Szkoły wyższe na parkiet, czyli szansa dla uczelni i dla giełdy
...SGH + 4%, UNJ +3%, UNW +3%, SGW +4%, AON +5%... Czy tak mogłaby kiedyś wyglądać tabela notowań nowego sektora ?nauka? na warszawskim parkiecie? (wymyślone symbole ? skróty nazw uczelni do WARSETU rozszyfrujcie Państwo sami). Moim zdaniem ? TAK i warto by nad tym popracować.
Pieniądze potrzebne na rozwój najlepszych polskich uczelni wyższych można pozyskiwać na rynku kapitałowym. Ta śmiała myśl przyszła mi do głowy wraz z początkiem nowego roku akademickiego i kolejnej, okolicznościowej tury dyskusji i biadolenia nad kondycją szkolnictwa wyższego.Liczone w setkach milionów przychody niektórych uczelni i wypracowywany przez nie nawet i kilkudziesięciomilionowy czysty zysk, przyzwoita rentowność, uznany ?brand?, logiczny popyt na usługi edukacyjne ? to wszystko wydaje się dość ciekawą zachętą dla inwestorów. A tym samym dla emitentów.Na samej giełdzie pomysł notowania uczelni wielkiego entuzjazmu chyba jednak nie wywołuje. Słyszę, co prawda, zapewnienie, że uczelnia ? tak jak inne firmy ? po spełnieniu odpowiednich warunków może liczyć na notowanie, ale jak się dowiaduję, nie planowano pozyskania tego typu emitentów. Jak mi zresztą grzecznie przypomniano, szkoły wyższe na świecie nie występują zbyt często w roli spółek publicznych.Powodzenie takiego projektu nie jest, oczywiście, pewne. Ale, jak doskonale wiemy, takich pewników w biznesie nie było, nie ma i nie będzie (ostra bessa na rynku opium i innych narkotyków na rynku pakistańskim pokazuje to najlepiej...).Na pewno nie chodzi o to, by pozwalać na publiczne promowanie cwaniaków, szafujących obco brzmiącymi nazwami i obiecujących naukę szybką, łatwą i przyjemną. W pierwszej fali środki na inwestycje (rozbudowę campusów, nowe sale wykładowe, sprzęt, może także zatrudnianie wybitnych wykładowców przyciągających kolejnych studentów itp.) mogłyby pozyskać zapewne uczelnie o ustalonej renomie.Emisja akcji byłaby najbardziej spektakularną formą pozyskiwania kapitału. Ale ? z uwagi na strukturę właścicielską uczelni ? prostszym sposobem wejścia na rynek kapitałowy byłyby emisje obligacji. Być może, emisje takie mogłyby zostać połączone z programem lojalnościowym, np. dla absolwentów uczelni lub dla rodziców, którzy chcieliby uzyskać jakieś zniżki w opłatach dla swoich dzieci.Już słyszę, jak prezentowana powyżej koncepcja jest mieszana z błotem. Bo przecież oznacza pewnie ?niebezpieczną? komercjalizację szkolnictwa wyższego. Bo kompletnie nie przystaje do uświęconej tradycji finansowania uczelni. Bo być może stawia pod znakiem zapytania dotychczasowe formy finansowania. Być może...Ale połączenie nowych pomysłów dla rynku z potrzebami jego potencjalnych klientów to chyba właśnie to, co się powinno robić. Sama ewentualna poprawa sytuacji gospodarczej (oby nastąpiła...) problemu nie rozwiąże. Infrastrukturę rynku i sam rynek trzeba odświeżyć. A stworzenie wygodnej ścieżki do zapewnienia finansowania projektów edukacyjnych to tylko jedna z koncepcji, którą można by zastosować.
Łukasz Kwiecień[email protected]