwie pod Antietam 23 tysiące ludzi.W sumie, obecna sytuacja jest niezwykle złożona, i w razie wybuchu konfliktu zbrojnego na szerszą skalę i nieuchronnej inflacjogennej zwyżki cen ropy naftowej oraz spadku nastrojów konsumentów, recesja ogólnoświatowa gotowa.
Wojciech Białek? analityk TFI SEBNie podejmuję się oceny perspektyw amerykańskich indeksów rynków akcji. Historia uczy, że konflikty zbrojne zazwyczaj stanowią pożywkę dla wzrostów, pod warunkiem jednak, że wroga łatwo zidentyfikować, a konflikt wieńczy zwycięstwo.Teraz sprawa nie jest taka prosta. Nie wiemy, w którym kierunku rozwinie się kryzys nowojorski. Na wszystkich indeksach widać 3?4-letnie struktury wierzchołkowe, które oznaczają, że podaż dominuje na giełdach. Trwały spadek nastroju konsumentów będzie prowadzić do utrwalenia się tendencji recesyjnych.Adam Ruciński? zarządzający funduszami TFI PZUTragedia nowojorska jest kroplą, która przepełniła i tak pesymistyczne nastroje inwestorów. Od wielu miesięcy mamy trend spadkowy, a poniedziałkowa wyprzedaż tylko go przyspiesza. Trzymajmy się zatem trendu, który wciąż trwa. Dekoniunktura w Ameryce jest następstwem pogorszenia otoczenia makroekonomicznego.Ostatnia, zsynana akcja obniżek stóp procentowych przez największe banki na świecie ujawnia wprawdzie determinację władz, jednak w moim odczuciu jest niewystarczająca, aby pobudzić gospodarki, znajdujące się w cyklu schyłkowym koniunktury. Sądzę ponadto, że powszechnie oczekiwane ożywienie koniunktury na przełomie III i IV kwartału 2001 r. stoi pod znakiem zapytania. Jego brak spowoduje dalszą weryfikację założeń zysków na rok następny i podważy nastroje społeczeństwa.