Tylko sześć z 72 towarzystw posiadających zezwolenie na prowadzenie działalności ubezpieczeniowej w Polsce może wykazać się całkowicie polskim kapitałem. Nie ma zatem wątpliwości, że krajowi inwestorzy nie są zainteresowani prowadzeniem biznesu ubezpieczeniowego. Podstawowymi barierami są brak odpowiednich kapitałów oraz stosunkowo długi okres potrzebny na osiągnięcie zysku.
Według danych Państwowego Urzędu Nadzoru Ubezpieczeń, wartość inwestycji zagranicznych w polski sektor ubezpieczeniowy wynosi obecnie 2,13 mld zł, co odpowiada aż 64,05% kapitałów podstawowych działających u nas firm. Inwestorzy zagraniczni są obecni w 52 firmach ubezpieczeniowych, przy czym w 45 towarzystwach ich udział jest przeważający. Jeżeli w naszych statystykach uwzględnimy oddziały główne dwóch francuskich zakładów ubezpieczeń: Cardif Assurances Risques Divers i Prevoir-Vie Groupe Prevoir oraz wydane na początku sierpnia dwa zezwolenia dla niemieckiego koncernu Signal Iduna, to liczba zakładów z przeważającym udziałem kapitału zagranicznego wzrośnie do 56.Z raportu PUNU wynika, że tylko 16 firm legitymuje się polskim pochodzeniem kapitału. Liczba ta nie oddaje jednak w pełni rzeczywistości. Należy zauważyć, że w przypadku tzw. polskich zakładów ubezpieczeń na życie, ich inwestorami są najczęściej firmy-matki bądź spółki handlowe prawa polskiego, które są z kolei kontrolowane przez kapitał zagraniczny. Tak naprawdę, spośród 8 zakwalifikowanych przez PUNU do tej kategorii, prawdziwie polskim rodowodem legitymuje się dziś jedynie TUW Rejent Life. Podobną sytuację mamy w sektorze ubezpieczeń na życie. Tu także analitycy PUNU sklasyfikowali 8 firm jako posiadające całkowicie polski kapitał. Byłoby tak w istocie, gdyby uznać, że na przykład STU Ergo Hestia, będąca właścicielem 100% akcji TU PBK, była całkowicie wolna od wpływów niemieckiej grupy Munich Re/Ergo, która ma 99,4% akcji sopockiego ubezpieczyciela. Albo że poważne kłopoty finansowe, jakie przeżywa obecnie TU Daewoo, nie mają nic wspólnego z zapaścią finansową, w której pogrążył się koreański producent samochodów Daewoo Motor Corp. Podsumowując, za całkowicie polskie można z całą pewnością uznać jedynie 6 z 72 posiadających obecnie zezwolenie ministra finansów na prowadzenie działalności ubezpieczeniowej (oprócz TUW Rejent są to: Korporacja Ubezpieczeń Kredytów Eksportowych, Polskie Towarzystwo Reasekuracyjne, TU PZMot oraz tuwy: Cuprum, SKOK).Wśród inwestorów zagranicznych niewątpliwie prym wiodą nasi zachodni sąsiedzi. Niemieckie towarzystwa ubezpieczeniowe zaangażowały się pośrednio lub bezpośrednio w 20 projektów. Trzeba przyznać, że jest to liczba imponująca. Należy jednak zaznaczyć, że nie dla wszystkich z nich wejście na polski rynek będzie się kojarzyć z sukcesem. Spektakularna porażka solidnej i dużej firmy, takiej jak Hamburg-Mannheimer, który tak wiele sobie obiecywał po Compensie, może ostudzić zapał niemieckich inwestorów. Dalej stopień zaangażowania jest bardziej wyrównany (średnio około 5 firm na jeden kraj). Oczywiście, większość z nich legitymuje się europejskim rodowodem. Ostatnio zwiększone zainteresowanie naszym rynkiem widać w Austrii. Uniqa i Wiener Staedtische przypuściły szturm na polski rynek. Pierwsza z nich sfinalizowała ostatnio zakup akcji podupadającej Polonii i spółki zależnej Polonii Życie. O Uniqa mówi się także, że planuje przejęcie TU Daewoo. Jeśli tak się stanie, to austriacki inwestor szybkim ruchem przejmie ponad 4% polskiego rynku ubezpieczeń majątkowych. Pola swemu konkurentowi nie ustępuje Wiener Staedtiche, który od dawna deklarował, że nie satysfakcjonuje go obecny stan posiadania. Inwestor bezskutecznie próbował kupić TU PBK i przejąć portfel ubezpieczeniowy majątkowego Winterthura. Teraz jednak odkupił akcje TU Compensa i razem z niemieckim partnerem HUK Coburg chce ostro wejść na rynek ubezpieczeń komunikacyjnych, co szybko może wynieść firmę do czołówki majątkowych towarzystw. Dużą aktywnością wykazują się również inwestorzy skandynawscy, którzy zaangażowani są łącznie w 10 projektów. Wprawdzie bardzo ekspansywne w ubiegłym roku Sampo nieco spuściło z tonu, ale za to szturm na polski rynek przypuścił skandynawski koncern bankowo-ubezpieczeniowy Nordea.Na pewno znajdą się osoby, które będą złorzeczyć, że polski rynek został zdominowany przez zagraniczne firmy ubezpieczeniowe. Niestety, prawda jest brutalna, polskich inwestorów nie stać na prowadzenie takiej działalności. Jest ona niezwykle kapitałochłonna, a pierwszych zysków, przy stale pogarszającej się koniunkturze, nie można się spodziewać w krótkim okresie. O tym, jak deficytowa może być działalność na polu ubezpieczeniowym w początkowym okresie, może świadczyć m.in. poziom strat, jakie mają do pokrycia akcjonariusze. Po I półroczu br. nie podzielona strata z lat ubiegłych wyniosła łącznie 1,48 mld zł, z czego po około 700 mln zł przypada zarówno na zakłady majątkowe, jak i życiowe. Nie sądzę, aby znalazł się inwestor krajowy, który choć w części był w stanie pokryć takie niedobory. Wchodzący na nasz rynek inwestorzy zagraniczni są, przynajmniej w części, świadomi, że przez pierwsze lata nie mają co liczyć na zyskia nawet w perspektywie 5?7 lat. Zbudowanie ubezpieczeniowej fabryki, jak mówi Danuta Wałcerz, prezes PUNU, jest niezwykle kosztowne. W niedługim czasie może się nawet okazać, że część zagranicznych inwestorów, po podliczeniu kosztów postanowi sprzedać swoje spółki-córki. Zdaniem analityków, jedyną szansą dla polskiego kapitału wydają się towarzystwa ubezpieczeń wzajemnych, tak przecież popularne na europejskich rynkach (w Polsce mamy ich zaledwie 6). Zasada działania towarzystw ubezpieczeń wzajemnych polega na tym, że osoby ubezpieczające się ? członkowie ? wpłacają do towarzystwa zaliczkowe składki. Jeżeli okaże się, że zebrane składki przewyższyły wypłacone odszkodowania i poniesione koszty obsługi, to mogą otrzymać zwrot nadwyżki wpłaconej składki lub zdecydować o pozostawieniu jej w towarzystwie (np. jako zaliczki na poczet przyszłych wpłat). Jeśli jednak wynik jest ujemny, to członkowie są zobowiązani do dopłacenia różnicy). Mogłyby one powstawać w ramach związków gminnych (majątek samorządowy wykazuje znaczne niedoubezpieczenie). Warunkiem jest jednak zarzucenie tworzenia kosztownych struktur administracyjnych.
TOMASZ BRZEZIŃSKI